Wyznania koordynatora cz.2

W Holandii, kraju tulipanów oraz elastycznych form zatrudnienia, uitzendbureau (biura pracy) są dosłownie na każdym rogu. W rękach koordynatorów leży pilnowanie, by cała machina działała jak szwajcarski zegarek.


Koordynator ...

Kim jest koordynator? To osoba kontaktowa pomiędzy biurem pracy (uitzendbureau) a zatrudnionymi przez to biuro pracownikami zagranicznymi. Z założenia jest to osoba, która powinna opiekować się podległymi sobie pracownkami, być dostępna 24h/dobę.
Postanowiliśmy skonfrontować "domkowe" legendy z rzeczywistością.
W marcu spotkalismy się z Pawłem, pracownikiem jednego z biur pracy. Rozmowę z Pawłem znajdziecie tutaj: LINK. W dniu dzisiejszym rozmawiamy z Moniką.

Monika lat 30 - Polska to nie jest kraj dla mnie...

Monika to 30-letnia farbowana blondynka z lekko zachrypniętym głosem, lubiąca dobrą zabawę i polskie dyskoteki w Holandii. Do kraju tulipanów przybyła zaraz po szkole średniej, mając zaledwie 18 lat.  Uznała, że Polska to nie kraj dla niej, chciała spróbować czegoś zupełnie innego, dlatego też z łatwością porzuciła swoją podopolska wieś. Całkiem przypadkiem jej destynacją stała się Holandia. Czy Monika żałuje swego wyboru? Dowiemy się tego w kolejnej części, jednak 12 lat tam spędzonych wskazuje na to, że jej tam dobrze.

Jak to się stało, że zostałaś koordynatorem?

Długa historia, nie od razu byłam koordynatorem (hahaha). Zaczynałam jako zwykły fizol, znaczy pracownik fizyczny. Początkowo pracowałam w szklarni, później trafiłam na produkcję. Dużo dała mi znajomość angielskiego, tam poznałem liniowego... Ali czy jakoś tak się nazywał, potrzebował pomocy z pracownikami z Polski. Pamiętam, że wtedy nie było za wielu Polaków w Holandii, pracowali głównie posiadacze czerwonych paszportów (red. niemieckich). Zaczęłam tłumaczyć, pomagać... Z czasem opuściałm halę i trafiłam do biura.

angielski otworzył drogę do lepszego życia

Pracujesz ponad 10 lat jako koordynator, jak zmieniała się Twoja praca, ludzie oraz otoczenie? Czy w ogóle coś się zmieniło w tym czasie?

Hmmm.... zmieniło się i to dużo. Przede wszystkim ludzie, szczególnie osoby które przyjechały w 2007, to jest inny świat, całkowicie inne podejście do życia. Później jeszcze tzw. milenialsi...

Milenialsi w Holandii

Możesz coś więcej opowiedzieć o poznanych ludziach? Różnicach pomiędzy nimi na przestrzeni tych 10 lat?

Zabrzmi to dość dziwnie, ale pracownicy pracujący na czerwonych paszportach przed wejściem Polski do UE byli inni. Mam tu na myśli ich zachowanie w pracy, na domkach - ogólnie, mogę nazwać to wyższy poziom. Oczywiście to bardzo ogólna opinia, nie brakowało pijaków, zwykłych złodziei czy imprezowiczów. Byli, ale w mniejszej ilości niż obecnie. W maju 2007 ruszyła polska fala, dosłownie tysiące Polaków zalały Holandię. Co najmniej połowa z nich nie powinna dostać zezwolenia na wyjazd z Polski.... wstyd i zażenowanie, ale mogli - więc przyjechali.
Ostatnia grupa to milenialsi, końcówka lat 80 tych i lata 90 te. Bardzo rozszczeniowa grupa ale i ambitna. Szybko zadomowili się w Holandii, nie mieli obciążeń Polski sprzed 1989 roku. Spora grupa zajmuje dobrze płatne stanowiska i idzie do przodu. Do Polski raczej już nie wrócą...

Nie po to wyjechali z Polski aby do niej wracać

10 lat jako "opiekun", nie masz dość?

Tak, są dni gdy chciałabym rzucić wszystko i wyjechać gdzieś daleko. Z dala od tych polskich zapijaczonych mord, ale z drugiej strony lubię te pracę. Lubię kontakt z ludźmi, ale wszystko ma swoje granice. W Holandii skończyłam studia, poznałam męża (holendra) i zamierzam zostać tu na stałe. Co do pracy... przyjdzie taki moment, że ją zmienię ... [śmiech].

Co powiesz o swoich podopiecznych?

Generalnie są w porządku, ale trzeba ustawić ich do pionu. Pokazać kto rządzi, wysłać 2-3 zadymiarzy do Polski i grupa od razu robi się spokojniejsza. Przestają fikać, pyskować.  W tej pracy trzeba być trochę psychologiem a trochę skurw....m. Trzeba wysłuchać, pomóc, ale też trzymać ich za twarz. Inaczej wejdą na głowę.
Obserwuję ich i czasem zastanawiam się po co przyjeżdzają do Holandii... pobawić się czy zarobić? Pieniędzy tu za wielkich zarobić się nie da, to już nie te czasy. Jeżeli ktoś ma wiekówkę to w ogóle jest kapa. Przyjeżdzają bez języka, bez kwalifikacji. Takie błędne koło. W pracy po 10-12 godzin, na kształcenie nie ma już czasu.
Zamiast się rozwijać to się zwijają. Pracują za minimalną stawkę i tak zostaje. Niektórzy budują domy w Polsce...

Małe wymagania, małe płace

To chyba dobrze?

...Taaak, tyle, że nadal pracują w Holandii aby ten dom utrzymać [hahaha]. Przynajmniej odkładają na przyszłość, coś im z tej Holandii zostanie. Dom w Polsce i zepsuty żołądek. Przyjeżdzają na 3-4 miesiące, pół bagażnika chińskich zupek, do tego keczupy z kantyny i tak żyją. Później jadą na 2-3 tygodnie do Polski, podleczyć się, pokazać rodzinie i znajomym jacy z nich milionerzy, a później znów dziadują.

Opowiedz mi o problemach w pracy.

Problemów nie brakuje, im więcej ludzi, tym więcej problemów. Pijaństwo, rozróby, kradzieże. Kilku moich podopiecznych politie zabrała wprost z pracy, bo byli poszukiwani w Polsce za różne przestępstwa. Przyjeżdzają tu ludzie z wyrokami, po wieloletnich więzieniach, uciekający przed odsiadką w Polsce. Sporo także osób niezrównoważonych psychicznie, w zeszłym roku ganiał taki z nożem po bungalowparku [hahahaha]. Dobrze, że nikogo nie dźgnął. Zabrała go policja, już do nas nie wrócił.

Przyjeżdzają tu ludzie z wyrokami, po wieloletnich więzieniach, uciekający przed odsiadką w Polsce

Nie da się tego jakoś sprawdzić? Czy są rekrutacje w Polsce?

Niby są, ale dla nich to kasa. Wyobraź sobie 90 centów od każdej godziny? 8h to 7,20€ dziennie przez cały miesiąc + nadgodziny. Tyle dostaje biuro w Polsce. Czasem więcej, bo jest problem z werbowaniem ludzi. Część jedzie na Niemcy, część siedzi na 500+, do Holandii zostają "odpady". Nie ma z czego wybierać.
Kilka lat temu miałam zdarzenie z Ryśkiem, lat około 35. Zapił w niedzielę, w poniedziałek miał off, więc popił znowu. Wieczorem dowiedział się, że nie idzie do pracy bo nie zgłosił gotowości. Wpadł mi wieczorem na domek i ryczy "Ja cie kur**o zaje****e. Zapier****e na miejscu za te godziny". Złapał mnie za szyję i zaczął dusić. Na szczęście ktoś nadszedł i go odciągnęli. To była moja ostatnia noc na parku z Polakami.

Po takim zdarzeniu większość zmieniłaby pracę...

Ja też chciałam zmienić. Miałam miesiąc urlopu, wizyty u psychologa. Jak to mówią - czas leczy rany. Najgorsze w tym wszystkim jest to wieczne jęczenie. Polacy są bardzo roszczeniowi, wiecznie niezadowoleni. Całkowity brak empatii, zawiść, zazdrość na codzień. U Polaka w polskim sklepie zakupów nie zrobią, bo "co będa chu**a dorabiać"... Wolą iść wydać u Turka, niż dać zarobić swojemu.
Ta radość gdy komuś coś nie wyjdzie. Co za nacja... Banda wyklętych, nienawidzących samych siebie. Smutne to bardzo, nie wiem czy to się kiedyś zmieni. Chciałabym, aby potrafili cieszyć się każdym dniem, by byli życzliwi i trzymali się razem, pomagali sobie nawzajem.
Wiecznie narzekają, że ciulają ich na wszystkim... ale co się dziwić, gdy jeden drugiego za euro utopi. Polacy nie są szanowani, bo sami siebie nie szanują. Tak wiele mogą nauczyć się od Turków, Markoańczyków czy nawet Holendrów.

Powoli będziemy już kończyć, bo masz jeszcze trochę pracy. Co chciałabyś przekazać Polakom?

Uśmiechajcie się i uczcie języków obcych

Przede wszystkim niech się więcej usmiechają, uczą języków i biorą przykład z tych, którym się udało. Niech będą dobrymi ludźmi, bo dobro wraca.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję i życzę miłego popołudnia.

Zachęcamy do komentowania oraz udostępniania artykułu.