Polscy pracownicy w pułapce testów

Polacy w pułapce testów

Wczoraj pisaliśmy o tym, iż nasz zachodni sąsiad wprowadził obowiązkowe testy koronowe dla wszystkich przybywających na teren Republiki Federalnej Niemiec. W teorii sytuacja ta nie powinna dotykać pracowników migrujących udających się do Holandii. W praktyce pewna ich część znalazła się w pułapce testów na COVID-19 i ich praca w Niderlandach stoi pod poważnym znakiem zapytania. Ludzie ci z obawami czekają na kolejne decyzje rządu w Berlinie.

Od 21 marca każdy przybywający do Niemiec musi wykazać się aktualnym, nie starszym niż 48 godzin negatywnym wynikiem testu na obecność COVID-19. Nasi zachodni sąsiedzi nie wprowadzili jednak na granicy obowiązkowych, stałych kontroli. Wszystkie drogi wjazdowe nadal są otwarte i ruch odbywa się normalnie. Przynajmniej w teorii. W praktyce nie jest aż tak kolorowo. W wielu miejscach owa "wyrywkowa" kontrola skutkuje sprawdzeniem każdego pojazdu. Dzieje się tak  zarówno na samej granicy, jak i na terenach przygranicznym. To zaś powoduje lokalne spowolnienia w ruchu i długie kolejki, które prowadzą do dużej irytacji kierowców, zwłaszcza podczas porannego szczytu komunikacyjnego. Funkcjonariusze sprawdzają aktualność testu oraz to czy zarejestrowaliśmy się, przybywając między Odrę i Ren. Jeśli nie mamy tych dokumentów i nie przejeżdżamy przez Niemcy tranzytem, może czekać nas mandat, a nawet wydalenie z kraju. By temu zapobiec, w wielu miejscach na granicy postawiono mobilne punkty testowe. Kolejki do nich to jednak kilka godzin stania. W niektórych zaś obłożenie jest tak duże, że ludzie bez wcześniejszej rejestracji nie mają szans zrobić badania.

Tranzyt

Jak wspomnieliśmy wyżej z obowiązku rejestracji oraz testów zwolnione są między innymi osoby, dla których terytorium naszego zachodniego sąsiada jest obszarem tranzytowym. Mówiąc prościej, jeśli udajemy się do pracy do Holandii, nie musimy przejmować się przepisami wprowadzonymi 21 marca. Przynajmniej w teorii. W praktyce bowiem pewna grupa naszych rodaków z dnia na dzień może stanąć przed poważnym problemem.

Pracownicy transgraniczni

Od kilku lat w Królestwie Niderlandów trudno o mieszkanie. Dotyczy to nie tylko osób prywatnych, ale i firm szukających lokali dla pracowników migrujących. W efekcie wiele agencji pracy wpadło na genialny w swej prostocie pomysł. Zatrudniają oni Polaków pracujących w Holandii, ale kwaterują ich na terenie Niemiec. Tam bowiem nieco łatwiej o cztery kąty dla naszych rodaków. Często jest również po prostu taniej. W efekcie nasz rodak staje się pracownikiem transgranicznym, czyli takim, który udając się każdego dnia do pracy przekracza granice niemiecko-holenderską.

 

Obostrzenia

W tym wypadku pojawia się szereg pytań dotyczących testów i kwarantanny. Przykładowo, holenderskie przepisy zwalniają z obowiązkowej kwarantanny w Holandii, jeśli jesteś pracownikiem transgranicznym i przekraczasz granicę codziennie w celu zarobkowym. Podobnie sprawa ta wygląda również po niemieckiej stronie granicy (jeśli pracownicy przekraczają granicę na okres krótszy niż pięć dni). Obostrzenie to obowiązuje już od 14 października 2020 roku. W tej kwestii nasi rodacy nie mają się więc zbytnio czym przejmować.
Podobnie również, jeśli chodzi o testy. Dla Republiki Federalnej Niemiec, Holandia nie jest krajem wysokiego ryzyka (nie licząc terytoriów zależnych), jak Polska. Nasi rodacy nie muszą więc wykonywać takowych testów. Nie licząc tego niezbędnego do przyjazdu z Polski do Niemiec. Oprócz niego pracownik musi również wypełnić formularz rejestracyjny i poddać się kwarantannie (zamieszka on bowiem w Niemczech).

Ogromna dynamika

Należy jednak pamiętać, iż sytuacja jest dynamiczna. Berlin może również Niderlandy z dnia na dzień uznać za kraj wysokiego ryzyka z racji na rosnącą tam liczbę zakażeń. Dlatego też proponujemy, obecnie szukać pracy bez konieczności codziennego przekraczania granicy. Będziemy mieć bowiem dzięki temu jeden problem z głowy, ponieważ nie będzie nas interesować ustawodawstwo kolejnego państwa w zakresie polityki epidemiologicznej. Więcej pozostanie również w naszej kieszeni. Polacy jeżdżący codziennie do pracy w Niemczech już teraz alarmują, iż obowiązkowe testy wykonywane 2 razy w tygodniu uszczuplą ich budżet o około 800 złotych miesięcznie, jeśli niemiecki lub polski rząd nie dołoży się do finansowania tych badań.