Lekarz umiera na w holenderskim szpitalu

W sobotni wieczór w Szpitalu Uniwersyteckim, w Leiden zmarł lekarz zarażony gorączką Lassa. Informacje o tym przekazał minister Bruno Bruins w liście do izby niższej holenderskiego parlamentu.

Gorączka Lassa

Gorączka Lassa to ostra wirusowa, gorączka krwiotoczna, którą po raz pierwszy opisano niedawno, bo w 1969 roku, w nigeryjskim mieście Lassa, w dolinie rzeki Yedseram (stąd nazwa). Choroba ta spowodowała kilka poważnych epidemii, między innymi w Nigerii, Liberii, Sierra Leone, Gwinei i Republice Środkowoafrykańskiej.

Gorączka Lassa to choroba odzwierzęca, ale może się również przenosić z człowieka na człowieka poprzez krew, mocz, nasienie czy mleko matki. Odnotowano też kilka przypadków zarażenia mających miejsce  np. na pokładzie samolotu, gdy to drobinki śliny z krwią przedostają się do wentylacji i rozprowadzane są po całej maszynie.

Choroba ta jest dość podobna do swojej bardziej niesławnej kuzynki Eboli. Ma praktycznie takie same objawy i skutki. W porównaniu jednak z nią, posiada mniejsze szanse na wystąpienie globalnej epidemii. Wszystko dlatego, iż choroba ta jest dużo bardziej zjadliwa i wyniszcza organizm szybciej. To zaś powoduje, iż od momentu zarażenia do momentu osłabienia i wyraźnych objawów mija mniej czasu. Dzięki temu krótko po zachorowaniu pacjent jest zbyt słaby, by się poruszać i w ten sposób roznosić choroby.

Około 15% do 20% pacjentów zarażonych Gorączką Lassa umiera. Śmiertelność leczonej choroby jest dużo niższa i wynosi zaledwie 1%. Niemniej jednak w przypadku epidemii można mówić nawet o 50% śmiertelności. Te ostatnie dane dotyczą jednak przede wszystkim krajów afrykańskich, gdzie oprócz niedostatecznej liczby lekarzy czynnikiem pogarszającym sytuacje są inne choroby takiej jak AIDS czy panujące niedożywienie.

 

Afrykański wirus w Holandii

Co jednak patogen rodem z Afryki robi w Europie? Zarażony nim lekarz miał kontakt z chorobą nie w Królestwie Niderlandów, a w Sierra Leone. Medyk pracował bowiem niosąc pomoc Afrykańczykom. Nieoficjalnie mówi się, iż do zakażenia doszło, gdy Holender prowadził operację zarażonej kobiety w szpitalu, w Masanga na początku tego miesiąca. Oprócz niego w tamtejszym szpitalu pracowało jeszcze sześciu innych Holendrów i trzech Brytyjczyków.

Trop ten potwierdza również fakt, iż oprócz zmarłego na gorączkę krwotoczną zachorował jeszcze jeden Holender, biorący udział w tej operacji. Obaj mężczyźni zostali przywiezieni do kraju specjalnym transportem medycznym. Pozostała piątkach obywateli Niderlandów pracujących w tamtej placówce, którzy mieli kontakt nie tyle z chorą kobietą, co zakażonymi lekarzami są pod ścisłą obserwacją i zostali przeniesieni w lepsze warunki. Pozostają jednak w Afryce.

Izolacja

Chorzy lekarze trafili do University Medical Center (LUMC) w Leiden, gdzie poddano ich ścisłej izolacji. Zmarły lekarz przebywał w placówce od wtorkowego wieczora. Tamtejsi lekarze jednak pomimo ogromnej wiedzy medycznej i najnowocześniejszego sprzętu przegrali walkę z chorobą. Drugi chory jest jednak w lepszym stanie i istnieje duże prawdopodobieństwo, że wróci do pełni zdrowia.

Oprócz ścisłej izolacji chorych Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego i Środowiska (RIVM) poprosił, by wszyscy, którzy mieli jakikolwiek kontakt z dwójką lekarzy o zwracanie szczególnej uwagi na swój stan zdrowia. Prośba ta dotyczy pielęgniarek zajmujących się chorymi, jak i personelu samolotu, którym przybyli do Holandii. Wszystko po to, by uniknąć rozprzestrzenienia się tego wirusa w kraju.