Kolejny niebezpieczny skutek uboczny szczepienia tym razem w Holandii

GGD podaje niewłaściwe szczepionki

Zaledwie parę dni temu Światowa Organizacja Zdrowia znów dała zielone światło szczepionce firmy AstraZeneca. Gdy rządzący, w tym holenderski minister zdrowia, zachęcali do szczepienia i wyzbycia się obaw, 32-latka z Tilburga trafiła do szpitala. Znalazła się tam po szczepieniu przeciw COVID-19, w jej krwi wykazano ogromny niedobór płytek krwi. Europejski Urząd ds. Leków bada, czy to kolejny niebezpieczny dla zdrowia efekt uboczny.

Holenderka została dwa tygodnie temu zaszczepiona sepecikiem od firmy AstraZeneca. Jeszcze tego samego dnia z młodą kobietą zaczęło dziać się coś złego. Pojawiły się dreszcze i objawy grypy. Sytuacja ta utrzymywała się przez kilka dni. Po 10 dobach zaś na ciele mieszkanki Tilburga pojawiły się punktowe krwawienia. To był dla niej bardzo wyraźny sygnał alarmowy. Kobieta natychmiast postanowiła skontaktować się z lekarzem. Ten nakazał wykonać badania krwi.

 

Błąd w wynikach

Ich wyniki wprowadził lekarzy jak i samą zaszczepioną w osłupienie. Wyglądało to tak, jakby doszło do błędu systemu. Lekarze jednak niestety wskazali, iż wynik jest prawidłowy, a test został wykonany dobrze. W przypadku kobiet liczba płytek krwi uznawana jest za wynik w normie gdy znajduje się na poziomie od 150 do 400. U zaszczepionej badania dały wynik na poziomie 2. Co to oznacza? Płytki krwi odpowiadają za krzepnięcie. W zaistniałej sytuacji występuje ogromne ryzyko krwawienia. Zwykłe rozcięcie nożem kuchennym podczas przygotowania obiadu może spowodować, iż rana będzie krwawić godzinami. To jednak nie jest najgorsze. Każde nawet najmniejsze uszkodzenie naczyń krwionośnych może doprowadzić do krwotoku wewnętrznego. Zwiększa się również gwałtownie ryzyko krwotoku w mózgu, który może okazać się zabójczy.

 

Kobieta trafiła do szpitala, gdzie przez kilka dni poddawano jej silne środki farmakologiczne. Dzięki czemu udało się podnieść liczbę płytek krwi. Pozostaje jednak pytanie skąd więzła się małopłytkowość immunologiczna (ITP). Jest to choroba autoimmunologiczna, w której pacjent wytwarza przeciwciała przeciwko własnym płytkom krwi. Jeśli spowodowała to szczepionka przeciw COVID-19 okazałoby się, iż tak zmodyfikowała organizm, iż zaczął on zwalczać sam siebie, a szczepienia należy wstrzymać.

Dochodzenie

Naukowcy analizujący sprawę nie chcą obecnie powiedzieć, czy problemy zdrowotne 32-latki to efekt szczepienia AstraZenecą. Trwają badania mające to jednoznacznie potwierdzić lub obalić tę teorię. Wiadomo bowiem, iż ITP może być spowodowane także innymi czynnikami.

Warto jednak zauważyć, iż nie jest to pierwszy przypadek ITP po szczepieniu.  Podobna sytuacja miała miejsce u kilku pacjentów zaszczepionych preparatami od Pfizer / BioNTech i Moderna. Ile ich było nie wiadomo. Pewne jest jedynie, iż Holenderski instytut efektów ubocznych Lareb otrzymał ostatnio dwa raporty o ITP. Jeden z nich dotyczy właśnie opisywanej tu 32-latki, drugi osoby, której podano szczepionkę Pfizer.

 

Szczepmy się

Pomimo kolejnych, możliwych skutków ubocznych lekarze nadal nawołują do szczepień. Potencjalne zagrożenie jest bowiem niewspółmierne do korzyści, jakie daje nam szczepionka. Całą zaś sytuację epidemiolodzy porównują nieco do katastrof lotniczych. Samoloty są najbezpieczniejszym środkiem transportu. Niemniej jednak z racji na widowiskowość ich wypadków są szeroko nagłaśniane na świecie, dlatego też wiele osób boi się latać. Podobnie jest i ze szczepionkami. Te zostały już wstrzyknięte milionom ludzi, którzy mają się dobrze. Światowa opinia skupia się zaś na tych kilkunastu ofiarach śmiertelnych i hospitalizowanych, mimo iż specyfiki te uratowały miliony ludzkich istnień przed zakażeniem.