Walące się domy w Rotterdamie

Pożar ugaszono, ale ludzie nie mogą wrócić do domów

Ciężkie chwile przeżywają mieszkańcy Rotterdamu zameldowani na 1e Middellandstraat, w Rotterdamie-West. Cała ich ulica została zamknięta, a oni sami usieli ewakuować się z mieszkań. Wszystko dlatego, że okazało się, iż ich domy grożą zawaleniem.

W niedzielny poranek kilka budynków przy 1e Middellandstraat musiało zostać ewakuowanych, ze względu na ryzyko zawalenia. Ich mieszkańcy mogą do nich wracać tylko pod nadzorem służb bezpieczeństwa, by móc wynieść ze swoich mieszkań najważniejsze rzeczy.

W każdej chwili

Jak przekazał dziennikarzom AD rzecznik Regionu Bezpieczeństwa Rotterdam-Rijnmond, istnieje bardzo duże ryzyko zawalenia się trzech fasad tamtejszych budynków. Do tego, iż ściany runą może dojść zdaniem ekspertów „w każdej chwili”. Dlatego też w trybie natychmiastowym zdecydowano się ewakuować 12 mieszkańców tych nieruchomości. Ludzie ci nie mogą obecnie wrócić do swoich domów. Dla pechowych lokatorów gmina zagwarantowała mieszkania zastępcze. Nie wiadomo bowiem, jak długo będą musieli pozostać poza swoim domem i czy w ogóle będą mogli do niego wrócić.

 

Budynek

Oprócz strażaków i policjantów, którzy zajmowali się ewakuacją mieszkańców, miejsce odwiedziła również inspekcja nadzoru budowlanego. Eksperci przyjrzeli się budynkowi od wewnątrz i z zewnątrz, a następnie przekazali swoje wnioski władzom miasta i właścicielom nieruchomości.
Teraz władze muszą podjąć dalsze decyzje czy ratować budynki, czy je wyburzyć. W obecnym stanie nie mogą one pozostać, ponieważ zagrażają one życiu mieszkańców, jak i przechodniów oraz kierowców poruszających się pobliską ulicą.

 

Huk

Jak to się jednak stało, iż doszło do ewakuacji. Wszystko zaczęło się po tym, jak w jednym z pobliskich sklepów rozpoczął się remont. Mieszkańcy wskazywali, iż budynek cały się trzęsie. Na ścianach pojawiły się zaś pęknięcia. Sprawę tę zgłoszono i analizowali ją budowlańcy dokonujący remontu. Ci stwierdzili, iż budynek nie runie i nie ma się czego obawiać.
W niedzielę rano mieszkańców zbudził jednak głośny huk, brzmiący jakby coś wybuchło. Domownicy początkowo myśleli, iż to fajerwerki i wezwali służby. Policja ani strażacy nie znaleźli jednak śladów użycia pirotechniki. Zamiast tego strażakom w oczy rzuciło się duże pęknięcie w elewacji remontowanego budynku. Jak mówią strażacy osiadła część ściany. Huk, jaki usłyszeli mieszkańcy, mógł być spowodowany piknięciem i osiadaniem części muru, dym zaś który miał niby towarzyszyć eksplozji, to był pył i kurz, który posypał się ze ściany.

Tramwaj

W efekcie budynek stał się tykającą bombą. Gmach postawiony w 1910 roku stoi na drewnianym fundamencie, który mógł zostać naruszony (np. przez opadający poziom wód gruntowych i rozchwiany przez prace budowlane). W tej sytuacji nawet drgania spowodowane przejeżdżającym tramwajem mogą doprowadzić do tragedii. Tragedii łańcuchowej. Budynki na tej ulicy stoją bowiem w zabudowie szeregowej i zawalająca się fasada jednego może uszkodzić kolejne.

 

 

Źródło:  AD.nl