Pożar i ewakuacja części lotniska Schiphol

Paraliż na lotniskach - KLM odwołuje loty

Wielu pasażerów, którzy w sobotę byli na lotnisku w Schiphol przeżyło dość nerwowe chwile. We wczorajszy poranek, w tak zwanym holu D, rozbrzmiał alarm pożarowy i ludzie musieli opuścić zagrożoną część portu lotniczego. Na szczęście wydarzenia te nie sparaliżowały całkowicie pracy lotniska. Szybko bowiem stało się jasne, że był to fałszywy alarm i nigdzie nie pojawił się ogień czy dym. Mimo to jednak część lotów zostało opóźnionych.

W sobotę, około godziny 11 w części holu (odnogi D), największego holenderskiego portu lotniczego rozbrzmiał alarm pożarowy. W zaistniałej sytuacji personel lotniska wraz ze służbami bezpieczeństwa wprowadziły w życie procedury przygotowane na taką ewentualność. Zarządzono całkowitą ewakuację gości i pasażerów, w tym i tych, którzy już znajdowali się za odprawą bezpieczeństwa. Wszyscy oni zostali przeprowadzeni do strefy ewakuacyjnej znajdującej się na zewnątrz budynku.

 

Akcja poszukiwawcza

Gdy pasażerów i personel udało się ewakuować, strażacy rozpoczęli poszukiwania ognia. Działania te jednak nic nie dały. Nigdzie bowiem nie było ani dymu, ani otwartego ognia, ani nawet zapachu papierosów, z których dym mógł uruchomić któryś z czujników. W efekcie więc zapadła decyzja, by znów zaprosić podróżnych do odnogi. Wszystko wskazywało bowiem na to, iż to, co się stało było tylko błąd systemu. Czym spowodowany? Tego zarząd lotniska Schiphol jeszcze nie wie, cały czas badana jest przyczyna pojawienia się alarmu.

Loty

Po tym jak część D portu lotniczego została ponownie otwarta, pasażerowie znów mogli przechodzić odprawę i kierować się do bramek, a następnie do samolotów, by wystartować z Holandii. Niestety wiele z połączeń zostało opóźnionych. Maszyny nie mogły wzbić się w powietrze bez pasażerów na pokładzie.

 

Ograniczony problem

Co ważne alarm pożarowy w odnodze D nie doprowadził do problemów w pozostałych częściach portu. Tam wszystko dalej odbywało się zgodnie z planem, samoloty startowały planowo. Dzięki czemu ruch lotniczy w tym rejonie kraju nie został praktycznie zakłócony. Maszyny mogły bowiem także dalej "siadać" pod Amsterdamem.

 

 

Źródło:  Nu.nl