Muzułmanom nie udało się usunąć ministra

Muzułmanom nie udało się usunąć ministra

Muzułmanie mieszkający w Królestwie Niderlandów nie dopięli swego. Sąd najwyższy nie widział powodu, by ścigać i pociągnąć do odpowiedzialności Ministra Edukacji Dennisa Wiersmy. Chciały tego organizacje muzułmańskie oficjalnie składając na niego skargę, której powodem była dyskryminacja tej mniejszości religijnej.

Prokurator Generalny Sądu Najwyższego Edwin Bleichrodt po zapoznaniu się z raportem obciążający Ministra edukacji stwierdził, iż w dokumencie tym nie znajdują się żadne powody wskazujące na to, iż polityka należałoby ścigać. Jak stwierdził: „Wypowiedzi Ministra mieszczą się w zakresie wolności słowa i nie podlegają karze”. Za wolność słowa zaś nie można nikogo skazać, nawet jeśli słowa te mogą nie podobać się pewnym grupom społecznym.

 

Poświęcić polityka?

Nie oznacza to końca kłopotów Ministra Edukacji. Obecnie wszystko zależy od Izby Reprezentantów. Może ona zdecydować o ściganiu przedstawiciela rządu i nakazać wspomnianemu wyżej Prokuratorowi Generalnemu wszczęcie postępowania przeciw Wiersmie. Czy więc posłowie mogą postawić Ministra w stan oskarżenia? Tu wiele zależy od nastrojów społecznych, tego co z decyzję Prokuratora Generalnego i Sądu Najwyższego zrobią mieszkańcy kraju. Jeśli pojawi się ryzyko muzułmańskiego buntu, zamieszek podobnych do tych jakie, np. miały miejsce przy wprowadzeniu godziny policyjnej, a wyznawcy Allacha na znak protestu wyjdą na ulicę i zaczną je demolować, władza może dla większego dobra zakończyć procesem karierę polityczną Ministra.

 

Skarga

O co jednak w tym wszystkim chodzi? Przeciwko Ministrowi Edukacji oficjalną skargę dotyczącą dyskryminacji złożyło osiem organizacji muzułmańskich zrzeszających setki holenderskich meczetów, szkół i organizacji islamskich. Czemu ta skarga? Ponieważ minister edukacji postanowił objąć swoim nadzorem muzułmańskie szkoły weekendowe (szkółki niedzielne). Wyznawcy Allacha stwierdzili, iż ingerencja Ministra edukacji w naukę ich dzieci to świadome działanie niezgodnie z konstytucją i skrajny przejaw dyskryminacji.

Powód

Minister powiedział, iż chciałby, aby Inspektorat Edukacji miał możliwość interwencji w szkołach weekendowych, jeśli pojawią się oznaki nadużyć. Czemu? Polityk powoływał się na raport z 2019 roku, w którym co najmniej pięćdziesiąt szkół meczetowych było pod wpływem salafizmu, fundamentalistycznego ruchu w islamie. Polega on nie tylko na mocniejszej wierze. W szkołach uczono dzieci również jak odrzucać i gardzić „niewierzącym”, holenderskim społeczeństwem. Na zajęciach też wpajano w dzieci nienawiść do homoseksualizmu i wskazywano, iż ten powinien być karany śmiercią.
Minister edukacji zaproponował więc, by w razie pojawienia się syndromów skrajnych, prania mózgów dzieci i tworzenia z nich młodych dżihadystów (w niektórych szkołach pojawiały się nawet powiązania z islamskim terroryzmem), można było przyjrzeć się bliżej sytuacji i zwiększyć nadzór.  Taka bowiem religijna indoktrynacja mogłaby zagrozić społeczeństwu.
Muzułmanie widzieli jednak w tym rasizm i dyskryminacje ich wierzeń.

Sprawa ta stała się też swego czasu wodą na młyn dla prawicy w Holandii. Jej przedstawiciele zadali pytanie czy muzułmanie też protestowaliby gdyby w weekendowych szkołach katolickich uczyli dzieci podejścia do islamu rodem z krucjat. Czy nie chcieliby, aby zaprzestano takiej edukacji?

Wracając zaś do Ministra, nie wiadomo kiedy i czy Izba Reprezentantów zajmie się jego sprawą. Wszystko zależy od reakcji muzułmanów na decyzję sądu. Ta jak na razie jest akceptowalna przez rząd.

 

Źródło: Nu.nl
Źródło: Nu.nl

m