Holenderska izolacja wirusa to fikcja?

Kilka dni temu informowaliśmy Państwa, że grupa 15 Holendrów, wraz z dwójką Chińczyków, została ewakuowana z Wuhan i przybyła do Niderlandów. Najnowsze wiadomości z Holandii mówiły wtedy, że ludzie ci, zamiast trafić do szpitala, zostali zawiezieni do domów. Dziś sprawdzamy, jak wygląda taki areszt domowy.

Ewakuacja

Wuhan od prawie miesiąca jest centrum szerzenia się epidemii nowej odmiany koronawirusa. Na świecie liczba zarażonych sięga dziesiątek tysięcy, a zmarłych liczy się już w setkach. Na szczęście, jak pokazują najnowsze informacje, choroba ta nie rozprzestrzenia się poza Azją. Wszelkie przypadki zakażeń mające miejsce w Europie, czy Ameryce to ludzie, którzy wcześniej byli w „Kraju Środka”. Władze Chin robią wszystko, by powstrzymać wirusa. Między innymi stawiają gigantyczne szpitale w kilka dni, to jednak nadal za mało by wygrać z epidemią. Z tego też względu wiele krajów postanowiło ewakuować z zagrożonego obszaru swoich obywateli.

 

Areszt domowy

Taką decyzję podjęli między innymi Polacy i Holendrzy. Między naszymi narodami jest jednak dość duża różnica. Polaków, wracający tą samą maszyną co obywatele krainy tulipanów, poddano kwarantannie w jednym z Wrocławskich szpitali, gdzie są cały czas pod nadzorem przeszkolonego personelu medycznego. Holendrów zaś po przybyciu do bazy lotniczej w Eindhoven wysłano do domów. Tam mają przebywać przez dwa tygodnie kwarantanny. Decyzja ta wzbudziła dość duże zdziwienie i zaniepokojenie wśród obywateli Niderlandów i mieszkającej tam Polonii. Postanowiliśmy więc sprawdzić, na czym polega ten epidemiologiczny „areszt domowy”.

 

Domowa kwarantanna

Najnowsze wiadomości z Holandii mówią, że piętnastu obywateli tego kraju, wraz z dwójką Chińczyków, zostało umieszczonych w poniedziałek, w aresztach domowych. Z takiej formy izolacji mogli skorzystać wszyscy, którzy mieli do tego odpowiednie warunki kwarantanny. Ci, którzy takich nie mieli mogli poszukać ich u swojej rodzinny lub bliskich. Nie było więc sztywnego rygoru albo dom, albo szpital. Wszystko to dawało potencjalnym nosicielom groźnego patogenu dość dużą dowolność w działaniu. W takiej sytuacji warto więc zadać sobie pytanie, jak ta domowa kwarantanna ma przebiegać oraz przede wszystkim, jakie warunki ma spełniać miejsce kwarantanny.

 

Rodzina nie przeszkadza

Według wymogów holenderskich epidemiologów, ważne było, by osoba poddawana kwarantannie miała własną przestrzeń. Ta rozumiana jest najczęściej jako pokój, w którym może przebywać ewentualny nosiciel. Holenderskim lekarzom nie przeszkadza również to, iż w domu znajdują się inni mieszkańcy. Grunt, by kontakt był ograniczony i ludzie nie przebywali w bardzo bliskim sąsiedztwie, np. nie spali razem w jednym łóżku, czy też nie siedzieli wtuleni w siebie na kanapie podczas oglądania telewizji.

 

Rozprzestrzenianie się wirusa

Osoba poddana dwutygodniowej kwarantannie ma przebywać przez ten okres w domu i być do dyspozycji służb GGD (ochrona zdrowia). Wiadomo więc, że człowiek ten nie pójdzie do pracy ani na zakupy (przynajmniej na to liczą lekarze). Co innego jednak jego współlokatorzy. Tych, pomimo potencjalnego zagrożenia w domu, nie obejmują żadne procedury w tym zakresie. Ludzie ci mogą chodzić do szkoły, pracy, kina czy sklepów. Innymi słowy, mogą prowadzić swoje dotychczasowe życie, tak jakby nic się nie stało. Jedyne, o czym powinni pamiętać, to zasady higieny. Mówiąc inaczej, powinni dbać o czystość, używać mydła antybakteryjnego oraz unikać kichania i kasłania na kogoś.

 

Niebezpieczeństwo

Wszystko to wydaje się wielu Holendrom dość dużą niefrasobliwością i krótkowzrocznością służb medycznych. Pozwalają bowiem potencjalnie zarażonym krewnym ewakuowanych na spacery po mieście. RIVM zapewnia jednak, iż wszystko jest pod kontrolą. Przybyli zaś z Chin nie są nosicielami wirusa, są zdrowi a wszystko to tylko środki bezpieczeństwa, tak na wszelki wypadek. Ponadto w Europie nie odnotowano zakażenia koronawirusem pomiędzy ludźmi. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że patogenowi nie odpowiada nasz klimat. Nie ma więc powodów do obaw. Gdyby takie istniały, jak podaje RIVM, ewakuowani znaleźli, by się w izolacji, a nie kwarantannie.

Chory Belg

Wydaje się więc, że wszystko jest już pod kontrolą. Nie ma się czym przejmować. Cały ten sielankowy obraz sytuacji burzy jednak fakt, iż we wtorek belgijskie władze potwierdziły, że jeden z ich obywateli zaraził się koronawirusem. Człowiek ten mógł więc przekazać wirusa ludziom w samolocie, w tym też i Holendrom. Ci zaś w domowych warunkach mogą przenieść go na bliskich, a ci dalej na współpracowników, przyjaciół czy pasażerów w autobusie. Niderlandzcy epidemiolodzy mówią jednak, że nie ma powodów do paniki i wszyscy przebadani są zdrowi. Czy jednak tak jest naprawdę, przekonamy sie za dwa tygodnie. Na chwilę obecną pozostaje wierzyć w wiedzę i procedury zastosowane przez lekarzy oraz w to, że Holendrzy nie zarazili się od Belga w samolocie.