5 milionów maseczek tylko i wyłącznie do kosza

Najnowsze wiadomości z Holandii wskazują, iż nie tylko Polskie władze mają problem z maseczkami niespełniającymi standardów bezpieczeństwa. Ministerstwo Zdrowia Królestwa Niderlandów odrzuciło ponad 5 milionów masek. Wszystko dlatego, iż zakupione sprzęty nie spełniają wysokich, niderlandzkich norm.

Ministerstwo Zdrowia, Opieki Społecznej i Sportu poinformowało holenderskie media, iż ponad 5 milionów maseczek, które przybyły w niedawnych transportach do Holandii, nadaje się na śmietnik. Sprzęt ten nie spełnia wymaganych norm. Nie mogą więc z nich korzystać placówki służby zdrowia. Wydanie ich personelowi medycznemu naraziłoby lekarzy, pielęgniarki i ratowników na możliwość zakażenia COVID-19, a do tego Haga nie chce w żaden sposób dopuścić.

 

Felerne zamówienia

Królestwo Niderlandów poprzez specjalnie powołane do tego celu Krajowe Konsorcjum ds. Pomocy (LCH), zajmuje się zakupem sprzętu ochrony bezpośredniej między innymi dla szpitali. W porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia LCH ściągnął do kraju, głównie z Azji, 47,2 milionów maseczek. Jak się okazuje, dalekowschodnie standardy mają się często nijak do Europejskich. Chociaż dokumentacja wskazuje, iż wszystko jest w porządku, rzeczywistość diametralnie rozmija się z tym, co jest w listach przewozowych. Oprócz wspominanych już 5 milionów masek, LCH musiał wycofać z użytku 3,9 miliona innych tego typu sprzętów. W ich wypadku nie zawiodły jednak standardy bezpieczeństwa, a wymagania dotyczące wydajności (czasu użytkowania tego typu sprzętu).

 

Maseczki - drogie buble

Obecnie służby epidemiologiczne prowadzą testy, czy zalegający w magazynach sprzęt nieposiadający odpowiednich atestów można wykorzystać np. poza szpitalami. Jeśli okaże się, że nie, prawie 20 % wszystkich maseczek ściągniętych do Holandii będzie mogło trafić tylko i wyłącznie na śmietnik. Koszty poniesione przez LCH za nieprawidłowy sprzęt ochronny przenosi się na dostawców. Jeśli jednak pieniędzy nie uda się odzyskać, koszty pokryte zostaną z budżetu Ministerstwa Zdrowia.

 

Dokładne procedury

Holendrzy kupując maski w Azji, sprawdzają najpierw dokumentacje i certyfikaty producenta i sprzętu. Jeśli te są zgodne z wymogami, składane jest zamówienie i towar przybywa do Niderlandów. Zanim jednak maseczki zostaną przekazane służbie zdrowia, poddawane są rygorystycznym testom. Wszystko po to, by wyłapać ewentualne oszustwa, tak jak to miało miejsce w przypadku 5 milionów opisywanych tu masek.

Podobnie sytuacja wygląda w naszym kraju. Problem jednak w tym, iż nad Wisłą często zapomina się o testach. W efekcie ministerstwo poinformowało o maskach niezgodnych z atestami, gdy połowa tego typu sprzętów była już rozdana i wykorzystywana przez lokalne szpitale.