44 tysiące Tesli w Holandii nie potrzebuje kierowcy
44 tysiące Tesli w Holandii nie potrzebuje kierowcy
Samochody autonomiczne oficjalnie pojawiły się w Holandii. Każdy, kto ma odpowiednią Teslę i może sobie na to pozwolić, po aktualizacji oprogramowania może być „wożony” przez własne auto. Teoretycznie ma to zwiększyć bezpieczeństwo na drogach, ale w praktyce wiele zależy od samego kierowcy.
Holenderski urząd ds. pojazdów (RDW) jako pierwszy w Europie dopuścił system Full Self-Driving Supervised (FSD) firmy Tesla. Dzięki temu inne kraje UE mogą szybko pójść w jego ślady, bez przechodzenia pełnych testów. Właściciele Tesli mogą pobrać aktualizację i ruszyć w trasę… bez trzymania rąk na kierownicy.
Opłaty
To jednak kosztuje – abonament FSD to 99 euro miesięcznie lub 7500 euro jednorazowo. W Holandii jest obecnie około 44 tys. Tesli, które mają odpowiedni sprzęt do obsługi tego systemu. Producent oferuje im darmowy okres próbny.
System znajduje się na drugim poziomie autonomii (z pięciu możliwych), co oznacza, że kierowca nadal musi cały czas nadzorować jazdę i ponosi pełną odpowiedzialność. Ubezpieczenie również traktuje go jako kierowcę – nie wolno np. pić alkoholu.
Szybko przyzwyczajasz się do nic nierobienia
RDW testowało system przez osiemnaście miesięcy i przejechało łącznie ponad 1,6 miliona kilometrów. Wniosek jest taki, że właściwe wykorzystanie tego systemu wspomagającego kierowcy pozytywnie wpływa na bezpieczeństwo na drogach. Tesla sama twierdzi, że kierowcy z FSD mają dziesięć razy mniej wypadków niż przeciętny amerykański kierowca.
Simeon Calvert, adiunkt Smart & Automated Driving na TU Delft, zauważa, że twierdzenia Tesli dotyczące bezpieczeństwa są trudne do zweryfikowania; Nie da się zmapować wypadków, które nie miały miejsca. Z drugiej strony, możesz udowodnić, że wypadek miał miejsce dzięki autonomicznej Teslie, a to zdarza się regularnie w Stanach Zjednoczonych.
Calvert: "To, co nas niepokoi, to przyzwyczajenie. W USA widzieliśmy, że po pewnym czasie ludzie zaczęli czuć się na tyle wolni, by robić inne rzeczy za kierownicą. Spojrzeli na drogę, by zadowolić się z czujnika, choć faktycznie tam nie byli. Ta nadmierna pewność siebie może być niebezpieczna."
Co gdy system zawiedzie?
Naukowcy z TU Delft ostrzegają przed tzw. „uśpieniem czujności”. Kierowcy szybko przyzwyczajają się do tego, że nic nie muszą robić, i zaczynają mniej uważać. To może być niebezpieczne, szczególnie gdy system nagle zawiedzie.
Badania pokazują też, że po dłuższym korzystaniu z autonomii kierowcy czują się mniej pewnie podczas samodzielnej jazdy. Mogą mieć problem z szybkim reagowaniem w sytuacjach awaryjnych.
Podczas testów dziennikarskich Tesla prowadziła płynnie, sama zmieniała pasy, parkowała i reagowała na sytuacje drogowe. Jednak system cały czas wymagał uwagi kierowcy – przy braku skupienia auto ostrzegało sygnałami.
Wniosek? Technologia działa bardzo dobrze, ale człowiek wciąż pozostaje kluczowym ogniwem – i to od jego koncentracji zależy bezpieczeństwo.
źródło: nu.nl
