Wyrok za skok do wody. Miasto winne kalectwa

wyrok za skok do wody. miasto winne kalectwa

Peter skoczył na główkę do wody. Wody jak się okazało zbyt płytkiej, by można było bezpiecznie wykonać tę akrobację. 33-latek przeżył, ale niestety doznał urazu rdzenia kręgowego, czego efektem był paraliż.  Holender nie może chodzić. Mężczyzna za swoje kalectwo oskarżył Amsterdam i sąd przyznał mu rację. Teraz stolica musi zapłacić skarżącemu za jego własną lekkomyślność.

Skok do wody

Obojętnie gdzie byśmy nie byli, czy to Polska, czy Holandia, czy jakiekolwiek inne państwo na świecie, władze ostrzegają przed skokami do wody, gdy nie wiadomo jak jest głęboko. Skakanie na główkę samo w sobie nie jest niebezpieczne, trzeba jednak zachować minimum zdrowego rozsądku. W tym przypadku dotyczy to umiejętności pływania i sprawdzenia akwenu przed skokiem. Warto wejść, zobaczyć czy jest na tyle głęboki, by nie uderzyć głową o dno, czy nie ma tam żadnych przeszkód, na które moglibyśmy trafić.

 

Peter

Czy więc Peter to sprawdził? Wiele wskazuje, że nie. 15 czerwca 2020 roku 29-letni wówczas mężczyzna trenujący do triatlonu, starał się doskonalić swoje umiejętności pływackie. W tym celu wskoczył on do wody z nabrzeża Ogrodu Bogor, znajdującego się pomiędzy wyspą Jawa a Oostelijke Handelskade. Jest to popularne miejsce kąpielowe. By jednak uniknąć tłumów, Holender zdecydował się wskoczyć do wody z nieco innego miejsca niż zwykle. Kilka metrów dalej. Efekt? Peter uderzył głową nawet nie o dno, a przedłużenie betonowych schodów.

 

Szpital

W szpitalu okazało się, że mężczyzna doznał urazu rdzenia kręgowego, złamania kilku żeber, złamania łopatki, zapadnięcia płuca i potężnej rany głowy. W efekcie od tego czasu Holender porusza się na wózku i korzysta z pomocy psa asystującego. Jego plany na przyszłość przestały istnieć.

 

Walka

Holender w tym co się stało, nie dostrzegał jednak tylko własnej winy. Uznał, że za jego kalectwo odpowiada miasto, że gmina nie ostrzegła go przed skokiem. Jak to rozumieć? W miejscu, w którym wskoczył, nie było ostrzeżenia o płytkiej wodzie.

Sąd

33-latek złożył więc pozew przeciw gminie do sądu. Ten po rozpatrzeniu wszystkich dowodów przyznał rację ofierze. Wymiar sprawiedliwości stwierdził, że płytka część Ogrodu Bogor nie jest tak niebezpieczna dla pływaków sama w sobie, właśnie z racji niewielkiej głębokości. Niebezpieczeństwo pojawia się dopiero w momencie gdy ktoś próbuje nurkować lub skakać tam do wody. Jak dalej zauważa sąd, wiele osób właśnie wykonuje tam takie czynności i władze gminy musiały o tym wiedzieć, nawet jeśli temu zaprzeczają. Samorząd zawsze powinien brać też pod uwagę nieznajomość akwenu przez gości, więc musi przedsięwziąć takie środki, aby zapobiec niebezpiecznym sytuacjom.

 

Ostrzenie

Jak to wszystko rozumieć? Na przykład poprzez zamontowanie odpowiednich tabliczek informujących o zakazie skakania do wody. Gmina odrzuciła to rozumowanie, wskazując, iż nie da się stawiać takich znaków przy każdym cieku wodnym. Sąd jednak obalił tę linię obrony. Uznał, iż władze samorządowe mają możliwość takiego ustawienia znaków, ale z niej nie skorzystały. W efekcie więc zapadł wyrok skazujący.

 

Wyrok

Wymiar sprawiedliwości stwierdził, że gmina doprowadziła do niebezpiecznej sytuacji poprzez niedochowanie należytej staranności. Sąd uznał, iż gdyby przy nabrzeżu stał znak zakaz skakania do wody, mężczyzna by do niej nie wskoczył, bo byłby świadom niebezpieczeństwa. Dlatego też gmina jest winna. Wina ta jednak nie jest 100%. Skład sędziowski uznał bowiem, iż sama ofiara też zawiniła, nie sprawdzając dna. W efekcie Amsterdam odpowiada tylko za 80% szkód poniesionych przez mężczyznę.

Oznacza to, że władze muszą zapłacić 75 tysięcy euro jako zaliczkę na poczet odszkodowania plus inne koszty takie jak, np. te związane z rehabilitacją, czy przystosowaniem mieszkania do osoby na wózku inwalidzkim. Wyrok jest prawomocny.

 

 

Źródło:  AD.nl