11-latek błaga o azyl w Rotterdamie

Dzieci w Arnhem znów mogą iść do szkoły

Na komendę policji przychodzą różni ludzie. Niektórzy chcą zgłosić pobicie, inni przebadać się alkomatem, część zaś prosi o wyjaśnienie kwestii przepisów prawa lub pyta się o postępy spraw, które ich dotyczą. W poniedziałkowe południe przed oficerem dyżurnym jednego z posterunków w Rotterdamie stanął śniady 11-latek, który łamanym angielskim błagał o azyl. Oficerowie byli w szoku.

Młody gość

Jak przekazała komenda policji, w tym portowym mieście, w poniedziałkowy poranek do jednego z komisariatów wszedł młody, 11-letni chłopiec z wypchanym plecakiem. Początkowo nastolatek wyglądał na dość mocno zagubionego ucznia. Był nieco przestraszony, zmieszany. Tak jakby, np. przyjechał z wycieczką szkolną i się zgubił. To się zdarza i policjanci już nie raz interweniowali w takich sprawach. Chwila rozmowy jednak z młodym gościem wskazała na dużo tragiczniejszy obraz sytuacji.

 

Azyl

Młody człowiek poprosił policjanta czy może złożyć tu wniosek o azyl. Jak przekazał dyżurnemu, a potem oficerom z jednostki do spraw uchodźców, jest on Syryjczykiem. Chłopak postanowił uciec z ogarniętego wojną domową kraju, by szukać szans na normalne życie w Holandii. Do Królestwa Niderlandów dotarł na własną rękę, podróżując przez między innymi Albanię. Był sam, nie było z nim dorosłych. Jak stwierdził, udało mu się pokonać całą drogę z pomocą różnych osób. Czy chodzi tu o przypadkowych mieszkańców poszczególnych krajów, którzy oferowali mu jedzenie, wodę i schronienie, czy też przestępców zajmujących się przerzutem ludzi tego nie zdradził.  Nawet jednak, jeśli jego podróż zorganizowali szmuglerzy, to i tak dla 11-latka te tysiące kilometrów były niezwykle trudną i niebezpieczną przeprawą.

Rodzina

Czemu akurat Holandia? 11-latek przekazał oficerom, iż ma w Holandii rodzinę. Po podaniu danych funkcjonariusze sprawdzili policyjną bazę mieszkańców i faktycznie znaleźli rzekomych krewnych. Następnie po rozmowach z rodziną Departament Policji ds. Cudzoziemców zdecydował, iż nastolatek zamiast do ośrodka dla azylantów może jechać do swoich krewnych. Jak wspominają funkcjonariusze, ta wiadomość zmieniła obraz twarzy dziecka. Wcześniej skupiona i nerwowa, teraz wyraźnie się rozpromieniła. Pojawił się nawet delikatny uśmiech, gdy dowiedział się, że jego droga dobiegła szczęśliwego końca.

 

Dzieci w drodze

To nie pierwszy taki przypadek. Nieco ponad miesiąc temu funkcjonariusze zajęli się 11-letnią Syryjką znalezioną na stacji w Utrechcie. Nie wiadomo, jak dziecko dostało się na stację, czy ktoś je tam przywiózł i zostawił. Dziewczynką również zajęły się służby i wszczęto procedurę azylową.