Wielka przygoda i młody pasażer na gapę

Podróż pociągiem dla małego dziecka to ogromne przeżycie. Nie ma znaczenia czy jest to trasa międzynarodowa, czy przejażdżka na przedmieścia. Przejazd w przedziale to przygoda, której niektórzy nie mogą się tak doczekać. Pewien 7-latek tak bardzo nie umiał wytrzymać, iż po prostu wsiadł do pociągu i pojechał samemu, zostawiając na dworcu przerażonego ojca.

Kto by się przejmował

Pewien dzielny, holenderski siedmiolatek postanowił sam pojechać pociągiem. Wsiadł on do jednego ze składu na stacji w Utrechcie i po chwili z niej odjechał. Przygoda bowiem czeka, po co więc czekać na ojca, który załatwia jakieś nikomu niepotrzebne karteczki w automacie biletowym.

 

Bez paniki

Pasażera na gapę w pociągu, jadącym z Utrechtu do Lejdy spotkał konduktor. Malec nie był zapłakany, nie był zaniepokojony, nie szukał rodzica, dziarsko jechał, spoglądając w okno. Konduktor być może nie zwróciłby nawet na niego uwagi, gdyby nie fakt, iż na siedzeniach obok chłopca nikogo nie było. To było na tyle niepokojące, iż kierownik składu postanowił zaopiekować się młodym pasażerem i wezwać policję na najbliższy przystanek. W efekcie wycieczka skończyła się w Woerden, gdzie chłopca odebrali policjanci.

Przygodo trwaj

Jak piszą w mediach społecznościowych policjanci z Woerden: „Gdy dotarliśmy do konduktora, zobaczyliśmy wesołego i spokojnego chłopca, który patrzył na nas z wielkim zainteresowaniem”. Podróż pociągiem skończyła się więc dość szybko. Przygoda trwała jednak dalej. Malec spotkał policjantów i mógł jechać radiowozem. Dziecku podobało się praktycznie wszystko. Wszystko też było świetną zabawą.

Koszmar

To, co dla dziecka było ogromną frajdą, było koszmarem dla ojca. Zgubił on bowiem syna, który mógł odjechać dosłownie w każdym kierunku i być wszędzie. Do tego minuty mijały, a mimo zgłoszenia zaginięcia informacje o dziecku nie przychodziły.
Czemu tak było? Okazało się bowiem, iż 7-latek nie mieszka zbyt długo w Holandii i nie mówi jeszcze dobrze po niderlandzku, nie mówiąc o angielskim czy niemieckim. Policjanci mieli więc trudną do przeskoczenia barierę językową.

 

Szkoła

Na szczęście, nieco przypadkiem, z pomocą przyszła szkoła. Placówka, do której chodzi dziecko, zgłosiła się na policję, iż malca nie ma na lekcjach i nie umie się też skontaktować z rodzicem. Wtedy to policjanci szybko połączyli fakty. Od pedagogów dostali również namiary na rodzica i po kilku chwilach, w tym po jakże fajnej przejażdżce radiowozem, 7-latek znów był z tatą. Maluch cieszył się, iż spędził ciekawie dzień i przeżył wspaniałą przygodę. Tato zaś, z jednej strony dziękował policjantom za odwiezienie syna, z drugiej sam by go chyba najchętniej pewnie rozszarpał, za to co 7-latek mu zafundował. No ale niestety tak jest. Przy dzieciach w tym wieku trzeba mieć oczy dookoła głowy i to przyzna każdy rodzic.

 

 

Źródło:  AD.nl