Sąd orzeka w sprawie polskiego kierowcy busa

Matka oddaje dzieci w ręce kochanka pedofila

Znamy wyrok sądu w Bredzie dotyczący kierowcy polskiego busa, który w 2018 roku spowodował bardzo poważny wypadek na A4 w pobliżu Woensdrecht.

Najnowsze informacje z Holandii docierające do nas z sali sądowej dotyczą sprawy, o której pisaliśmy już 21 lutego. Wtedy to w niderlandzkim sądzie mowy końcowe prezentowały strony procesu Polaka odpowiedzialnego za wypadek busa, który miał miejsce 30 czerwca 2018 roku.

Cud

Rankiem tego dnia bus, w którym znajdowało się ośmiu pasażerów i kierowca uderzył, jadąc z wysoką prędkością, w zaparkowanego na poboczu autostrady tira. Siła uderzenia była tak duża, że biały van został praktycznie doszczętnie zniszczony. Nienaruszona część kabiny pasażerskiej zaczynała się dopiero na wysokości tylnej osi pojazdu, którym podróżowali Polacy. Co więcej, jak wykazało śledztwo, praktycznie nikt ze znajdujących się w momencie wypadku na pokładzie pasażerów nie był zapięty pasami. W zaistniałej sytuacji służby ratownicze mówili o cudzie, który sprawił, iż nie było ofiar śmiertelnych. Wszyscy znajdujący się w samochodzie ludzie doznali obrażeń. Pięciu z nich było w stanie ciężkim, ale życiu żadnego z nich nie zagrażało niebezpieczeństwo.

Stan faktyczny

Podczas procesu wyszło również na jaw, iż kierowca nie spał od 24 godziny, a przed wypadkiem prowadził praktycznie 18 godzin bez przerwy (zmniejszono więc podaną podczas śledztwa liczbę godzin), mając przejechane na raz 1600 kilometrów, spod wschodniej granicy Polski do Holandii, gdzie doszło do wypadku.

Kierowca był wiec skrajnie przemęczony i nie zachował odpowiednich wymogów bezpieczeństwa. Dlatego też zdaniem sądu najprawdopodobniej zasnął/zagapił się o godzinie 5:40 rano za kierownicą i uderzył w tył tira stojącego na pasie awaryjnym.

Wyrok

Prokurator domagał się w zaistniałej sytuacji 220 godzin prac społecznych i odebrania prawa jazdy na rok. Sąd w środę nie przychylił się jednak do propozycji prokuratora. Wymiar sprawiedliwości w Holandii ustami sędziego w Bredzie stwierdził, że kierowca nie wziął na siebie odpowiedzialności za przewożonych ludzi, w wyniku tego doszło do sytuacji, w której to on jest praktycznie wszystkiemu winny. Z tego też względu skazał kierowcę na 4 miesiące więzienia i dwa lata zakazu prowadzenia pojazdów. Jest to najwyższa możliwa kara za spowodowanie wypadku, w którym nie było ofiar śmiertelnych w Królestwie Niderlandów.

Wyrok wejdzie w życie

Najnowsze wiadomości z Holandii nie wskazują jednak co stanie się dalej. Kierowcy nie było na sali sądowej. Mężczyzna po wypadku wrócił do ojczyzny. Jeśli wyrok się uprawomocni, tzn. żadna ze stron nie złoży apelacji, wtedy dopiero wymiar sprawiedliwości będzie mógł podjąć działania. Sąd musi wystąpić bowiem o ekstradycję naszego rodaka lub porozumieć się z polskim wymiarem sprawiedliwości, by kierowca mógł odbyć karę w jednym z zakładów karnych na ternie naszego kraju. Kolejną kwestią jest również to, czy skazanego uda się znaleźć po blisko 2 latach od wypadku.