Trafiłam do holenderskiego burdelu cz.2

Link do części pierwszej

Wstrzyknęli Pani środek nasenny!?

Nafaszerowali mnie narkotykami. Na początku tego nie wiedziałam. Obudziłam się następnego dnia w moim nowym pokoju. Duże okno na piętrze, z którego miałam kusić. Łóżko, stół prysznic i toaleta. Chciałam wyjść, ale drzwi były zamknięte. Po dopiero kilku godzinach przyszedł do mnie mój nowy szef. Przyniósł mi coś do jedzenia i powiedział, że teraz tu będę pracować, spać i jeść. Miałam występować w oknie i zapraszać moimi wdziękami klientów, a później spełniać ich zachcianki. Im klient miał być dłużej, tym lepiej.

 

Zgodziła się Pani?

Oczywiście, że nie. Nie stanęłam w oknie. Nikt do mnie nie przyszedł, nie dostałam też kolacji. Zaczęłam też czuć się coraz gorzej. Pociłam się, wydawało mi się, że mam gorączkę. W końcu przyszedł szef i powiedział, że jestem mu winna 100 euro za pokój. Stwierdził, że każda doba to 100 euro, każdy posiłek 20 i każda działa 50. Jeśli chce więc jeść, muszę pracować. Jeśli zaś odmówię, nie tylko będzie rósł mój dług, ale nie będę mieć już tak pięknej budzi. Ponadto rzucił mi w twarz plikiem zdjęć. Byłam na nich naga, z dwoma mężczyznami, którzy wykorzystali mnie, jak byłam nieprzytomna.

Oni mnie zgwałcili, a teraz chcieli wysłać te zdjęcia rodzinie, jakbym się stawiała. Rzuciłam się na niego z pięściami. On nawet się nie zasłaniał. Otrzymałam tylko cios w brzuch i padłam na ziemię.

 

Co się stąło dalej, ten bunt okazał się skuteczny?

Po dwóch dniach głodówki zrozumiałam, że nie mam wyjścia. Stanęłam w oknie. Dość szybko pojawił się pierwszy klient. Zanim przyszedł jednak do mnie, u góry pojawił się szef. Zabronił mi żadnych numerów. Powiedział, iż pokoje są monitorowane. Jeśli zaś spróbuję coś zrobić to są w stanie sprawić, iż zniknę już na zawsze. Bałam się, ale co było robić.

Pamiętam go doskonale. To był Niemiec. Facet po 50. Pieprzony kobieciarz. Na palcu miał obrączkę. Przyszedł, rzucił mnie na łóżko, siłą rozebrał i zabrał się do dzieła. Leżałam i patrzyłam się w sufit. Trwało to może jakieś 10 minut. Po wszystkim facet zaklął coś pod nosem, splunął i wyszedł. To nie był seks, to był gwałt.

 

Nie wiem czy minęło 5 minut od jego wyjścia, w drzwiach pokoju pojawił się znów alfons. Zaczął na mnie wrzeszczeć, uderzył w twarz. Powiedział że jestem mu winna dodatkowo 1000 euro, bo klient wyszedł niezadowolony i robię mu złą reklamę. Powiedział, że za karę nie dostanę nic jeść tego dnia. A jak wywinę jeszcze raz taki numer to „poczuje”, że źle robię.

Co pani wtedy zrobiła?

Co mogłam zrobić, zaczęłam płakać. Wieczorem miałam kolejnego gościa, tym razem była to dziewczyna, Polka, która pracowała od pewnego czasu. Powiedziała mi, że z tego miejsca nie da się uciec, że muszę odrobić dług. Mam robić wszystko, by klient był zadowolony, inaczej pożałuję. Mówiła, że szef nie boi się bić kobiet. Powiedziała, iż potrafią sprawiać ból tak, by klient nie widział sińców. Mam pracować i robić dobrze klientom. Im więcej będę zarabiać, tym szybciej spłacę dług. Wtedy może będę mogła się wykupić. Wszystko to brzmiało strasznie, ale wyglądało na to, że Agnieszka nie żartowała. Rozmawiałam z nią jeszcze parę razy. Nawet zaprzyźniłyśmy się. Pewnego dnia jednak znikła. Szef mówił, że pojechała do klienta. Tydzień później znaleziono jednak jej ciało w jednym z kanałów. Ponoć była na haju wpadła do wody i utonęła. Problem w tym, że nigdy nas nie wypuszczali…

 

Poddała się Pani?

Z czasem tak. W pierwszych tygodniach próbowałam jeszcze stawiać opór. Ale nie dałam rady. Głód i ból pobić to było za dużo. W końcu musiałam ulec. Inne dziewczyny podpowiedziały, bym sięgnęła po prochy. To faktycznie pomogło. Godziny zlewały się w dni, te w tygodnie, miesiące. Czasami nie wiedziałam nawet, jaki jest dzień tygodnia. Kolejny klient, kolejny sex. W takich chwilach wyłącza ci się myślenie. Stajesz się tylko lalką, z której ktoś cały czas korzysta. Tak samo, jak ona pustą w środku.

 

Rodzina nie próbowała Pani szukać?

Próbowali. Udało im się skontaktować z Panem Alim, ale on nie był im w stanie pomóc. Nie pracowałam już wtedy dla niego, a ja głupia nie zostawiłam mu namiarów na tamten bar. Wiem, że pomógł mojej rodzinie zgłosić zawiadomienie o zniknięciu, ale to nic nie dało. Byłam zamknięta, a klienci raczej nie zwracają uwagi na takie drobnostki.

 

To jak się pani udało wydostać?

Tak jak mówiła Agnieszka, wykupiłam się. Po roku byłam pogodzona z losem. Zapytałam się wtedy szefa czy mogę się wykupić. Ten powiedział że tak. Miało to kosztować pewną sumę euro z dużą ilością zer. Jeśli je uzbieram, będę wolna. Zajęło mi to 4 lata. Ale się udało.

I wypuścili Panią, od tak?

Okazało się, że tak. Wywiązałam się z warunków umowy, jaką ze mną podpisali. Co ciekawe umowa ta faktycznie istniała. Był nawet na niej mój podpis. Musieli mi ją podsunąć kiedyś, jak byłam odurzona narkotykami. Nie wiem, ale wszystko było niby zgodnie z prawem.

 

Czemu nie poszła Pani z tym na policję?

Bo wszystko było legalnie. Zgodnie z tą umową mogłam wychodzić na dwór, nie byłam niewolnicą. Wynajmowałam pokój i prowadziłam działalność rozrywkową. Nawet odprowadzałam składki na ubezpieczenie. Alfons zadbał o wszystko. W dokumencie było praktycznie wszystko opisane, oprócz bicia, zastraszania i tym podobnych działań. Początkowo, będąc wolna, chciałam to zgłosić, ale przypomniałem sobie co zrobili z Agnieszką. Zresztą byłam pewna, iż wszystkie dziewczyny bojąc się o swoje życie, potwierdzą wersję alfonsa. Sama bym pewnie tak zrobiła.

 

Skontaktowała się Pani z rodziną?

Chciałam, ale się nie udało. Okazało się, że gdy byłam zamknięta, rodzice chcieli przyjechać do Holandii mnie szukać. Mieli jednak wypadek. Nawet nie wiedziałam, że zostałam sierotą. Nie miałam już po co wracać. Poleciałam tylko raz złożyć kwiaty na ich grobie. Nic więcej nie mogłam zrobić. Dlatego wyniosłam się z Amsterdamu i mieszkam teraz w Groningen. Staram się ułożyć sobie jakoś życie. To trudne, ale daje radę. Wszystko, nawet praca tutaj za te kilka euro jest lepsza niż to, co przeżyłam w Amsterdamie. Nie chce wracać do tego miasta.