Wycieczka na wojnę kontrowersyjny pomysł holenderskiego biura podróży

Wycieczka na wojnę kontrowersyjny pomysł holenderskiego biura podróży

Wojna to jeden z najgorszych wynalazków, który wymyśliła ludzkość. Przynosi ona ból, cierpienie, strach, łzy i niewyobrażalne straty materialne. Dla niektórych jednak wojna to doskonały pomysł na zarobek i nie mówimy tu o najemnikach, czy producentach broni, a pewnym niderlandzkim biurze podróży, w którego katalogu pojawiła się wycieczka na Ukrainę.

Jedno z biur podróży, mające swoją siedzibę w Utrechcie, organizuje wycieczki na Ukrainę. Mają to być niezapomniane wakacje, w których alarmy przeciwlotnicze będą dodatkową atrakcją, tak samo jak ciągłe poczucie czyhającego niebezpieczeństwa. Biuro turystyczne liczy na klientów szukających nowych wyzwań i ekstremalnych wrażeń, mających za nic czerwoną notę Ukrainy, wystawioną przez MSZ Holandii, oznaczającą nie jedź. Jak podchodzi do tego zarząd biura? W rozmowie z dziennikarzami AD stwierdzili: „Tak, istnieje większe ryzyko niż na francuskim kempingu”.

 

Ukraina na mapie świata zaznaczona jest na czerwono. Kolor ten ma oznaczać jedno, „stop”, nie jedźcie tam. I faktycznie praktycznie wszystkie biura podróży na świecie wycofały oferty wakacji i wycieczek po Ukrainie. Z wycieczek na wschód zrezygnowało również biuro Eurocult-Lito, przynajmniej tak było do poniedziałku. Bo od 6 marca wschodni sąsiad Polski znów pojawił się w ofercie.

 

Plan wycieczki

Jak wygląda plan takiej wycieczki? „To nie jest duża wycieczka grupowa” – mówi przedstawiciel biura Maarten Joosten, dodając: Najpierw odwiedzasz polskie miasto Kraków. Stamtąd wyjeżdża się na kilka dni autobusem do Lwowa na zachodzie Ukrainy, gdzie jest stosunkowo bezpiecznie”. Będąc na Ukrainie, podróżni mają okazję zwiedzać miasto, zobaczyć jak żyje się w kraju ogarniętym wojną.
Z Lwowa do Bachmutu gdzie obecnie toczą się najcięższe walki, jest 1200 kilometrów, czyli mniej więcej tyle ile z Warszawy do Amsterdamu. Zdaniem organizatorów jest więc relatywnie bezpiecznie. Nie można jednak zapominać, iż na to miasto też spadały już rakiety i wczasowicze muszą to brać pod uwagę, zaznacza przedstawiciel firmy.

 

Dla nielicznych

Dlatego też biuro nie uważa, iż będzie to nowa atrakcja dla rodzin z dziećmi. Jest to bardziej wyjazd dla nielicznych. „Ludzie, którzy wybierają się na ten wyjazd, chcą wiedzieć, jak tam jest. Chcą rozmawiać z mieszkańcami” – mówi Joosten reporterom „Czasami może włączyć się alarm przeciwlotniczy, w tym sensie jest to ryzykowne”.
Mężczyzna zaprzecza, jakoby biuro żerowało na turystyce katastroficznej. Wyjazd ten ma dać ludziom do myślenia, skłonić do refleksji, pokazać, iż wojna nie wygląda tak jak na filmach czy w grach komputerowych. Dlatego też samo biuro liczy na powagę i godne zachowanie wczasowiczów.

 

Na własne ryzyko

Taki turystyczny wyjazd na Ukrainę to igranie z losem. Nie chodzi już nawet o samą wojnę. Turyści nie mogą liczyć na żadną pomoc ze strony rządu, jeśli coś by się stało. Również wątpliwe, by jakiekolwiek ubezpieczenie pokryło koszty ewentualnych wypadów czy incydentów, kiedy to turysta z własnej woli udał się do kraju, w którym odbywają się działania wojenne.
Przedstawiciele biura wskazują jednak, iż nie wysyłają ludzi do strefy walk, a Lwów, czy Kijów znajdujący się bliżej frontu odwiedzają przecież politycy. Ci zaś nie jechaliby tam, gdyby to było niebezpieczne.

 

 

Źródło:  AD.nl