Poszukiwanie zaginionego kierowcy

poszukiwania zaginionego kierowcy

Gdy policja poszukuje kierowcy, który uciekł z miejsca wypadku zwykle mowa o przestępstwie i obławie na niego. Celem jej jest postawienie sprawcy przed sądem za krzywdy, za tragedie, jakie spowodował. W przypadku jednak wydarzeń w Rijen poszukiwano go, by być może uratować mu zdrowie lub życie.

W piątkowy poranek, gdy na dworze było jeszcze ciemno, przejeżdżający Dongenseweg powiadomili służby ratunkowe o wypadku samochodu osobowego. Pojazd stał rozbity na drzewie. Przybyli na miejsce kierowcy natychmiast wezwali ratowników i ruszyli z pomocą ofierze. Tej jednak nie było. Rozbity samochód był pusty. Puste były również przydrożne rowy i zarośla. Kierującego nigdzie nie było widać. Nie było również śladów wskazujących, gdzie mógł się udać.

 

Poszukiwania

Wkrótce na miejscu obok „znalazców” wraku i pogotowia pojawiły się policyjne radiowozy. Stróże prawa zabezpieczyli ulicę, by służby naprawcze mogły zabrać rozbity pojazd. Oficerowie podjęli również próbę odnalezienia ofiary. Istniało bowiem podejrzenie, iż kierowca, będąc w szoku, oddalił się od pojazdu. Z racji bowiem na wczesną porę i niewielki ruch do wypadku mogło dojść bez świadków. Oszołomiony więc tym, co się stało, kierujący postanowił udać się pieszo po pomoc. Niestety w momencie, gdy adrenalina przestała działać pojawił się ból, być może również obrażenia wewnętrzne dały o sobie znać. W efekcie poszkodowany mógł gdzieś leżeć w rowie kilkaset metrów, a nawet kilometr dalej. Liczyła się więc każda minuta.

Interwencja szefa

Poszukania na szczęście okazały się bezowocne.  Równolegle, gdy część patroli przemierzała pobocza, inni sprawdzali tablice rejestracyjne pojazdu. W ten sposób ustalono, iż rozbita maszyna to auto firmowe. Dzięki temu udało się skontaktować z szefem ofiary wypadku. Ten przekazał ratownikom dobre informacje. Okazało się bowiem, iż wiedział o całym incydencie. Podwładny zadzwonił do niego i poinformował go o zdarzeniu. Ten zaś przybył na miejsce i zabrał pechowego kierowcę, któremu nic się nie stało, nie licząc kilku zadrapań i siniaków.

 

Mandat

W zaistniałej sytuacji trudno mówić o ucieczce z miejsca wypadku. Niemniej jednak kierowca ten może zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Pozostawiony przez niego i jego pracodawcę pojazd nie został odpowiednio zabezpieczony. To zaś oznacza, iż stanowił zagrożenie w ruchu. Na szczęście karą za to jest zwykły mandat, a nie tygodnie czy miesiące odsiadki.

rozliczenie podatku z Holandii