Pożar podwyższonego ryzyka w Haaglanden

W nocy z soboty na niedzielę służby ratunkowe otrzymały informacje o pożarze domu w gminie Leidschendam-Voorburg. Zapowiadała się więc pracowita noc dla tamtejszych strażaków. To, co jednak stało się na miejscu, spowodowało, iż oprócz straży pożarnej musiała interweniować również policja.

Pożar

Jak poinformował w niedzielę rzecznik rejonu bezpieczeństwa Haaglanden, w późnych godzinach nocnych w sobotę służby otrzymały telefon dotyczący pożaru domu jednorodzinnego. Na miejsce natychmiast zostały wysłane jednostki straży pożarnej. Ogniomistrzom nie pozwolono jednak walczyć w spokoju z żywiołem. Początkowo wprawdzie wydawało się, że cała akcja przebiegnie zwyczajnie. Szybko bowiem do strażaków dotarła informacja, że w budynku nie ma nikogo żywego. To więc oznaczało, że służby nie muszą przeprowadzać akcji ratowniczej i wchodzić między płomienie w poszukiwaniu ludzi lub zwierząt. Wystarczy tylko opanować pożar. Wkrótce jednak wydarzenia przybrały niespodziewany obrót.

 

Atak

Na miejsce akcji przybył również mieszkający w domu mężczyzna. Człowiek ten był wyraźnie nerwowy, co w zaistniałej sytuacji raczej nikogo nie dziwiło. Płonął bowiem dorobek całego jego życia. Człowiek ten w pewnej chwili jednak nie wytrzymał i ruszył w kierunku prowadzących akcję strażaków.

Szybko okazało się, że mężczyzna nie chce pomóc w akcji. Zaczęła się szarpanina, podczas której mieszkaniec zaatakował dwóch strażaków, jednego uderzając bezpardonowo w twarz. Agresję mężczyzny ostudzili dopiero zabezpieczający całą akcję funkcjonariusze policji, którzy skuli napastnika. Dzięki temu po kilku godzinach ogniomistrzom udało się wygrać z pożarem.

 

Motywy

Na chwilę obecną nie wiadomo, czemu mężczyzna zaatakował. Brane są pod uwagę dwie ewentualności. Pierwsza wynikała z frustracji i przerażenia. Człowiek, widząc iż płonie wszystko, co udało mu się w życiu zgromadzić, stawał się coraz bardziej nerwowy. Jego bezsilność i żal wezbrały tak bardzo, iż w końcu znalazły swoje ujście w ataku na strażaków, którzy to mogli jego zdaniem walczyć z ogniem zbyt wolno i nieefektywnie. Druga bardziej mroczna wizja każe sądzić, iż mężczyzna chciał, by jego dom spłonął, np. z powodu ubezpieczenia lub kłótni rodzinnych. Odpowiedź na to pytanie musi jednak znaleźć prowadzone przez policję dochodzenie. Wiadomo jednak, iż mężczyzny nie ominie kara. Holenderskie władze i sądy z racji coraz częstszych ataków na pracowników socjalnych i funkcjonariuszy służb publicznych cały czas pracują nad nowelizacją prawa i zaostrzeniem kar za tego typu przestępstwa. Bardzo możliwe więc, iż człowiek otrzyma bezwzględną karę pozbawienia wolności.