Rozbito gang handlarzy kobiet z Europy Środkowej

policja likwiduje nielegalny burdel

Funkcjonariusze policji z rejonów środkowej Holandii rozbili dużą grupę przestępczą stojącą za siecią nielegalnej prostytucji. Po długim śledztwie udało się aresztować podejrzanych o handel ludźmi. Osoby te miały czerpać zyski ze zmuszania dziesiątek kobiet to prostytucji. Nieoficjalnie mówi się o ponad 200 kobietach z Europy Środkowej i Wschodniej, które miały oferować swoje usługi i ogłaszać się za pośrednictwem stron internetowych.

rozliczenie podatku z Holandii

Śpią, jedzą i pracują w tym samym miejscu

Kobiety te prezentowały swoje w dźwięki na stronach takich jak kinky.nl lub sexjobs.nl. Przyjmowały zaś w wynajętych domach, mieszkaniach czy domkach wakacyjnych. Jak wskazuje policja, alfonsi wynajmowali taką nieruchomość, umieszczał tam w zależności od metrażu i ilości sypialni od 3 do 4 kobiet, które mieszkały i przyjmowały tam, swoich klientów. Jak można się łatwo domyślać, panie te bardzo często nie tylko były zastraszaniem zmuszane do pracy, musiały także płacić ogromne koszty sztucznie zawyżanego najmu przez „opiekuna artystycznego”.

 

Duży ruch

Śledztwo w tej sprawie zaczęło się 18 miesięcy temu. Proceder ten istniał w Niderlandach bowiem od dawna, ale dopiero w okresie pandemii bardzo się rozrósł. Czemu? W Holandii prostytucja jest legalna, niemniej jednak obecnie, z racji obostrzeń koronowych, jest zakazana. To zaś spowodowało znaczny rozwój szarej strefy. Obszaru, w którym to kobiety nie mają żadnych praw i w którym często stają się ofiarami wspomnianego już handlu ludźmi czy przemocy. Dla przestępców, przybyszki z Europy Środkowej, to po prostu towar, który trzeba dobrze sprzedać.

 

10 euro

Część kobiet jest zwabiana z Rumunii obietnicą wysokich zarobków w barach czy jako sprzątaczki. Na miejscu zaś zabierane są im dokumenty i trafiają do nielegalnych domów publicznych. Inne są dosłownie ściągane z ulic. Przestępcy odnajdują kobiety pracujące, np. przy drogach w Polsce czy Hiszpanii i oferują im w Holandii o wiele lepsze zarobki. Przykładowo bowiem na Półwyspie Iberyjskim zarabiały 10 euro za "mała przyjemność". W Holandii zaś alfons oferuje im, np. 20-30 euro. Kobiety łatwo więc się zgadzają. Gdy jednak są zamykane w domach, okazuje się, iż od tej kwoty muszą odliczyć czynsz, media, ochronę, co skutkuje tym, iż zarabiają tyle samo lub jeszcze mniej.
Często zdarza się, że nawet nie widzą tych pieniędzy, ponieważ cała usługa odbywa się „bezgotówkowo”, klient rozlicza się bowiem z opiekunem dziewczyny.

Brak alternatywy

Wszystko to prowadzi do uczucia strachu, bezsilności, a z czasem również apatii. Mało która kobieta szuka pomocy. Nie dlatego że jej nie potrzebuje, ale dlatego, iż obawia się o życie swoje czy swojej rodziny. W wielu przypadkach nie ma nawet alternatywy. Pieniądze bowiem, które zarabia, wysyła na wschód, do swoich bliskich, by ci mieli z czego żyć. W efekcie sprawy te są niezwykle trudne w prowadzeniu. Czasem jednak przydarzają się sukcesy takie jak te mające miejsce w tym tygodniu.

 

Aresztowania

Ostatnie śledztwo doprowadziło do aresztowania dwóch rumuńskich alfonsów w wieku 26 i 55 lat. Obaj podejrzani są o handel ludźmi i zamieszani w nielegalną prostytucję ponad 200 kobiet. Należą oni do większej grupy przestępczej, przeciwko której od wielu miesięcy nie tylko policja, ale i służby emigracyjne prowadzą działania. Wcześniej, w marcu tego roku, w ręce wymiaru sprawiedliwości wpadło trzech innych Rumunów w wieku 29,27 i 40 lat. Oni również oskarżeni są o nielegalne sutenerstwo. Obecnie z szajki tej na wolności pozostanie tylko jeden z bandytów, ale śledczy mają nadzieję, iż niedługo i on znajdzie się w rękach sprawiedliwości. Policja przyznaje, iż te kilka aresztowań tak naprawdę zbyt dużo nie zmieni i nielegalna prostytucja nadal będzie niezwykle intratnym zajęciem dla półświatka. Niemniej jednak od czegoś trzeba zacząć.