Mowy końcowe w sprawie Grzegorz K.

Powoli kończy się sprawa 36-letniego Grzegorz K. Prokuratura domaga się dla niego 12 lat więzienia. Czy sąd przychyli się do treści aktu oskarżenia, czy też uwierzy w niewinność Polaka?

Nasz 34-letni rodak szukał szczęścia w Holandii. Po niecałym miesiącu znalazł jednak śmierć w krainie tulipanów. Mężczyzna został pobity na śmierć w domu, w Bodegraven. Ciało zostało tak zmasakrowane, iż przybyły do Holandii w celu identyfikacji zwłok ojciec zmarłego ledwo mógł rozpoznać w denacie własnego syna. Sprawa ta stała się początkiem rodzinnych tragedii. Wkrótce po śmierci 34-latka samobójstwo popełnił jego brat, później zmarła również matka. Z niegdyś szczęśliwej rodziny została tylko siostra i ojciec. Ten ostatni nie może sobie jednak darować śmierci swojego dziecka, ponieważ on sam dam mu pieniądze na wyjazd do Holandii.

 

Oblewanie wypłaty

Za śmierć 34-latka prokuratura obwinia 36-letniego Grzegorza K. Polak był współlokatorem ofiary na Bodegraafse Kerkstraat. Obaj mieli świętować pierwszą, pełną wypłatę Kamila. Na stole w domu pojawił się alkohol. W pewnym momencie trunek wyzwolił w mężczyznach najgorsze emocje. Jak zeznaje oskarżony, Kamil miał obrażać jego rodzinę i zaatakować go butelką. Doszło do starcia, w którym 36-latek miał odrzucić młodszego kolegę i zadać mu jeden, czy dwa silne ciosy. To miało spokojnie wystarczyć, bo ilości wypitego alkoholu sprawiały, że ofiara ledwo sama stała na nogach.

Po tych wydarzeniach K. miał wyjść na dwór zapalić. Gdy po chwili wrócił do domu, zobaczył, że Kamil nadal nie umie się pozbierać i plączą mu się nogi. W zaistniałej sytuacji Grzegorz K. udał się do swoich znajomych  również mieszkających w Bodegraven. Tak przynajmniej prezentuje się wersja wydarzeń zaprezentowana przez oskarżonego.

 

Według sekcji zwłok Kamil zmarł w sobotę 23 czerwca 2018 roku pomiędzy godziną 2 a 11 rano. Śmierć ta była, zdaniem prokuratura, niezrozumiała, okrutna oraz obarczona ogromnym ładunkiem przemocy. Sprawca miał działać okropnie i poniżająco. Dlatego też zdaniem prokurator Aafke Algera należy mu wymierzyć karę 12 lat pozbawienia wolności.

 

W swoich zeznaniach K. od samego początku nie przyznaje się do morderstwa. Zeznając mówił, iż wrócił do swojego mieszkania w tę feralną noc około godziny 5 nad ranem. Wtedy też zastał Kamila leżącego na schodach. Mężczyzna przeszedł nad nim i poszedł do swojego pokoju. Jak tłumaczył sądowi, przez myśl mu nie przeszło, by 34-latek mógł być martwy. Dopiero o 6 rano obudził go jego inny współlokator, który przekazał K. wiadomość o śmierci Kamila.

 

Współlokator

Kamil i Grzegorz mieszkali jeszcze z jedną osobą. Człowiek, który poinformował K. o śmierci Kamila, miał powiedzieć przed sądem, że oskarżony był zszokowany tą wiadomością. Niemniej jednak to właśnie K. uznano za mordercę. Na jego niekorzyść świadczą między innymi SMS-y pisane do znajomego. Można w nich było przeczytać, iż K. wymierzył kilka ciosów ofierze, a ta teraz ona nie żyje. Oprócz tego K. opuścił dom, w którym mieszkał, szybko został jednak namierzony i złapany przez policję. Mężczyzna zaprzeczał jakoby chciał uciec do Polski.

Tym, co w dużej mierze może przesądzić o wyroku, są zaś zeznania współlokatora. Miał on stwierdzić, iż widział jak K. około drugiej w nocy kopie Kamila. To niejako pasowałoby do śladów znalezionych na zwłokach. Na szyi denata zabezpieczono bowiem odciski butów K.

 

Areszt

Wszystko to spowodowało, iż 36-latek trafił do aresztu, w którym przebywa już od około 1,5 roku. Jego prawnik jest jednak pewny niewinności swojego klienta. W toku postępowania, z jego inicjatywy, dokonano kolejnych przesłuchań współlokatora tej dwójki. Na skutek pewnych problemów technicznych miały one miejsce w Polsce. Człowiek ten potwierdził, iż sprawcą zabójstwa jest K. Niemniej jednak obrona uważa te zeznania za niewiarygodne. Wytyka przed sądem wiele sprzecznych zeznań i niezgodności. Ponadto wskazuje na to, iż świadek ten spożywał alkohol oraz najprawdopodobniej zażywał narkotyki. Dlatego też sąd nie powinien brać ich pod uwagę. A w całej sprawie istnieje wiele dowodów świadczących o niewinności 36-latka. Jednym z nich ma być choćby brak śladów DNA K. na szyi ofiary, którą podobno uduszono.

 

Wyrok

Sąd wyda orzeczenie w sprawie 5 grudnia. Wtedy też dowiemy się, czy wymiar sprawiedliwości przychylił się do wniosku prokuratury, czy też rozpatrzył wszystkie niejasności na korzyść oskarżonego. Pewne jest jednak, iż niezależnie od decyzji sądu K. będzie mógł się w końcu spotkać z rodziną, ponieważ od czasu aresztowania mógł kontaktować się tylko z prawnikiem.