Marihuana zakazana, ale… Czyli cała prawda o coffeeshopach

Holendrzy zaczęli żyć w trzeźwości?

Holandię wielu kojarzy niestety tylko z marihuaną. Nie dziwi więc, że przyjeżdżający do pracy lub na wakacje Polacy chcą tam, być może po raz pierwszy w życiu,  spróbować tego narkotyku.


Holandia to kraj, który wielu młodym ludziom kojarzy bynajmniej nie tylko wiatrakami czy tulipanami. Wizja, która pozwala na swobodny zakup „trawki” i zapalenie skręta bez kombinacji z szukaniem dealera, czy ukrywaniem się przed policją działa jak magnes nie tylko na Polaków, ale na praktycznie wszystkie narodowości UE. Z wyjątkiem Czechów, gdyż w tym kraju władze również mocno zliberalizowały przepisy dotyczące tego miękkiego narkotyku. Nie zmienia to jednak faktu, iż kraj ten, co roku odwiedzają setki turystów w jednym celu. Zresztą nawet niekończenie turystów. Wielu pracowników jadących dorobić do krainy wiatraków, również czasem w weekend postanawia się odprężyć i udaje się do coffeeshopu.

Holandia kraj liberalny

Sprzedaż narkotyków w Holandii, tak samo jak np. w Polsce jest nielegalna. Dlaczego w takim razie możemy udać się do sklepu i je kupić? Jeśli przyjrzeć się bliżej tamtejszym przepisom, zobaczyć można, iż sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.

Holenderskie społeczeństwo i władze przez około 20 lat prowadziło dyskusję na temat miękkich narkotyków w swoim kraju. Wielu z nich przyświecały hasła „tolerancja” i „akceptacji”, ukrytych pod tamtejszym słowem „gedogen”. Wszystko to doprowadziło do pewnego dziwnego kompromisu w latach 90. Polegającego na tym, że sprzedaż narkotyków miękkich jest nielegalna, ale akceptowana.

Marihuana jest w Holandii nielegalna, ale…

To tak, czy nie

W tym momencie wielu może poczuć się zagubionych jak to rozumieć. Holendrzy są bardzo pragmatyczni. Wiedząc, że nie będą w stanie wyplenić ze społeczeństwie pewnych niechcianych zachowań, postanowili je skodyfikować, tak by mieć nad nimi kontrolę. Ma to na przykład miejsce z prostytucją, która również jest w Holandii legalna i opodatkowana. Niemniej nikt raczej odwiedzając takie przybytki, nie prosi o paragon. Podobnie ma się sprawa z narkotykami. Władze Niderlandów dochodząc do wniosku, że nie są wstanie zwalczyć czarnego runku postanowiły, go w znaczymy mierze ograniczyć, poprzez liberalizację prawa. Decydenci zaczęli od wprowadzenia podziału na miękkie i twarde narkotyki. Do tych pierwszych zalicza się substancje najmniej uzależniające i groźne dla organizmu, marihuanę i haszysz. Twarde zaś to kokaina, amfetamina i cała reszta.

Następnie w 1992 mocno zmieniono, powstałe na początku XX wieku „prawo opiumowe”, dotyczące handlu narkotykami i to właśnie na nim opiera się dla wielu cała „magia” Holandii.

Ustawa ta nadal zabrania handlu narkotykami, niemniej pozwala na tolerowanie, czyni niekaranie sprzedawców. Oznacza to, że z punktu widzenia prawa coffeeshop nadal jest nielegalny, ale organa państwa nie podejmują przeciw niemu żadnych działań. Istnieje więc „ciche” przyzwolenie. Układ ten działa jednak w dwie strony i punkt taki również musi spełnić określone warunki.

Do najważniejszych z nich należy obsługa tylko i wyłącznie osób pełnoletnich. Zakaz sprzedaży twardych narkotyków, oraz zakaz jakiejkolwiek formy reklamy. Ponadto goście takiego lokalu nie mogą naprzykrzać się lokalnej społeczności. Obostrzenia dotyczą również klienta. Wchodząc do cofeeshoopu, możemy nabyć maksymalnie 5 gram marihuany. Nie oznacza to jednak, że nie możemy odwiedzić kilku takich lokali jeden po drugim.

A co z posiadaniem

W Holandii można mieć przy sobie do 5 gramów marihuany na własny użytek. Jeśli policja podczas kontroli znajdzie więcej, maksymalnie do 30 gramów, może skonfiskować narkotyk, oraz wystawić mandat w wysokości 75 euro. Oczywiście, jeśli ma to miejsce po raz pierwszy. Recydywa wiąże się z wyższymi karami i np. sankcjami w postaci prac społecznych. Posiadanie zaś przy sobie ilości większych niż 30 gramów, to zaś ryzyko postępowania sądowego, które może zakończyć się dwoma latami pozbawienia wolności lub karą grzywny w wysokości ponad 16 tysięcy euro. Z Holandii nie wolno również eksportować konopi indyjskich. W przypadku kontroli, jeśli celnicy znajdą ponad 500 gramów, przemytnika może czekać kara 4 lat pozbawienia wolności lub sankcja finansowa w wysokości 67 tysięcy euro.

Własna uprawa

Uprawa krzaczków konopi indyjskiej w domu również jest zakazana. Niemniej i w tym przypadku organa ścigania postępują dość liberalnie. Jeśli w przypadku rewizji w domu znajduje się do 5 roślin, krzaczki te są zbierane i niszczone. Przeciwko posiadaczowi wstrzymane jest przeważnie postępowanie, ale w większości przypadków prokuratura szybko je umarza. Wyjątkiem od tego są oczywiście przypadki ponownego popełnienia tego czynu zabronionego. Policja podchodzi również dużo surowiej do wszystkich, u których znajdzie więcej niż pięć roślin. Wtedy takiemu hodowcy grozi kara do 4 lat pozbawienia wolności lub podobnie jak w przypadku nielegalnego eksportu, 67 000 euro grzywny.

Palenie w miejscach publicznych jest zabronione.

Palenie

Podobnie, jak w przypadku zwykłych papierosów, palenie marihuany w miejscu publicznym jest zabronione. Teoretycznie cały zakupiony towar, dziennie maksymalnie 5 gramów w jednym coffeeshoopie, powinny być wypalone na miejscu, niemniej można również zakosztować używki dopiero w domu. W tym jednak przypadku należy liczyć się z możliwością ewentualnej kontroli policji.

Rynek się zmniejsza

Prawo w żadnym kraju nigdy nie jest stałe. Podobnie było również swego czasu w Holandii, gdzie parę lat temu postanowiono walczyć z coffeshopami. Walka ta miała miejsca zarówno na poziomie samorządów, gdyż organa władzy wydają i przedłużają licencję na funkcjonowanie tego typu lokalu, jak i na poziomie ustaw na szczeblu centralnym. Władze lokalne zaczęły bliżej przyglądać się sklepom położonym w miejscach, które mogłyby ułatwiać deprawowanie młodzieży, skutkiem tego było nieprzedłużenie licencji niektórym placówkom najbliżej szkół.

Władza centralna postanowiła zaś ukrócić możliwość sprzedaży narkotyków turystom, wprowadzając przepustki w postaci kart klubowych. Z rozwiązania tego jednak dość szybko się wycofano. Wielkie znaczenie w ograniczeniu liczby coffeeshopów, miało również samo społeczeństwo. Czasy się zmieniają, a wraz z nimi również zapotrzebowanie na marihuanę. Coraz więcej Holendrów po prostu przestało ją palić, dlatego wiele tego typu lokali w małych miastach okazało się nierentownych i zniknęło z map. Niemniej jednak nadal w turystycznych perełkach Holandii, takich jak Amsterdam, można znaleźć kilkaset takich sklepów.