Przypadkiem sprzedali dziadka? Urna w sklepie

Przypadkiem sprzedali dziadka? Urna w sklepie

W sklepach z używanymi rzeczami czasami można znaleźć prawdziwe perełki. Niekiedy z pozoru zwykłe, nierzucające się w oczy przedmioty, to dzieła znanych mistrzów, czy rzadkie, krótkie serie, które potrafią być warte dziesiątki tysięcy euro. Czasem jednak można znaleźć też i bardziej makabryczne znaleziska. Ładna dekoracja w kształcie serca okazała się bowiem urna z prochami, którą ktoś zostawił w sklepie na sprzedaży.

Jak wskazują pracownicy sklepu z artykułami używanymi Dromehof w Hoorn, ktoś przywiózł do sklepu i zostawił sprzedawcom karton z różnorakimi klamotami. W pudle była też ozdoba przypominająca cerce. Po bliższych oględzinach obsługa z przerażeniem stwierdziła, iż jest to urna na prochy i to z zawartością.

 

Pomyłka?

Jak to się stało, iż urna z czyimś przodkiem trafiła do sklepu? Obsługa liczy, iż wszystko to nic innego jak tylko nieszczęśliwy wypadek, pomyłka i właściciele zgłoszą się po swojego krewnego. Jak bowiem mówią sprzedawcy, ktoś po prostu przyszedł i zostawił im pudło pełne różnych rzeczy. „Ludzie mogą dzwonić do drzwi w magazynie i przynosić rzeczy. To było w kartonowym pudełku z innymi przedmiotami. Zaakceptowaliśmy to i nie od razu sprawdziliśmy, co w nim jest. Dopiero później ją znaleźliśmy” – przekazała właścicielka dziennikarzom z NH Nieuws.

Starocie

W kartonie było dużo staroci i początkowo nic nie zapowiadało tak niecodziennego znaleziska. W pewnym momencie na dnie kartonu obsługa znalazła czarne pudełko obite materiałem. W środku zaś znajdowało się srebrne metalowe serce. Jak wskazuje rozmówczyni NH Nieuws, początkowo nie wiedzieli co to jest. „Odwróciliśmy je (serce) i zobaczyliśmy jakiś rodzaj zamka, szczelnego zamknięcia, które można było otworzyć. Kiedy spojrzeliśmy na zawartość, wiedzieliśmy wystarczająco dużo”.

To właśnie piękne pudełko i kształt urny mógł doprowadzić do pomyłki. Być może srebrne serce wydało się komuś, kto nie znał jego przeznaczenia, kiczowatym dziełem sztuki i postanowił oddać je do sklepu, licząc, że komuś się spodoba. Tak się mogło zdarzyć w momencie, gdy na przykład nowy właściciel robił porządki w kupionym mieszkaniu lub dalsi krewni sprzątali dom po zmarłych.

 

Przepisy

Holenderskie prawo pozwala bowiem trzymać prochy zmarłych w domu. By jednak było to możliwe, niezbędne jest spełnienie kilku warunków. Urna musi być szczelna i zabezpieczona przed uszkodzeniami. Oprócz tego pojemnik musi być również opatrzony etykietą z informacjami o zmarłym, datą zgonu oraz datą i miejscem kremacji. Tego ostatniego, jak zresztą widać w poście umieszczonym przez kierownika sklepu, nie ma.
Dlatego też tak trudno ustalić, do kogo ona należy i kto się w niej znajduje.

 

Źródło:  Nu.nl