W Holandii odkryto „ślepą plamę”. 12 szokujących spraw torturowania dzieci

Źródło zdjęcia: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/ludzie-siedzenie-dzieci-krzesla-7929419/

W Holandii odkryto „ślepą plamę”. 12 szokujących spraw torturowania dzieci

Co najmniej dwanaście przypadków długotrwałego i systematycznego torturowania dzieci udało się odnaleźć w holenderskich wyrokach z ostatnich pięciu lat. Zdaniem ekspertów rzeczywista skala może być większa, a jednym z największych problemów pozostaje rozpoznawanie sygnałów, zanim krzywdzenie trwa przez kolejne miesiące lub lata.

Analizę przeprowadził NOS. Dziennikarze sprawdzali sprawy dotyczące wyjątkowo ciężkiej, długotrwałej przemocy wobec dzieci. Chodzi nie tylko o pobicia, lecz o celowe podporządkowanie i poniżanie dziecka, połączone m.in. z izolowaniem, głodzeniem czy zamykaniem.

Eksperci mówią o „ślepej plamie” w Holandii

W języku angielskim tego rodzaju przemoc określana jest jako child torture, czyli dosłownie torturowanie dzieci. Kliniczna psycholożka Leony Coppens zwraca uwagę, że w Holandii nadal brakuje wystarczającej wiedzy na temat tego zjawiska.

Jej zdaniem problem różni się od wielu innych przypadków przemocy domowej. Nie chodzi wyłącznie o zaniedbanie, bezradność rodzica czy gwałtowny wybuch agresji. W analizowanych przypadkach przemoc miała systematyczny i zamierzony charakter.

NOS odnalazł dwanaście takich spraw zakończonych wyrokiem w ciągu ostatnich pięciu lat. Liczba może być jednak większa, ponieważ nie każdy przypadek trafia przed sąd, część orzeczeń nie jest publiczna, a kolejne postępowania nadal się toczą.

Szkoła często jako pierwsza widzi, że dzieje się coś złego

Jednym z najbardziej niepokojących wniosków jest rola szkół. W niemal wszystkich analizowanych przypadkach, w których dziecko uczęszczało do szkoły, pojawiały się tam sygnały mogące świadczyć o przemocy.

W przypadku dziewczynki ze Stadskanaal szkoła zgłaszała swoje obawy zarówno do Veilig Thuis, czyli holenderskiej organizacji zajmującej się przemocą domową i krzywdzeniem dzieci, jak i do lekarza rodzinnego.

W innej sprawie, w Niekerk, szkoła odegrała ważną rolę w przerwaniu przemocy po tym, jak dziecko pojawiło się na lekcjach z raną po ugryzieniu przez psa. W czterech spośród dwunastu spraw podejrzenia mieli również sąsiedzi.

Coppens podkreśla, że dzieci często właśnie nauczycielowi jako pierwszemu opowiadają o tym, co dzieje się w domu. Problem polega na tym, że pojedyncze sygnały mogą zostać potraktowane osobno, zamiast jako element jednego, coraz groźniejszego schematu.

Przemoc mogła trwać nawet dziesięć lat

Ofiarami były przede wszystkim młode dzieci, najczęściej poniżej 14. roku życia. W części przypadków krzywdzenie zaczynało się bardzo wcześnie, a w skrajnych sytuacjach trwało nawet około dziesięciu lat.

Z akt spraw wynika, że dzieci były bite i kopane, pozbawiane jedzenia, zamykane w piwnicach lub innych ciasnych przestrzeniach. Przemocy fizycznej towarzyszyło poniżanie, wyzwiska, groźby oraz ciągła kontrola.

Ślady takich doświadczeń były widoczne także w zachowaniu najmłodszych. W jednym z wyroków opisano dziecko, które podczas zabawy odtwarzało przemoc wobec swojej lalki.

Pomoc była blisko, ale przemoc nadal trwała

Szczególne pytania wywołują przypadki, w których rodzina znajdowała się już w kręgu zainteresowania instytucji pomocowych.

Głośnym przykładem była sprawa dziewczynki z rodziny zastępczej we Vlaardingen. Pomoc społeczna była wcześniej zaangażowana w jej sytuację, mimo to nie udało się w porę przerwać przemocy. Także w domu rodzinnym w Niekerk dzieci umieszczone poza biologiczną rodziną miały być przez lata ciężko krzywdzone.

W trzech spośród analizowanych spraw wcześniej dokonano co najmniej jednego zgłoszenia do Veilig Thuis. W jednym przypadku zaangażowana była również ochrona dzieci.

Eksperci zwracali wcześniej uwagę, że podobnym przypadkom może sprzyjać sytuacja, w której kolejne instytucje widzą pojedyncze niepokojące zdarzenia, ale nie łączą ich w jeden obraz systematycznej przemocy.

Czy 12 spraw to dopiero początek większego problemu?

NOS podkreśla, że ustalone przypadki dotyczą jedynie spraw, które można było odnaleźć w dostępnych orzeczeniach. Dlatego liczba dwunastu nie pokazuje pełnej skali zjawiska.

Najtrudniejsze pozostaje pytanie, ile dzieci nadal żyje w podobnych warunkach, chociaż osoby z ich otoczenia widzą już pierwsze niepokojące sygnały. To właśnie ich szybkie połączenie może zdecydować o tym, czy pomoc nadejdzie po kilku dniach, czy dopiero po wielu latach.

źródło: nos.nl