Młodzież wszczyna zadymy w Holandii z nudów

143 aresztowanych w Amsterdamie

W miniony weekend funkcjonariusze holenderskiej policji mieli pełne ręce roboty. Oprócz kolejnych zamieszek, zapoczątkowanych przez młodzież w Schilderswijk, chuligani wyszli również na ulicę w Utrechcie. W obu tych miejscach wandale starli się z policją. Dodatkowo do incydentów, ale na mniejszą skalę doszło też w Tilburgu i Gelee.

Policjanci mówią o fali przemocy przelewających się przez kraj. Oprócz wymienionych w nagłówku miast policja starła się z młodymi ludźmi również w Groningen, Almere, Hadze i Rotterdamie. Co jest przyczyną takiego niepożądanego zachowania u „przyszłości narodu”? Zdaniem części ekspertów, w tym prezesa NPB (związek zawodowy w niderlandzkiej policji), w grę wchodzi alkohol i narkotyki. Te substancje odurzające połączone z frustracją spowodowaną obostrzeniami koronowymi powodują wybuch agresji. Młodzież chce bowiem w niezbyt racjonalny sposób wyładować swą złość na otoczeniu. Zresztą, jak zauważa związkowiec, w tego typu incydentach coraz częściej można spotkać również osoby starsze. Dorosłych, którzy wyjątkowo łatwo przyłączają się do tych burd.

 

Utrecht

Jednym z miejsc, gdzie policja miała najwięcej pracy w ten weekend, był Utrecht. Służby mundurowe zostały tam w sobotni wieczór obrzucane kamieniami i fajerwerkami. Od wczesnych godzin wieczornych w mediach społecznościowych krążyły wezwania do wszczęcia zamieszek w rejonie centrum handlowego Gagelhof w Overvecht. Na ulicach zaś można było spotkać wielu młodych ludzi poruszających się razem, w kilkuosobowych grupach. Z czasem część z nich łączyła się w większe, nawet 50-osobowe, skupiska. Dochodziło do większych i mniejszych starć z policją.

W efekcie szacuje się, iż stróże prawa starli się z około 300 wandalami, którzy niszczyli przystanki autobusowe, podpalali kosze na śmieci czy zrywali kamery monitoringu. Aresztowano 23 uczestników zamieszek.

 

Haga

W Schilderswijk, w rejonie, gdzie ostatnio chuligani skończyli z zakazem obszarowym, też było niespokojnie. Skala ekscesów nie była wprawdzie tak duża, jak wcześniej, gdy zatrzymano ponad 20 osób, ale daleko było do tego, by rejon nazwać spokojną okolicą. Zatrzymano trzy osoby.

Co ciekawe, niektórzy mieszkańcy zdają się nawet rozumieć zadymiarzy. Wskazują, iż za tymi działaniami nie stoi nić więcej, jak nuda. Młodzież nie ma co ze sobą zrobić. Ludzie teoretycznie mogą bowiem wychodzić na ulice. Młodzież może wyjść z domu, ale nie ma dokąd. Nie ma koncertów, imprez plenerowych, większych dyskotek. Wielu zaś nie stać, by spędzać całe dnie w pubach. To wszystko daje ludziom poczucie pozornej wolności. Chcieliby coś rozbić, ale nie wiedza co. Gdy zaś właśnie takie zagubienie połączymy z nudą i irytacją względem policji, która każe zachować odstępy, otrzymamy taką sytuację, jaka jest teraz, gdy młodzież dąży do konfrontacji, która sprawia, iż wreszcie coś się dzieje.

Młodzież posuwa się za daleko

W wielu przypadkach takie zachowania idą o krok za daleko. W knajpce Rhythm 33, w Tilburgu policja musiała oddać strzały ostrzegawcze. Ponieważ grupa młodzieży odurzonej gazem rozweselającym nie chciała podporządkować się woli policji.

Strzały ostrzegawcze padły też w Geleen, gdzie uzbrojony, młody człowiek nie chciał podporządkować się nakazom patrolu.

W Groningen doszło zaś do ciężkiego pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Zginął 51-letni właściciel greckiej restauracji. Człowiek ten stracił życie, ponieważ przyszedł na pomoc swojemu młodemu synowi, który zadzwonił do niego, iż ma problem z powodu kłótni. Policja zatrzymała trzech podejrzanych.

 

To się nie skończy

Socjolodzy, przyglądając się temu co obecnie dzieje się w kraju uważają, iż sytuacja ta szybko się nie skończy. Incydentów tego typu może być bowiem coraz więcej. Wszystko właśnie z racji tej iluzji wolności. Młodzież zaczyna bowiem rozumieć, iż liberalizacja obostrzeń koronowych praktycznie ich nie dotyczy. Fakt, mogą wyjść z domu, ale zebranej przez miesiące zamknięcia i kwarantanny energii nie mają, gdzie wyzwolić. Chcąc zaś coś zrobić, co chwilę napotykają na zakazy i sankcje. Wszystko to prowadzi do frustracji. Część ludzi wykrzykuje swoje oburzenie na protestach i demonstracjach. Inni zaś zalewając smutki alkoholem, postanawiają złapać za kamienie czy butelki. Ludzie ci wtedy nie myślą o sankcjach. Są szczęśliwi, iż są razem, robią coś razem. To, że zaś są w centrum uwagi i interesuje się nimi policja i media dodaje im tylko animuszu do dalszych ekscesów.