Koniec fast food’ów w Holandii

koniec fast food'ów w Holandii?

Lubicie zajadać się frytkami, hamburgerami lub pizzą? Jeśli tak, to mamy dla Was złe wieści. Już niedługo dostęp do tego typu fast food’ów w największych holenderskich miastach może okazać się niemożliwy lub dość mocno ograniczony. Wszystko dlatego, iż gminy chcą walczyć z otyłością.

Samorządowcy pięciu największych miast Królestwa Niderlandów: Rotterdamu, Hagi, Utrechtu, Amsterdamu i Ede (tu owa „wielkość” jest nieco na wyrost), wystosowali pismo do Ministra Zdrowia. W dokumencie tym gminy proszą, by uzyskać możliwość sztucznego nadzoru nad wzrostem liczby restauracji typu fast food na swoim terenie. Działanie to miałoby znaleźć swoją podstawę w nowelizacji ustawy o ochronie środowiska, dzięki której gmina mogłaby mieć wpływ na wydawanie pozwoleń takim lokalom. Całe to ograniczanie, a nawet i zakazywanie działalności istniejącym już podmiotom, ma zdaniem samorządowców mieć jeden cel, walkę z otyłością.

Zmiany w przepisach

Gminy chcą zmienić zapisy dotyczące definicji zdrowego środowiska fizycznego. Owa zmiana ma polegać na dodaniu do niej paragrafów o czymś, co samorządowcy nazywają „środowiskiem żywnościowym”. Obecnie bowiem gminy mogą, np. walczyć ze smogiem w swoich miastach, zakazując kopciuchów czy wjazdu niektórych pojazdów, chroniąc tym samym zdrowie mieszkańców. Nie mają jednak żadnego wpływu na ich dietę. Nie mogą więc w żaden sposób ograniczyć spożywania niezdrowej żywności, która ma równie dewastujący wpływ na organizm człowieka, jak życie w spalinach samochodów.

 

Tylnymi drzwiami

Zdaniem holenderskich konstytucjonalistów, jedzenie jest postrzegane jako wolny wybór każdego człowieka. Jego dieta jest przejawem jego wolności i samostanowienia. Nie można więc za pomocą ustawy o ochronie środowiska zabronić korzystania z barów typu fast food. Jedynym wyjątkiem są tu, np. potrawy przyrządzane z zagrożonych gatunków, te są bowiem zakazane. Przepisy te nie mają jednak racji bytu gdy mowa o frytkach czy hot dogu.

Dlatego też niektórzy uważają więc, iż przepisy te mogłyby wejść w życie tylnymi drzwiami. Powołanie się, np. na dokuczliwe zapachy wydobywające się z lokalu lub papierki pozostawione przez klientów na ulicy, dałyby lepszą podstawę prawną do działania niż ingerencja w dietę mieszkańca miasta.

 

Co przyniesie przyszłość?

Ministerstwo Zdrowia Publicznego, Opieki Społecznej i Sportu pytane o tę sprawę nie mówi tak, nie mówi też jednak nie. Stwierdziło jedynie, iż będzie współpracować z samorządowcami i analizować sytuację. Dopiero gdy bliżej przyjrzy się tej sprawie, zdecyduje czy podjąć jakiekolwiek działania mające na celu nowelizację przepisów.
Sęk w tym, iż już jakiś czas temu naukowcy badający zwyczaje żywieniowe człowieka przeprowadzili już takie analizy. Wynikało z nich, że „menu” i związane z nim wybory żywieniowe w dużej mierze predestynowane są rodzajem i typem żywności w najbliższej okolicy. Dotyczy to nie tylko plemion w Amazonii prowadzących zbieracko-łowiecki tryb życia, ale równie mieszkańców miast i wsi.  Czyżby więc koniec fast food’ów w holenderskich metropoliach to tylko kwestia czasu?