Problem szkółek konopnych w Holandii. Policja ignoruje wezwania obywateli?

Problem szkółek konopnych w Holandii

Funkcjonariusze policji otrzymali w 2020 roku ponad 4300 donosów dotyczących możliwych upraw konopi indyjskich w Holandii. Jest to więc o 300 zgłoszeń więcej niż w 2019 roku. Co ciekawe, jednak stróże prawa w Królestwie Niderlandów zamknęli tylko 2894 szkółek uprawy tej rośliny. Widzimy więc znaczny spadek w stosunku do 2019, kiedy to dokonano 3635 takich interwencji. Policja cieszy się więc, iż przestępczość tego typu się zmniejsza. Pytajne jednak, skoro jest to prawdą, to dlaczego zgłoszeń od świadków jest coraz więcej?


rozliczenie podatku z Holandii

Coraz mniej farm

Od kilku lat liczba upraw konopi wydaje się spadać. Czemu? Policja ma trudności z jednoznaczną odpowiedzią na to pytanie. Oficerowie jednak, pomimo wydawać by się mogło tak dobrych wyników, nie cieszą się zbytnio. Uważają oni bowiem, iż w rzeczywistości liczba tego typu miejsc maleje, ale nie aż tak mocno. W ostatnim czasie to policja może mieć pewne problemy z odnalezieniem plantacji. Taka sytuacja mogła mieć miejsce zwłaszcza w ubiegłym roku. Z racji bowiem na obostrzenia koronowe i godzinę policyjną funkcjonariusze są pod stałą presją. Mając zaś ręce pełne roboty trudniej im poświęcać uwagę polowaniu na nielegalne uprawy konopi.

 

Specjalizacja

Aby więc odciążyć zwykłe patrole, komenda główna stworzyła trzy specjalne zespoły policyjne, których naczelnym celem jest polowanie na plantatorów. Mimo jednak i ich wytężonej pracy liczba wykrytych szkółek spadła.  W minionym roku najwięcej tego typu przestępstw odnotowano w Holandii Wschodniej. Było ich bowiem 527. Jest to jednak znacznie mniej niż 5 lat temu. W 2016 namierzono ich tam bowiem aż 866. Najmniej było ich zaś w rejonie Amsterdamu. W stolicy odnotowano 158 tego typu przypadków. Co biorąc pod uwagę wspomniany wyżej cenzus czasowy, stanowiło zmniejszenie o ponad połowę. W 2016 roku były to bowiem 342 przypadki.

Sąsiedzi

Jak się to więc ma do liczby zgłoszeń? Czyżby policja ignorowała wiadomości od społeczeństwa lub społeczeństwo żartowało sobie z policji? Ani jedno, ani drugie podejrzenie nie jest prawdziwe. Stróże prawa wskazują, iż zwiększona liczba zgłoszeń to efekt tego, iż Holendrzy pracują zdalnie i więcej czasu spędzają w domach. Mając więcej wolnego czasu, stają się bardziej wścibscy. W efekcie doszło do prawie 10% wzrostu informacji o uprawie konopi w domach. Oficerowie więc przybywając do rzekomej szkółki, odkrywają 2-3 krzaczki uprawione przez kogoś na własny użytek. W takich sytuacjach nie można mówić o szkółkach. Niemniej jednak informacje te są skrzętnie sprawdzane i trafiają do danych zbiorczych.

Niebezpieczny pierwszy krok

Liczba szkółek spada, ale nadal liczona jest w tysiącach. Czemu przestępstwo to jest tak popularne? Oficerowie widzą w nim swoistą inicjację w świecie przestępczym. Uprawa konopi ma bowiem bardzo niski próg wejścia. Praktycznie każdy może rozpocząć tę drogę do upadku, organizując hodowlę gdzieś w piwnicy czy na strychu. Przestępstwo to szybko przynosi zyski, ale również wprowadza często niewinnego człowieka w świat brutalnej przemocy i poddaństwa. Świat, z którego niezwykle trudno jest się wyplątać, a problemy z prawem są zwykle najmniejszymi, z jakimi hodowca może się spotkać.