Radek B. skazany

Radosław B., którego desperackie postępowanie otwarło wielu Holendrom oczy na tragiczne warunki życia i wyzysk tysięcy Polaków w Niderlandach, został skazany na 15 miesięcy więzienia.

Akt desperacji

22.10.18 do polskiej ambasady, przy Alexanderstraat w Hadze, wszedł 40-letni mężczyzna. Udał się tam do łazienki i zamknął się w jednej z toalet. Następnie wylał na siebie dwa litry benzyny i zagroził, iż się podpali. Motywem jego działania miała być całkowita bezsilność i upodlenie. Czyli to, co zdaniem 40-latka spotyka tysiące jego rodaków każdego dnia w Holandii, a na co tamtejsze władze nawet nie chcą patrzeć. Desperat zagroził również, że jeśli nikt go nie wysłucha, odpali zapalniczkę i skończy z sobą. Na szczęście, po długich negocjacjach, policjantom udało się nakłonić niedoszłego samobójcę do opuszczenia toalety. Polak został zabrany do szpitala, gdzie po przebadaniu aresztowano go.

 

Proces

Od tamtego czasu ciągnie się długi proces Radka. Mężczyzna podczas poszczególnych przesłuchań i zeznań przed sądem odpowiadał na wiele pytań prokuratury i przedstawiał wymiarowi sprawiedliwości jego pogląd na całą sprawę. Wobec oskarżeń prokuratury mówiących o przygotowaniach do podpalenia ambasady, Polak prezentował linię obrony, w której udowadniał, że nie zamierzał popełnić samobójstwa, ani zrobić nikomu krzywdy. Jego działania, podyktowane rozpaczą, miały tylko unaocznić problem wykorzystywania Polaków w Holandii. Tezę tę popierał zaś choćby tym, iż zapalniczka, którą trzymał w ręku podczas negocjacji nie działała. Obrona wnioskowała więc o uniewinnienie oskarżonego.

Sąd podczas trwania procesu zwrócił jednak uwagę na inne aspekty, między innymi to, że nasz rodak miał przy sobie aż 4,5 litra benzyny, a na oblanie się wykorzystał tylko 2 litry. Ponadto B. miał mieć w jednej z kieszeni inną sprawną zapalniczkę.

 

Holenderski sąd wyznacza Radkowi, walczącemu o prawa wykorzystywanych Polaków w Holandii, karę wyższą od tej niż chce dla niego prokurator.

 

Zaskoczenie dla oby stron

Koniec długiego procesu miał miejsce w czwartek, 29 lutego, kiedy sąd ogłosił wyrok w sprawie 40-latka. Werdykt zaskoczył obie strony, zarówno prokuraturę, jak i obrońców Polaka. Wymiar sprawiedliwości uznał bowiem, że incydent z 22 października 2018 roku nie był przygotowaniem do podpalenia, a nieudaną próbą podpalenia. To zaś znacząco zmienia penalizację kary. Prokuratura chciała skazania mieszkańca Polski na rok więzienia. Sad wyznaczył zaś karę aż 15 miesięcy pozbawienia wolności, z czego dziewięć w zawieszeniu.

 

Polak nie trafi za kraty

Wyrokiem sądu Radosław B. musiałby trafić do zakładu karnego na pół roku. Nie spędzi jednak w nim na szczęście ani dnia. Wszystko dlatego, że nasz rodak podczas dochodzenia przesiedział ponad pół roku w policyjnym areszcie, co zostało mu zaliczone na poczet orzeczonej w tym tygodniu kary.

Radek nie jest zadowolony z wyroku. Nie rozumie takiego ostrego podejścia sądu. Cieszy się jednak, że nie będzie musiał wrócić za kraty. Wyrok nie jest prawomocny. Obecnie oskarżony wraz ze swoim obrońcą zastanawiają się, czy nie złożyć apelacji.