Nielegalne chińskie posterunki policji w Holandii

Chiński posterunek policji w Holandii

Mamy dla Was zagadkę. Gdzie można znaleźć chiński posterunek policji? W Chinach – tak, ale nie tylko. Okazuje się, iż władze „Państwa Środka” otwarły potajemnie dwa takie punkty w Holandii. Jeden znalazł się w Rotterdamie, a drugi w Amsterdamie.

Posterunek

Jak się okazało rząd Chin, bez zgody władz Królestwa Niderlandów, prowadził dwa posterunki policji we wskazanych wyżej miastach. To właśnie z tych miejsc obywatele kraju z Azji byli zastraszani i kontrolowani. Wielkie oko chińskiego brata chce mieć bowiem pełną kontrolę nad obywatelem, niezależnie czy ten jest w kraju, czy też uciekł poza jego granicę.

 

Kilka minut spaceru od centrum Rotterdamu znajduje się dom jakich wiele. Mała weranda, budynek lekko obrośnięty bluszczem. W lecie w ogrodzie rosły pomidory. Tym, co go wyróżniało to zasłonięte zasłony i brak tabliczki z numerem, ale to do momentu ujawnienia, jaką funkcję pełnił, nie budziło niczyich podejrzeń. Dopiero po tym, jak holenderskie media ujawniły, że to chiński posterunek, ludzie zaczęli łączyć fakty. Wielu jednak sąsiadów nie może do tej pory uwierzyć, iż mieli kilka metrów dalej aparat ucisku jednego ze światowych supermocarstw.

Punkt w Rotterdamie miał zostać otwarty na początku tego roku i jest drugim, po otwartym w Amsterdamie w 2018 roku, tego typu nielegalnym punktem w krainie tulipanów. To właśnie z niego miano zastraszać jednego z chińskich opozycjonistów, który z racji na prześladowanie uciekł z kraju właśnie do Holandii.

 

Bez sensu?

Sprawę tę ujawnili dziennikarze RTL i Follow The Money. Zainteresowali się nią również redaktorzy AD, którzy odwiedzili gospodarzy pod adresem w Rotterdamie. Po domu redaktorów oprowadził 25-latek. On urodził się w Holandii. Jego rodzice przybyli tu dawno temu. Matka prowadzi dom. Ojciec ma firmę zajmującą się dekoracją wnętrz azjatyckich restauracji. Ma mieć również kontakty z innymi chińskimi migrantami i studentami. Na pierwszy rzut oka wszystko więc wygląda na pomyłkę.

Legalnie i niedawno

Jak wskazuje dziennikarzom AD ekspert od spraw Kraju Środka, Frans-Paul van der Putten: „Zanim wybuchła korona, (chińscy policjanci- red.) patrolowali czasami Włochy, Hiszpanię i Serbię w miejscach, gdzie było wielu chińskich turystów. To było jednak za pozwoleniem i we współpracy z tamtejszą policją. Zakładam, że zrobiono to, aby pomóc. Ale możesz to również postrzegać jako świetny sposób na kontrolowanie ludzi”. W Holandii jednak ta policja ma być tajna i działać nie jako forma pomocy swoim obywatelom, a narzędzie represji służące do kontrolowania i zastraszania ludzi. Holenderski MSZ wskazuje, iż otrzymał wiele wiadomości o groźbach od lokalnej populacji Chińczyków. Część zaś właśnie pochodziła z rejonu Rotterdamu i Amsterdamu. Media donoszą nawet o zmuszaniu ludzi do powrotu do ojczyzny, grożąc sankcjami wobec krewnych, którzy pozostali w Chinach. Władze zapowiadają, iż coś z tym zrobią. Co? Tego jeszcze nie wiadomo. Działania będą musiały zostać jednak podjęte szybko. Z roku na rok liczba Chińczyków w Holandii się zwiększa, a z nimi zapewne również i „strzegących ich” policjantów.

 

Źródło:  Ad.nl