Miliony euro dla wyznawców Allacha w Holandii

Arabia Saudyjska, Katar i Kuwejt wpływają na sytuację w Holandii bardziej, niż może się to wydawać. Czy mieszkańcy Niderlandów mogą obawiać się cichej, światopoglądowej indoktrynacji?

Wpływ jednego kraju na drugi wielu ludziom kojarzy się z narzucaniem jakiejś woli i dotyczy spraw politycznych. Niemniej jednak wiele państw może wywierać wpływ i urabiać inne nacje nie tylko metodami siłowymi i nacisku politycznego. Działania tego typu podejmują nawet nieduże kraje, które nigdy nie aspirowały do miana światowych potęg. Tak jest właśnie w przypadku Kataru, Arabii Saudyjskiej czy Kuwejtu, które jak pokazuje oficjalny niderlandzki raport, w sposób miękki działają w królestwie tulipanów.

Pieniądze

Urzędnicy wskazują przede wszystkim na kwestie finansowe. Z rejonu Zatoki Perskiej od dłuższego czasu do Królestwa Niderlandów płynie rzeka pieniędzy. Stowarzyszenia, nierzadko powiązane z tamtejszymi rządami, zakładają w Holandii meczety, administrują nimi czy zapewniają wsparcie finansowe dla działających już obiektów kultu Proroka Mahometa. Podobna sytuacja ma miejsce w sferze edukacyjnej. Petrodolary finansują zarówno islamskie szkoły, jak i „szkółki niedzielne” czy ochronki, świetlice przy meczetach.

Poglądy

Z bliskiego wschodu do Holandii płynie jednak nie tylko pieniądz, ale również myśl i idea. W wielu świątyniach wykładają imamowie i kaznodzieje, którzy pobierali nauki we wspomnianych wyżej krajach. Są przez nie opłacani i prezentują poglądy powszechne na ich terenie. Wierni czy uczniowie mogą zaś otrzymać bezpłatne materiały naukowe, czy popularnonaukowe dotyczące określonych kwestii światopoglądowych lub religijnych.

Milionowe wpływy do meczetów

Skalę tego typu działań doskonale unaocznia sytuacja meczetu Essalam w Rotterdamie. To miejsce modlitwy i skupiona wokół niego muzułmańska, otrzymało w ubiegłym roku darowizny w wysokości 8 milionów euro. Większość tej kwoty wpłynęła na konto świątyni właśnie z rejonu Zatoki Perskiej.

Raport zauważa, iż pomimo tak ogromnych przepływów kapitału władze w Hadze nie mają nad tym kontroli. Nie ma obecnie bowiem żadnej agencji rządowej, która monitorowałaby przelewy środków z zagranicy. To zaś rodzi brak przejrzystości w działaniach finansowych takich podmiotów społecznoreligijnych i pozwala w skrajnych sytuacjach finansować nawet działalność terrorystyczną. Pieniądz może po drodze bowiem po prostu się rozpływać.

 

Salafici

Holendrzy oprócz niejasności finansowych boją się również radykalizacji społeczeństwa. Nie chodzi tu tylko o wizję świata dobrobytu prezentowaną mieszkaniom Niderlandów przez islamskie kraje takie jak Arabia Saudyjska. Ogromne zagrożenie niesie za sobą salaficki odłam islamu. Ten bardzo radykalny światopogląd wprost uderza w niewiernych, ukazując ich poddańczą rolę i może prowadzić do zwiększenia ekstremizmu religijnego wśród młodych, niderlandzkich muzułmanów. Od tego zaś niebezpiecznie blisko leży dżihad i ataki terrorystyczne na niewiernych.