Polakom nie wynajmujemy – podwójne standardy w Amersfoort

podwójne standardy, czyli Polak nie wynajmie

Włodarze gminy Amersfoort postanowili przeprowadzić na swoim terenie badania dotyczące tamtejszego rynku nieruchomości. Wyniki, jakie otrzymali, przyprawiły ich o dość duży ból głowy. Okazało się bowiem, iż w gminie dochodzi do jawnej dyskryminacji migrantów. Wielu właścicieli domów czy agencji pośrednictwa mówi wprost, "Polakom, Marokańczykom czy Hindusom nie wynajmujemy". Inni stosują podwójne standardy, nie pozwalając na zdobycie mieszkania lub domu ludziom znad Wisły czy Gangesu.

Urzędnicy gminy przeprowadzili rozmowy z ośmioma brokerami, trzema organizacjami branżowymi i Woonbond. Wynika z nich jasno, iż w wielu przypadkach mają miejsce podwójne standardy, których celem jest zrobienie wszystkiego, by pewne osoby nie mogły wynająć danej nieruchomości. Czasem chodzi o wiek, czasem chodzi o stan cywilny. Wszystko to jednak pojedyncze przypadki. Wyjątkiem od tej reguły jest pochodzenie etniczne. Jeśli ktoś jest migrantem z Polski, Indii lub Maroka może zapomnieć, iż znajdzie cztery kąty w rozsądnej cenie.

 

Tych narodowości nie przyjmujemy

Niektóre osoby, wynajmujące prywatnie, nie boją się napisać w ogłoszeniu: "Wolałbym nie mieć w domu ludzi z Indii”, „Nie przyjmuję już Marokańczyków”. Jest to przejaw czystej dyskryminacji, niemniej jednak mało kto to zgłasza. Jak wskazują sami poszukujący mieszkania, zgłoszenie czegoś takiego spowodowałoby, iż sprawa może i trafiłaby do sądu, ale zgłaszający nie miałby szans na lokal w mieście. Tam ludzie się znają i nikt nie chce mieć za lokatora kogoś, kto lubi się sądzić.

Podwójne standardy

Podwójne standardy widać też u agencji pośrednictwa. Jak wskazują ich pracownicy, czasem właściciel prosi ich o pewne specjalne obostrzenia. Firma może więc wynająć swoim klientom, ale… i tu pojawia się lista narodowości, na której bardzo często na czele są Polacy. Jak mówią pośrednicy, wiedzą, że to jest nielegalne, ale jeśli tego nie zrobią, to właściciel pójdzie do konkurencji i tym samym oni nic nie zarobią. W efekcie, gdy o dany lokal pyta się np. Marokańczyk, okazuje się, że oferta jest już nieaktualna, albo że nagle cena zmieniła się na zaporową lub właściciel domaga się czynszu za 2 lata z góry. Wszystko byle by dana nacja nie wynajęła mieszkania.

Wielu płaci za błędy nielicznych

Czemu tak się dzieje? Jak wskazują firmy zajmujące się rynkiem mieszkaniowym wszystko to wynik renomy danych nacji. Podwójne standardy mają więc zabezpieczyć interesy właściciela i pośrednika, a także poniekąd uchronić sąsiadów. Dlaczego? Wielka w tym zasługa PR, czyli tego jak dana nacja jest postrzegana.

Marokańczycy

W przypadku Marokańczyków bardzo często dochodzi do patologicznych sytuacji, w których w jednym, 4-osobowym mieszkaniu lokuje się nagle 10-osobowa rodzina. Ludzie ci nie tylko demolują mieszkanie, co często zalegają z czynszem. Wiedzą bowiem, iż nikt nie wyrzuci wielodzietnej rodziny na bruk, a wysokie standardy socjalne powodują, iż niezwykle trudno znaleźć im mieszkanie zastępcze. W efekcie właściciel mieszkania musi z własnej kieszeni opłacać wodę, prąd i gaz, które oni zużywają. Gdy zaś lokal jest już w ruinie, szybko się z niego wynoszą, pozostawiając właściciela z kosztami remontu. Ściągalność zaś należności nawet, w toku postępowania sądowego, jest znikoma. Ponadto z racji na więzi etniczne występując przeciw jednej marokańskiej rodzinie, właściciel może doprowadzić do wojny z całą marokańską społecznością w mieście.

Hindusi

Hindusi nie zalegają z czynszem, są dość sumienni i skrupulatni. Wielu Holendrów uważa ich jednak za wyjątkowo złych sąsiadów, którzy mogą doprowadzić do wojen sąsiedzkich. Nie chodzi tu bynajmniej o ich zachowanie. Przybysze z Indii są wyjątkowo grzeczni. Bardzo problematyczna jest ich kuchnia. Niektórzy uważają wręcz, że nie życzą swojemu najgorszemu wrogowi Hindusa za sąsiada. Ten bowiem gotując swoje ulubione potrawy, może wypędzić z budynku pozostałych mieszkańców samym ich zapachem.

Polacy

Polacy, nasi rodacy... no cóż. Nie zalegamy z płatnościami. Potrafimy zadbać o otoczenie. Wielu Holendrów chwali nas jako sąsiadów. Większość bowiem odgrywa rolę lokalnych, złotych rączek. Polak majsterkowicz potrafi pomóc połowie ulicy, gdy coś się popsuje i jest o wiele tańszy niż hydraulik czy elektryk. Gdzie więc tkwi problem? W tym, iż wiedzą o tym tylko ci, którzy mieszkają obok Polaków. Dla większości nasz rodak to robotnik tymczasowy, który przyjedzie, pomieszka 3 miesiące i wyjedzie. W takiej sytuacji nie będzie przejmował się domem, zrujnuje go, a imprezy i popijawy po pracy zmienią życie lokalnej społeczności w koszmar. Do tego należy dodać, iż w mieszkaniu nagle może „zalęgnąć się” 8 pracowników migrujących zamiast początkowo 4. Niestety piętno "polskich domków" i agencji pracy rzutuje również na tych naszych rodakach, którzy całe swoje życie chcą spędzić w Holandii. Dlatego też często wobec tam nas również stosowane są podwójne standardy.