Policja łapie polskiego zbiega po tygodniu poszukiwań

Funkcjonariusze holenderskiej policji łapią polskiego zbiega po tygodniu poszukiwań. W tym czasie Polak zdołał dwa razy uciec stróżom prawa. Jak to się jednak mówi do trzech razy sztuka. Po zatrzymaniu podejrzanego, zapadła decyzja o wysłaniu go do ojczyzny. Tam ma bowiem do odsiedzenia karę 5 lat pozbawienia wolności. 

30-letni Polak natknął się na funkcjonariuszy, gdy 09 października szedł Honselersdijk z dwoma rowerami. Ktoś miał rozpoznać naszego rodaka i wskazać, iż powinien on przebywać w więzieniu w ojczyźnie. W efekcie wysłano ku niemu patrol.

 

Ucieczka zbiega

Podejrzany zachowywał się naturalnie. Pozwolił się również wylegitymować. Przekazane dokumenty potwierdzały, iż jest to osoba, która powinna odsiadywać wyrok w Polsce. W efekcie policja postanowiła przekazać mężczyźnie wiadomość o aresztowaniu z racji na niestawienie się w zakładzie karnym. Taki obrót sytuacji jednak wyraźnie nie spodobał się 30-latkowi. Postanowił więc wziąć nogi za pas.

 

Na rowerach

W zaistniałej sytuacji policjantka z patrolu zarekwirowała rower od przejeżdżającego akurat tamtędy Holendra i ruszyła w pościg. Po kilkunastu minutach kobiecie w mundurze udało się namierzyć zbiega. Kolejny raz Polak usłyszał o zatrzymaniu z powodu czekającego go wyroku. Kolejny raz postanowił jednak nie poddać się bez walki. Popchnął policjantkę, która upadając, doznała lekkich obrażeń. Nasz rodak zaś gdzieś zniknął.

 

Do trzech razy sztuka

Po ponad tygodniu poszukiwań, zbiega znaleziono w Rotterdamie. Policja zatrzymała już permanentnie Polaka w jednym z budynków (dokładna lokalizacja nie jest podawana). 30-latka aresztował zespół poszukiwawczy Execution Judgments Afgestraften, który jest wyspecjalizowany w tego typu akcjach.

Skazany, decyzją holenderskiego sądu, ma zostać w najbliższych dniach przekazany polskiej policji, która ma go doprowadzić do więzienia, gdzie czekają na niego lata odsiadki.

Działanie to jest możliwe, ponieważ holenderska prokuratura umorzyła sprawę ataku na policjantkę. Ta bowiem faktycznie doznała lekkich obrażeń, ale podczas zdarzenia nie było żadnych świadków. Funkcjonariuszka nie miała też kamery. Wszystko opierałoby się więc na słowu przeciwko słowu i byłoby praktycznie nie do udowodnienia. Poza tym relatywnie niska kara blokowałaby wieloletnią odsiadkę Polaka.