Trup w metalowym kontenerze

Traumatyczne chwile przeżył w niedziele pracownik drogowy, gdy po otwarciu kontenera znalazł w nim przecięte na pół ciało mężczyzny.

Trup w kontenerze

W niedzielny poranek pracownik Dyrekcji Generalnej ds. Robót Publicznych i Gospodarki Wodnej omal nie dostał zawału zaraz po rozpoczęciu zmiany na autostradzie A12. Mężczyzna nadzorujący tamtejsze roboty przeszedł do pracy i udał się do jednego ze stojących nieopodal metalowych kontenerów. Gdy otworzył jego drzwi, serce podeszło mu do gardła. W ogromnej prawie pustej metalowej skrzyni, z półmroku wyłaniały się nogi i część tułowia mężczyzny. Nie był to jednak leniwy pracownik, urządzający sobie poranną drzemkę a… właściwie nie wiadomo kto to był. Wszystko dlatego, że ciało zostało rozczłonkowane i na miejscu nie było górnej części tułowia, rąk ani głowy.

Policja

Pracownik, nie chcąc zatrzeć śladów, nawet nie zbliżał się do ciała. Zresztą samo wyobrażenie sobie widoku przeciętych na pół zwłok już odrzucało mężczyznę. Na szczęście na miejscu szybko pojawili się policjanci, którzy mieli zbadać sprawę.

Funkcjonariusze pełni obaw weszli powoli do kontenera, by zaraz później odetchnąć z ulgą. Faktycznie znajdowało się nim rozczłonkowane ciało. Na szczęście jednak denatem okazał się naftom – manekin wykorzystywany przy kursach pierwszej pomocy. „Zwłoki” były więc wykonane z gumy i plastiku.

 

W całej sprawie może się wydawać, że pracownika drogowego poniosły nerwy i naiwnie dał się nabrać. Funkcjonariusze stają jednak w jego obronie, mówiąc, że zachował się nad wyraz fachowo. Policjanci widząc bowiem nogi manekina sami byli pewni obaw. Dopiero podejście bliżej i dokładne oględziny pozwoliły ustalić, że pod kombinezonem, w który był ubrany manekin, znajduje się plastik, a nie ludzkie ciało.

 

Żartownisie

Policja znajdując fantoma zakończyła działania operacyjne. Przypadek z autostrady A12 nie jest jednak jedynym, który spowodował stany przedzawałowe u mieszkańców Holandii. Jakiś czas temu ktoś chciał wyrzucić połamanego manekina do podziemnego kosza na jednej z niderlandzkich ulic. Niestety z racji tego, że był on zbyt duży i nie mieścił się do zsypu, położono go owiniętego w folię obok kontenera. Innym razem ktoś wrzucił do stawu starą zniszczoną protezę nogi. Ta zaś zaplątała się w szuwary i tylko delikatnie wystawała nad powierzchnię wody. W każdym z tych wypadków musiała interweniować policja, a często również pogotowie podające leki uspokajające przerażonym znalazcom. Większość tego typu spraw kończyła się jednak zaraz po ich wyjaśnieniu. Funkcjonariusze nie prowadzili dalszego dochodzenia, ponieważ niezwykle trudno byłoby udowodnić, że było to celowe działanie żartownisia nastawione na sianie paniki, a nie zwykła lekkomyślność, czy po prostu śmiecenie w miejscu publicznym.