Utrecht chce zmieniać ludziom tożsamość

Zmień tożsamość za darmo w Utechcie

Polityczna poprawność potrafi czasem iść o krok za daleko i przybrać naprawdę bardzo dziwne formy. Jak bowiem inaczej nazwać inicjatywę gminy Utrecht, która chce za darmo zmieniać nazwiska osobom, których doczesne dane personalne mogą się kojarzyć z niewolnictwem.

Zmiana nazwiska

Holendrzy mogą zmienić swoje dane osobowe, jeśli, np. mają one związek z niewolnictwem lub po prostu im się z jakichś względów nie podobają. Sęk jednak w tym, iż taka nowa tożsamość zwykle wiąże się z uszczupleniem zasobności portfela. Złożenie wniosku do Justis, służby kontrolnej Ministerstwa Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa, kosztuje co najmniej 835 euro. W dokumencie tym należy wskazać między innymi powody zmiany danych osobowych. Jeśli zmiana jest zrozumiała i do urzędników zgłasza się, np. holenderski „Jan Kał” to z racji na niefortunność nazwiska nie jest to problem. Ludzie jednak, którzy chcą zmienić swoje dane z innych powodów, poddawani są badaniu psychologicznemu, które jest dodatkowo płatne. Po co owe badanie? By stwierdzić, czy jest to przemyślana decyzja, a nie chwilowy impuls, żart i czy osoba ta nie przyjdzie ponownie za miesiąc, dwa lub rok. Kwestia badania przez specjalistę dotyczy też wszystkich tych, którzy uważają, że posiadają nazwisko o kolonialnej przeszłości.

W efekcie za zmianę w przysłowiowych papierach petent musi zapłacić nieco ponad 1000 euro. Zmianę dodajmy niepewną. Jeśli bowiem urząd odrzuci wniosek, pieniądze te nie wrócą do wnioskodawcy.

Gmina Utrecht

W tej sytuacji władze Utrechtu postanowiły działać. Urzędnicy uznali, że koszty te są zdecydowanie zbyt wysokie. Dlatego też miejscowi radni zdecydowali się apelować do władz centralnych o zmianę cen. To jednak nie wszystko. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, sami chcą sfinansować takie działanie wszystkim, którzy chcieliby zmienić swoje postkolonialne nazwiska. Obecnie gmina zbiera podania w tym zakresie i czeka na odpowiedź Hagi, czy samorząd może opłacić takie działania. Jeśli tak, to wszyscy ludzie o pochodzeniu kolonialnym, w tym potomkowie niewolników, mieszkający na terenie Utrechtu będą mogli bezpłatnie zmienić nazwisko.

 

Postkolonialne nazwiska

Jakie to są jednak postkolonialne nazwiska? Holendrzy wskazują na kilka typów. Pierwsze to te wywodzące się od byłych właścicieli niewolników „Vriesde”, czyli „Vriesedowi” od nazwiska „De Vries”. Inni to ci, którzy otrzymywali nazwisko od miasta w Holandii, lub być może z racji zabawy właścicieli tworzono z tego anagram. Przykładowo ludzie o nazwisku „Amsterdam” czy „Madretsma”. Nazwiskami stawały się również nazwy plantacji, na których pracowali niewolnicy. Niewolnikom nie wolno było bowiem nosić typowych holenderskich nazwisk.