Polscy bezdomni „zalewają” Eindhoven

rodzina spędzi święta na ulicy z racji decyzji burmistrza

Eindhoven od wielu lat boryka się z ogromnym problemem bezdomności w swoim regionie. Teraz jednak sytuacja jest wręcz tragiczna. Do dziesiątek kloszardów szukających schronienia w przytułkach i schroniskach doszła fala bezdomnych Polaków i innych mieszkańców Europy Wschodniej. Wszystko to efekt polityki agencji pracy i epidemii COVID-19.

Służby zajmujące się bezdomnymi w Eindhoven alarmują. W ciągu zaledwie ubiegłego tygodnia liczba osób poszukujących schronienia wzrosłą o 50. To zaś oznacza, iż w gminie jest obecnie co najmniej 300 bezdomnych. Co jednak najgorsze urzędnicy zakładają, iż to dopiero początek nowej fali bezdomności spowodowanej przez szalejący w Królestwie Niderlandów koronawirus.

 

Polscy bezdomni

Służby odpowiedzialne za pomoc społeczną wskazują, iż dużą część nowej grupy potrzebujących stanowią polscy bezdomni. Ludzie ci stracili dach nad głową raptem dwa-trzy dni temu. To, że znaleźli się na ulicy to efekt stosowanej od wielu lat w Niderlandach polityki agencji zatrudnienia. Polak, czy inny migrant zarobkowy ma prawo do zamieszkania w "polskim hotelu", czy "polskich domkach" należących do agencji, tylko jeśli tam pracuje. Rozwiązanie umowy równa się wypowiedzeniem najmu pokoju – łóżka w domu. Pracownik traci więc nie tylko etat, ale i dach nad głową.

Kiedyś w takiej sytuacji osoby tego typu wynajmowały pokój w hotelu i na szybko szukały nowej pracy lub wracały do kraju. Teraz jednak na skutek kryzysu gospodarczego spowodowanego COVID-19 o pracę jest dużo trudniej. Trudniej też o miejsce w hotelu czy pensjonacie, ponieważ wiele takich miejsc jest po prostu zamkniętych. W efekcie polskim bezdomnym zostaje tylko ławka w parku, karton pod mostem lub zwrócenie się o pomoc do jednej z samorządowych struktur pomocy społecznej. Polscy bezdomni z racji obostrzeń i ograniczenia w ruchu międzynarodowego na powrót do ojczyzny też nie mogą za bardzo liczyć.

 

Lepsza opieka

Do schronisk udają się również Holendrzy, którzy to czasem nawet od wielu lat mieszkali w parkach. Wszystko dlatego, iż uważają, że w dobie epidemii będą tam mieć większe szanse na przeżycie. Podczas pobytu w schronisku ktoś będzie nadzorował ich stan zdrowia, a gdyby sytuacja się pogorszyła, powiadomi odpowiednie służby. Bezdomny w ośrodku nie jest bowiem tak anonimowy, jak ten zaszyty gdzieś w lesie, do którego pomoc może nigdy nie dotrzeć.

 

Czas cudów

Sytuacja jest więc niezwykle trudna. Między innymi na skutek obowiązkowych odległości, jakie muszą zachować mieszkańcy schronisk, liczba miejsc noclegowych mocno się ograniczyła. Z drugiej jednak strony, niektórzy mówią o czasie cudów. W dobie epidemii samorząd podejmuje działania, na które w innych warunkach nie wyraziłby zgody lub wyrażenie jej poprzedzone byłoby wieloma debatami. W efekcie Eindhoven zapewnia schronienie dla bezdomnych w trzech placówkach w mieście przez całą dobę.

 

Śpiwory dla polskich bezdomnych

Z racji tego, iż liczba bezdomnych na skutek zwolnień najpewniej zwiększy się w następnych dniach Start Foundation z siedzibą w Eindhoven, zdecydowała się przekazać 90 000 euro na produkcję śpiworów dla potrzebujących. Są to specjalne śpiwory znacznie różniące się od tych, które wykorzystują turyści. Sprzęt ten jest wiatroszczelny i wodoodporny, zapewnia ciepłe i suche schronienie, nawet gdy na dworze szaleją wiosenne burze. Oprócz tego, pod koniec tygodnia, anonimowy darczyńca również przekazał jednorazowo 50 000 euro. Kwota ta pozwoli wyprodukować i rozdać potrzebującym 1700 śpiworów ratunkowych na terenie całych Niderlandów.