Bomba na pokładzie samolotu holenderskich linii lotniczych

Rejsowa maszyna holenderskich linii lotniczych KLM została na wiele godzin uziemiona na lotnisku w Bukareszcie. Powodem takiej sytuacji była informacja, iż na pokładzie samolotu znajduje się bomba.

Na krótko przed startem lotu KL1376 holenderskich linii lotniczych, obsługującego trasę ze stolicy Rumuni do Amsterdamu, pojawiła się informacja, iż na pokładzie może znajdować się bomba. Wiadomość ta została potraktowana z całkowitą powagą przez służby bezpieczeństwa w porcie lotniczym.

 

Ewakuacja

Gdy pasażerowie znajdowali się już na pokładzie maszyny, a piloci szykowali się do startu zapadła decyzja o przerwaniu całej procedury. Policja i obsługa lotniska ewakuowała wszystkich osiemdziesięciu dziewięciu pasażerów oraz pracowników KLM. Następnie zaś przystąpiono do wyładunku bagażu i dokładnego przeglądu maszyny w poszukiwaniu ładunku wybuchowego.

 

Hotele

Z racji, iż samolot miał wystartować o godzinie 18, wszystkim osobom na pokładzie zapewniono miejsca w hotelach. Było to konieczne, ponieważ już w momencie podjęcia decyzji o sprawdzeniu lotu KL1376 było pewne, że maszyna nie wystartuje jeszcze tego samego dnia. Pasażerowie mieli więc odlecieć do Królestwa Niderlandów dopiero czwartego października. Tak też się stało. W niedzielę wszyscy pasażerowie, tym razem już bez przeszkód, dotarli do Amsterdamu.

 

Fałszywy alarm

W czasie, gdy pasażerów przewożono do hoteli, saperzy powoli sprawdzali samolot. Działania te potrwały wiele godzin. Należało bowiem wyładować i dokładnie prześwietlić wszystkie bagaże. Następnie sprawdzić kabinę pasażerską i miejsca, do których mogli mieć dostęp pasażerowie, czy nieautoryzowany personel naziemny. Maszynę rozkręcono więc praktycznie na czynniki pierwsze, a eksperci posiłkowali się nie tylko najwyższą technologią ale również psim nosem. W końcu ustalono, iż bomba na pokładzie Boeinga 737-700 to głupi kawał, fałszywy alarm

 

Dochodzenie

Brak ładunku wybuchowego nie kończy jednak dochodzenia. Służby muszą ustalić, kto stoi za zgłoszeniem. Fałszywy alarm to bowiem dziesiątki tysięcy euro kosztów, związanych z samą akcją poszukiwawczą. Do tego należy doliczyć również pokaźne kwoty wynikające z opóźnienia lotu czy konieczności zakwaterowania załogi i pasażerów samolotu.

Gdy więc rumuńskiej policji uda się namierzyć żartownisia może on spodziewać się oprócz kary więzienia, konieczności wypłaty ogromnego odszkodowania władzom lotniska i holenderskim liniom lotniczym.