Wystrzałowa impreza i martwy podejrzany

Polak cynglem holenderskiej mafii

To była wystrzałowa impreza. Dużo ludzi, dużo alkoholu. W pewnym momencie pada jednak strzał, który ciężko rani jednego z członków domówki. Skąd wzięła się broń na balandze i kto pociągnął za spust? Czyżby był to Polak?

rozliczenie podatku z Holandii

Strzelec nie żyje

Sprawa postrzału została zamknięta 29 marca tego roku. Wszystko dlatego, iż nie było kogo skazać. Podejrzanym w sprawie otwarcia ognia był 23-letni Waddinxveen. Człowiek ten jednak nie mógł stawić się przed sądem i odpowiedzieć na zarzuty. Młody mężczyzna był nieuleczalnie chory i odszedł przed tym, jak miał trafić przed wymiar sprawiedliwości. Prokuratura chciała postawić mu zarzut usiłowania zabójstwa. Skąd to wiadomo? Ponieważ oskarżyciel zamierza doprowadzić do skazania jeszcze 31-letniego Polaka i 21-latka z Boskoop. W obu tych przypadkach domaga się kary trzech i pół roku pozbawienia wolności, z czego sześć miesięcy ma być w zawieszeniu. Dwójka ta, zdaniem prokuratora, jest współwinna usiłowania zabójstwa.

 

Ciężka noc

Tej feralnej nocy 27 września Polak zbyt dużo wypił. Upoił się do tego stopnia, iż gospodarze w zdecydowanych słowach kazali mu opuścić imprezę. Doszło do małej przepychanki, ale nie wydarzyło się nic podejrzanego. Nasz rodak ruszył do swojego domu. Po drodze spotkał dwóch innych podejrzanych. Przekazuje im, iż pokłócił się z gospodarzem imprezy. Ci proponują mu, aby wrócili na domówkę. Polak przystał na ten pomysł. Nie chciał się bić, chciał po prostu porozmawiać.

Komplikacje

Od tego momentu wszystko poszło nie tak. Trójka przybyła na miejsce samochodem. Droga, która powinna zając im maksymalnie 4 minuty, zajęła 15.
Zdaniem oskarżyciela gdy mężczyźni podchodzą do drzwi, pada strzał. Pocisk przebija drzwi frontowe i trafia jednego z będących w domu w pośladek. Miejsce postrzału może wydawać się błahe, ale prokuratura wskazuje, iż doznał on poważnych obrażeń. Postrzelony był w śpiączce przez trzy dni.

Zarówno Polak jak i Holender mówią, iż to nie oni strzelali i nie widzieli broni. Mieli oni zapukać, ale domownicy nie chcieli ich wpuścić. Zdecydowali się więc wrócić do auta. Wtedy tez usłyszeli huk i zdecydowali się odjechać. Tak ogólnie zeznali oskarżeni. Różnica polegała tylko na tym, iż 31-latek wskazał, iż huk wystrzału usłyszał w samochodzie, gdy już odjeżdżali i myślał, że to silnik. Mieszkaniec Boskoop przekazał wymiarowi sprawiedliwości, iż strzał padł gdy byli jeszcze na zewnątrz. W obu tych wersjach również zmarły obecnie Holender był z nimi, nie mógł więc strzelać.

Oskarżenie

Prokuratura nie wierzy jednak w te zeznania i domaga się dla obu mężczyzn kary po trzy i pół roku więzienia. Obrońcy dwójki wskazują jednak, iż świadek, który miał rzekomo widzieć broń u jednego z oskarżonych, jest całkowicie niewiarygodny.  Miał on bowiem tego dnia wypić, tyle, że sam ledwo trzymał się na nogach. Ponadto broń, jaką opisywał, nie pasowała do kalibru znalezionego pocisku. Nawet jeśli świadek widział broń i nie był to alkoholowy majak, to pocisk, który trafił poszkodowanego, nie mógł być wystrzelony z jej lufy. W efekcie obrona domaga się uniewinnienia. Jak do sprawy podejdzie sąd? Wyrok za dwa tygodnie.