Dzieci jako maszyny do zarabiania? Rząd chce uderzyć w rodzinne vlogi
Dzieci jako maszyny do zarabiania? Rząd chce uderzyć w rodzinne vlogi
Rząd nie chce, aby dzieci nadal wykonywały komercyjną pracę przy vlogach w mediach społecznościowych. Eksperci już od dłuższego czasu są zaniepokojeni zjawiskiem tzw. kidfluencingu. Dzieci często stają się modelem zarobkowym dla rodziców, a później odczuwają negatywne konsekwencje.
Popularna rodzina vlogerów Bellinga w ubiegłym roku była w podróży dookoła świata. Każdy mógł śledzić przygody dzieci: Luana, 13 lat, Lucilli, 11 lat, Luxy, 8 lat, i Luciusa, 4 lata — od wybierania zabawek w centrum handlowym w Dubaju po wycieczkę do parku wodnego na Bali.
Rodzina Lakap, z trójką dzieci w wieku od sześciu do dwunastu lat, pozwala z kolei wszystkim podglądać swoje luksusowe życie w Dubaju. Wiele filmów dotyczy zakupów i jedzenia. Niektóre mają po 200 tysięcy wyświetleń. Kanał Lakap Junior skupia się już całkowicie na dzieciach, z takimi „challenge’ami” jak jedzenie przez cały dzień produktów ze sklepu na stacji benzynowej.
To dwie z najbardziej znanych rodzin vlogerskich w Holandii. Ta ostatnia oficjalnie nie mieszka już jednak w Holandii — poinformowała w reakcji. Właśnie tej praktyce, w której dzieci i ich rodzice zarabiają pieniądze na komercyjnych vlogach, rząd chce położyć kres. Minister Thierry Aartsen, odpowiedzialny za pracę i partycypację, chce zakwalifikować to jako pracę dzieci — wynika z pisma do parlamentu z początku tego tygodnia.
Według rządu obecne przepisy są niejasne, skomplikowane i trudne do egzekwowania. „Trudno zajrzeć komuś za drzwi i sprawdzić, ile godzin pracy kryje się za jednym filmem” — mówi rzeczniczka Aartsena w rozmowie z NU.nl. Jej zdaniem zakaz „prowadzonego biznesowo” vlogowania z udziałem dzieci byłby prostszy i oznaczałby mniej obciążeń regulacyjnych.
Nikt dokładnie nie wie, ilu jest kidfluencerów
Wokół młodych influencerów panuje duża niejasność. Nikt dokładnie nie wie, ile dzieci wykonuje taką pracę, choć niektóre z nich generują tysiące kliknięć w mediach społecznościowych. Holenderska Inspekcja Pracy twierdzi, że nie ma tego zjawiska „w pełni zmapowanego”. Śledzi jednak najważniejszych vlogerów i ma kontakt z częścią z nich.
Ministerstwo Spraw Społecznych i Zatrudnienia samo odwołuje się do badania z 2024 roku, w którym wskazano 339 dzieci mających „tak duży wpływ, że są interesujące dla współprac komercyjnych”. Możliwe, że istnieje od trzech do czterech tysięcy kont o mniejszym zasięgu.
Margje Camps, która bada to zjawisko na Uniwersytecie w Utrechcie, doliczyła się jedynie 59 kidfluencerów. Przyznaje jednak, że trudno ich znaleźć. „Wielu z nich przebywa za granicą i tworzy treści na różne platformy” — mówi.
Obecnie skuteczny nadzór nie jest możliwy
Ponieważ przepisy nadal są niejasne, egzekwowanie ich jest trudne. Dzieci do trzynastego roku życia zasadniczo nie mogą pracować, a starsze dzieci mogą pracować tylko ograniczoną liczbę godzin. W przypadku dzieci występujących jako aktorzy lub grających muzykę możliwe są wyjątki. Dla dzieci vlogujących początkowo nie były one wymagane.
W 2025 roku poprzedni rząd zapowiedział zaostrzenie przepisów. Także rodzice małych dzieci tworzący komercyjne vlogi mieliby ubiegać się o zgodę. Zmiana ustawy nie weszła jednak jeszcze w życie. W rezultacie obecnie „skuteczny nadzór nie jest możliwy” — stwierdził rząd.
Jednak nawet przy zgodzie kontrola pozostaje trudna. Granica między hobby a pracą jest nieostra. A liczba godzin, które dzieci poświęcają na pracę, jest niemal niemożliwa do sprawdzenia. „To wszystko dzieje się w sferze prywatnej” — mówi Camps. „Nie da się ustalić, kiedy praca się zaczyna i kiedy kończy”. Rozumie więc, że obecny rząd z tego powodu dąży do wprowadzenia zakazu.
Dzieci jako model zarobkowy dla rodziców
Inspekcja Pracy byłaby zadowolona z zakazu. Przynajmniej wprowadziłby on jasność. „Na filmach wszystko wygląda bardzo fajnie, ale za tym kryje się znacznie mniej przyjemny świat” — mówi rzecznik. Inspekcja martwi się między innymi o dzieci, które służą „jako model zarobkowy dla rodziców”.
Niepokój budzi także to, co stale obecna kamera oznacza dla dobrostanu dzieci. Freek Zwanenberg, dyrektor Bureau Jeugd & Media, obawia się długofalowych skutków dla dzieci. „Dziecko powinno móc się rozwijać bez wystawienia na świat zewnętrzny” — mówi. „Kiedy rodzice przy każdej okazji stawiają cię przed kamerą, to się nie udaje. Od dzieci oczekuje się wtedy określonego zachowania”.
Dzieci mogą też później żałować wszystkich tych filmów. „W pewnym momencie dzieci wchodzą w okres dojrzewania i wtedy inaczej rozumieją prywatność” — mówi Zwanenberg. Przyznaje, że nie wszyscy kidfluencerzy będą negatywnie wspominać czas w świetle reflektorów. „Ale niektórzy naprawdę mogą mieć poczucie, że zostali wykorzystani przez rodziców. To może prowadzić do przygnębienia i depresji”.
Vlogujące rodziny dobrze na tym zarabiają
Dla rodzin vlogi mogą być dochodowym modelem biznesowym. Najważniejszym źródłem dochodów jest po prostu generowanie wyświetleń na platformach takich jak YouTube i TikTok. „Jeśli przekroczysz określone progi, YouTube zaczyna płacić za każde wyświetlenie” — mówi badaczka Camps.
Ale na tym się nie kończy. Vlogerzy mogą też zarabiać, pokazując produkty. Według Camps największe nazwiska często zbudowały wokół swojej marki całe imperium. Najbardziej znana rodzina, Bellingowie, ma już filmy, książki, gadżety i piosenki. Rodzina Lakap przez pewien czas miała własny sklep ze słodyczami.
Zwanenberg z Bureau Jeugd & Media zasadniczo popiera przedsiębiorczość wśród dzieci. „Jeśli masz czternaście lat i umiesz dobrze tworzyć strony internetowe, dlaczego miałbyś tego nie robić?” — mówi. Jednak jego zdaniem vlogi zbyt często są inicjatywą rodziców, której negatywne konsekwencje później ponoszą dzieci. „Biorąc pod uwagę ten Dziki Zachód, jakim jest to teraz, możemy tylko z zadowoleniem przyjąć wszelkie regulacje”.
źródło: nu.nl
