Mały, ale wariat, czyli Smart na drodze

Mały, ale wariat, czyli Smart na drodze

Policjanci drogówki działający na autostradach spotkają się podczas swojej służby z wieloma różnymi sytuacjami, od kierowców na podwójnym gazie po takich, którzy traktują autostradę jak własny tor wyścigowy. To, co jednak zobaczyli w minionym tygodniu, wprawiło ich w całkowite zdumienie. Wszystko przez Smarta. 

Patrol policji jechał, jak co dnia autostradą, gdy nagle zobaczył na prawym pasie przyczepę campingową. Nie byłoby w tym nic niezwykłego. Wielu mieszkańców Królestwa Niderlandów korzysta z tego typu sprzętów podczas swojego wypoczynku, a w czasie ostatniej pandemii, popularność tak zwanego caravaningu znacznie wzrosła. Oficerów nie zdziwiła nawet pora roku. Tym, co dało im do myślenia, gdy zbliżali się do przyczepy, była prędkość, z jaką ją ciągnięto. Wynosiła bowiem 60 km/h.

 

Legalnie

Na niderlandzkich autostradach istnieją maksymalne, jak i minimalne ograniczenia prędkości. Jeśli na drodze nie ma sytuacji lub warunków atmosferycznych, które to sprawiałyby, iż należałoby jechać wolniej, takim minimum jest właśnie 60 km/h, czyli dokładnie tyle ile jechał zestaw z przyczepą. Pytanie jednak, dlaczego jechał tak wolno?

 

Smart

Odpowiedź na to pytanie pojawiła się kilka sekund później, gdy policjanci wyprzedzili radiowozem przyczepę i zobaczyli, że ta jest ciągnięta przez Smarta. Oficerowie byli w niemałym szoku. Gdy jednak minęło początkowe zdumienie w stylu „to on może pociągnąć camping”, oficerowie przystąpili do działania. Włączyli koguta i nakazali kierowcy Smarta jechać za sobą na parking.

 

Seria wykroczeń

Tam postanowili porozmawiać sobie z kierowcą, definitywnie kończąc jego wycieczkę. To, iż Smart jakimś cudem był w stanie pociągnąć kilka razy większą od siebie przyczepę, nie znaczy jednak, iż może z nią jechać. Hak holowniczy w tym pojeździe nie pozwala bowiem na ciągniecie takich gabarytów. Zgodnie z przepisami auto to może holować maksymalnie małą przyczepkę z rowerami, a nie konstrukcję większą i cięższą od samego auta.
To jednak nie był koniec kłopotów kierowcy. Gdy zestaw ze Smartem stanął na parkingu, policjanci odkryli, iż przyczepa wisiała na haku, ale nie była zablokowana. Starczyłby więc jeden wybój i auto mogłoby ją zgubić. Na koniec oficerowie zobaczyli, iż bieżnik w oponach przyczepy jest zbyt niski, by mogła ona bezpiecznie jeździć.

 

Zostaje

W efekcie przyczepa campingowa musiała zostać na parkingu. Zadaniem kierowcy było zaś, oprócz opłacenia mandatu, znalezienie takiego samochodu, który mógłby bezpiecznie pociągnąć przyczepę dalej, oczywiście po naprawieniu usterki mocowania i wymianie opon na owe.

 

Źródło: AD.nl