Wystawili auta i zrobili wakacyjny kurort na ulicy! Basen, bar i imprezy przez cały miesiąc
Wystawili auta i zrobili wakacyjny kurort na ulicy! Basen, bar i imprezy przez cały miesiąc
Basen, namioty imprezowe, mnóstwo miejsc do siedzenia, a nawet bar – jedna z ulic w Tilburgu na cały miesiąc została zamieniona w wakacyjny kurort. W najbliższych tygodniach obowiązuje tam zakaz wjazdu samochodów.
– Ulica zamienia się w coś w rodzaju kempingu albo wspólnego salonu – opowiada 58-letnia mieszkanka Esther van Kempen w rozmowie z Omroep Brabant. – Młodsi i starsi wspólnie dbają o dobrą atmosferę, a każdego dnia organizujemy jedną lub dwie atrakcje.
O utworzenie takiej „ulicy do życia” mieszkańcy mogą ubiegać się w kilku holenderskich gminach, między innymi w Utrechcie i Amsterdamie. Po uzyskaniu zgody ulica zostaje zamknięta dla samochodów i może zostać urządzona jako przestrzeń do spotkań oraz zabawy na świeżym powietrzu.
W Tilburgu pomysł od dawna cieszy się dużym powodzeniem. Tego lata Jan van der Leestraat już po raz ósmy została przekształcona w wielkie miejsce spotkań dla mieszkańców. Mile widziani są również ich znajomi i członkowie rodzin.
Mieszkańcy traktują całe przedsięwzięcie bardzo poważnie. Organizowane są grille, warsztaty, zajęcia sportowe, wieczory filmowe, wspólne pieczenie, degustacje piwa, a nawet musical.
– Wszystko wolno, ale niczego nie trzeba. Udział jest całkowicie dobrowolny. Można też po prostu usiąść we własnym ogrodzie i nikt nie będzie miał o to pretensji – mówi Van Kempen.
– Dobrze się poznajecie, dzięki czemu później łatwiej jest wam wzajemnie akceptować swoje zachowania – podkreśla jeden z mieszkańców tilburgskiej ulicy do życia.
Pomysł pojawił się za sprawą byłego mieszkańca, który usłyszał o podobnej inicjatywie w Utrechcie. Następnie zorganizowano zbieranie podpisów na okolicznych ulicach.
– Prawie wszyscy się podpisali i dzięki temu sprawę z gminą udało się szybko załatwić – wyjaśnia Van Kempen.
Córki 46-letniej Tegest Pecht-Guido mają 11 i 12 lat, dlatego można powiedzieć, że dorastały razem z tą inicjatywą.
– Czujesz się tak, jakby wybrano cię do udziału w czymś naprawdę wyjątkowym. Nikt inny czegoś takiego nie ma – mówi 11-letnia Joni.
Dla jej starszej siostry Efii każda kolejna letnia edycja przypomina mieszkanie w jednym wielkim domu.
– Po prostu wchodzisz do innych, żeby na przykład znaleźć jakąś grę. Gdy pada deszcz, normalnie siedziałoby się samotnie w domu, a my wszyscy odpoczywamy wtedy razem w namiocie. Nawet kiedy przez chwilę nic nie robimy, fajnie jest cały czas być razem – opowiada dziewczynka.
Przez cały miesiąc na ulicy odbywają się różne zajęcia i wydarzenia.
– W tym czasie dzieci są też trochę wychowywane przez innych rodziców. Naprawdę można zobaczyć od środka, jak różne rodziny podchodzą do różnych spraw. Uważam, że to ogromna wartość – mówi Tegest Pecht-Guido.
Domowe obowiązki schodzą na dalszy plan
Zdaniem Alberta Dietvorsta inicjatywa bardzo dobrze wpływa na relacje między sąsiadami.
– Dobrze się poznajecie, dlatego później możecie więcej sobie wybaczyć. Przez cały rok łatwiej jest również poprosić o pomoc. Wszyscy są dla siebie nawzajem – podkreśla.
Jego żona Esther van Kempen widzi tylko jedną wadę ulicy do życia:
– Spędzasz tyle czasu na zewnątrz, że wszystkie obowiązki domowe zostają zaniedbane.
źródło: nos.nl
