Mniej wystawnie, bardziej praktycznie. Jak Holendrzy podchodzą do domu, ubrań i zakupów

Mniej wystawnie, bardziej praktycznie. Jak Holendrzy podchodzą do domu, ubrań i zakupów
Źródło zdjęcia: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/rowerem-wzdluz-dutch-harbor-z-flaga-i-lodziami-35923008/

Mniej wystawnie, bardziej praktycznie. Drogi samochód, markowe ubrania i mieszkanie urządzone tak, żeby wszystko do siebie pasowało? W Holandii nie zawsze właśnie w ten sposób pokazuje się, że komuś dobrze się powodzi. Znacznie częściej można spotkać podejście: rzecz ma być wygodna, trwała i spełniać swoje zadanie.

Oczywiście nie każdy mieszkaniec Holandii żyje oszczędnie ani nie każdy kupuje używane meble. Po przeprowadzce z Polski łatwo jednak zauważyć kilka różnic w podejściu do domu, ubrań i codziennych zakupów.

1. Używana rzecz nie musi oznaczać, że kogoś nie stać na nową

Kringloopwinkel, Marktplaats czy lokalne grupy sprzedażowe są normalną częścią holenderskiego rynku.

Używany stół, rower, dziecięce łóżko czy szafka mogą trafić także do domu osoby, która bez problemu mogłaby kupić nowy produkt.

Nie chodzi wyłącznie o oszczędność. Liczy się również możliwość ponownego wykorzystania rzeczy, które nadal są sprawne.

Temat jest na tyle istotny, że holenderski rząd bada zachowania konsumentów związane z zakupami produktów używanych i możliwości zwiększenia udziału takich rzeczy w rynku.

Podobnie wygląda sytuacja z ubraniami. W Holandii prowadzone są działania dotyczące ponownego wykorzystania tekstyliów i rozszerzania sprzedaży odzieży używanej również w sklepach oferujących nowe produkty.

2. Dom ma przede wszystkim działać

Holenderskie mieszkania potrafią być pięknie urządzone, ale funkcjonalność często jest równie ważna jak wygląd.

W niewielkich domach każdy metr ma znaczenie. Stół służy do jedzenia, pracy i odrabiania lekcji, rowery stoją w szopie albo przed wejściem, a pomieszczenia są wykorzystywane zgodnie z codziennymi potrzebami rodziny.

Nie zawsze oznacza to komplet mebli z jednej kolekcji.

Stary stół może stać obok nowoczesnych krzeseł, odziedziczona komoda obok nowej lampy, a mebel znaleziony w kringloopwinkel dostać drugie życie po pomalowaniu.

Dla części Polaków przyzwyczajonych do kupowania całych zestawów różnica może być szybko zauważalna.

3. Strój może być znacznie swobodniejszy

Kolejnym zaskoczeniem bywa podejście do ubioru.

Dobre stanowisko czy wysokie zarobki nie muszą oznaczać garnituru, drogich butów i widocznego logo na ubraniu.

W wielu miejscach dominują jeansy, sneakersy, prosty sweter czy kurtka przeciwdeszczowa. Szczególnie gdy do pracy jedzie się rowerem.

Wygoda ma bardzo praktyczne znaczenie. Jeśli rano trzeba pokonać kilka kilometrów na fietsie, strój musi sprawdzić się również podczas tej podróży.

Nie oznacza to oczywiście braku zasad dotyczących ubioru. Bank, kancelaria, restauracja czy zakład produkcyjny mogą mieć zupełnie inne wymagania.

Codzienna moda uliczna często pozostaje jednak bardziej swobodna, niż nowy mieszkaniec Holandii może się spodziewać.

4. Dobry rower nie musi być ładny

To szczególnie holenderski przykład praktycznego podejścia.

Rower może mieć kilka lat, porysowaną ramę i koszyk, który najlepsze czasy ma już za sobą. Jeśli hamuje, ma światła i bez problemu dowozi właściciela do pracy, nadal spełnia swoją funkcję.

Rower w Holandii jest przede wszystkim środkiem transportu.

Dlatego stary omafiets przypięty do stojaka przed biurem nie mówi wiele o sytuacji finansowej jego właściciela.

Zresztą z podobnego powodu zakup używanego roweru jest zupełnie normalnym rozwiązaniem. Przy przedmiocie używanym każdego dnia ważniejsze od prestiżu może być to, czy nie będzie żal zostawić go na kilka godzin przy stacji kolejowej.

5. Cena nadal ma znaczenie, nawet jeśli kogoś stać

Promocje, porównywanie ofert czy sprawdzanie kilku sklepów przed większym zakupem nie są czymś niezwykłym.

Holenderscy konsumenci w ostatnich latach pozostają ostrożni. CBS podał, że realny dochód gospodarstw domowych wzrósł w 2025 roku o 2,7 proc., ale konsumpcja zwiększyła się wolniej, o 1,5 proc. Statystycy wskazywali m.in. na utrzymującą się niepewność i negatywne nastroje konsumentów.

Oszczędzanie nie musi więc oznaczać rezygnowania ze wszystkiego.

Bardziej charakterystyczne może być pytanie: „Czy naprawdę potrzebuję droższej wersji?”.

Jeżeli tańszy produkt działa równie dobrze, dla wielu osób właśnie on będzie rozsądniejszym wyborem.

6. Naprawić, sprzedać czy oddać zamiast wyrzucić

Rzecz, która przestała być potrzebna, niekoniecznie od razu trafia do śmieci.

Można ją sprzedać, wystawić za darmo, zawieźć do kringloopwinkel albo przekazać komuś znajomemu.

Podobnie jest z wyposażeniem domu. Używana szafa czy krzesło mogą po niewielkiej naprawie służyć kolejnemu właścicielowi przez następne lata.

To podejście dobrze wpisuje się w szerszą holenderską politykę gospodarki cyrkularnej i ograniczania zużycia nowych surowców. Rząd prowadzi m.in. programy dotyczące ponownego wykorzystania tekstyliów oraz produktów używanych.

7. „Mam” nie zawsze trzeba pokazywać

To prawdopodobnie najtrudniejsza różnica do zmierzenia, bo dotyczy bardziej kultury niż statystyki.

W części holenderskich środowisk ostentacyjne pokazywanie majątku może po prostu nie być szczególnie ważne.

Można dobrze zarabiać i nadal jeździć kilkuletnim rowerem. Można mieć pieniądze na nowe meble i kupić stół z drugiej ręki. Można zajmować wysokie stanowisko i przyjeżdżać do pracy w jeansach.

Nie świadczy to automatycznie o skromności ani oszczędności każdego Holendra. Pokazuje raczej, że status nie zawsze trzeba komunikować za pomocą przedmiotów.

Dla osoby przeprowadzającej się z Polski może to być początkowo zaskakujące. Po kilku latach może się jednak okazać, że pytanie przy zakupach zmieniło się z „jak to wygląda?” na znacznie bardziej holenderskie:

„Czy to jest mi naprawdę potrzebne i czy dobrze spełni swoje zadanie?”

źródło: www.cbs.nl