Sąd apelacyjny skazuje Polaka za atak w Tiel

dlaczego nazywają mnie potworem

W tym tygodniu w Amsterdamie zakończyła się apelacja w sprawie zaatakowania nożem mężczyzny w Tiel. Sąd apelacyjny uchylił uniewinniającą decyzję sądu pierwszej instancji i uznał Polaka winnym ataku sprzed prawie trzech lat.

Awantura

Incydent miał miejsce 20 sierpnia 2017 roku. Wtedy to doszło do walki w Korte Nieuweeg w Tiel. Około 5 rano poważnie dźgnięty został w niej 32-letni mężczyzna z Polski. Człowiek ten otrzymał cios w nogę. Długie na sześć cali cięcie uszkodziło tętnicę. Mężczyzna się wykrwawiał, na szczęście szybka reakcja służb ratowniczych uratowała mu życie. W walce lekko ranna została również druga osoba, ona jednak niedługo po opatrzeniu opuściła szpital. Całe starcie poprzedziła  kłótnia przed polskim lokalem - barem, po której wspomnianych mężczyzn zaatakowała grupa trzech młodych ludzi. Napastnicy uciekli, ale dzięki zeznaniom świadków i nagraniom z monitoringu, 23-latka, który zadał potencjalnie śmiertelny cios, udało się ująć.

 

Pierwszy proces

Podczas pierwszego procesu wymiar sprawiedliwości przyznał niejako rację prawnikowi oskarżonego. Ten wskazywał, iż napastnik, który będąc pijany, nic z owego wieczoru nie pamięta, używał do walki blackjacka. To rodzaj krótkiej tępej pałki- maczugi. Broń ta zadaje obrażenia obuchowe, nie cięte. Z tego też względu nie można winić Polaka za nieumyślną próbę zabójstwa. Zresztą w toku śledztwa wyszło na jaw, iż to drugi podejrzany dokonał pchnięcia ostrym narzędziem.

Wymiar sprawiedliwości nie uznał jednak, iż nasz rodak jest niewinny. Stwierdził, iż można go skazać za tak zwaną „otwartą przemoc”. Prokuratura w akcie oskarżenia mówiła tylko o ewentualnym usiłowaniu zabójstwa i domagała się za ten czyn 6 lat pozbawienia wolności. W zaistniałej więc sytuacji sąd nie mógł zrobić nic innego jak uniewinnić 23-latka.

 

Sąd apelacyjny

Jak można było się spodziewać, prokuratura złożyła apelację. Podczas procesu drugiej instancji oskarżyciel zmienił jednak zarzuty. Tym razem sąd miał rozpatrzyć podejrzenie „otwartej przemocy”. W tym wypadku nie było wątpliwości, iż Polak jest winny. Sędzia w Amsterdamie orzekając wyrok, zdecydował się jednak na dość sprytną sztuczkę, dzięki której w momencie ogłoszenia wyroku nasz rodak stał się wolny. Z racji tego, iż przewinienie to jest dużo lżej karane, skazał obecnie już 25-letniego mężczyznę na 208 dni więzienia. Czemu akurat tyle? To liczba dni, którą nasz rodak zdążył już odsiedzieć, będąc podejrzanym o zabójstwo. W efekcie w momencie uprawomocnienia się wyroku mężczyzna odzyskał wolność.

Sprawa drugiego napastnika trwa nadal