Kibice atakują ratowników walczących o życie mężczyzny

Kibice atakują ratowników walczących o życie mężczyzny

Mecze piłki nożnej, zwłaszcza pod koniec sezonu, mogą powodować ogromne emocje. Gdy jednak dochodzi do sytuacji takich jak ta po niedzielnym meczu między NAC z NEC, trudno zrozumieć zachowanie niektórych ludzi. Niektórzy zastanawiają się nawet, czy można mówić jeszcze o ludziach, czy już o potworach. Czym jest spowodowana ta złość? Atakiem na ratowników, którzy starali się ocalić życie mężczyzny.

rozliczenie podatku z Holandii

W poniedziałek zmarł kibic NAC, o którego życie walczono podczas zamieszek mających miejsce po meczu NAC z NEC. Wtedy to doszło do prawdziwej wojny między zwaśnionymi kibicami. W ruch poszły racę, płoty, pięści i wszystko to, co fani piłki nożnej i bijatyk, mieli pod ręką. W tym czasie ratownicy i policjanci będący na stadionie starali się uratować kibica NAC z Oosterhout. Mężczyzna źle się poczuł, stracił przytomność i przestał oddychać.

 

Walka o życie ofiary….

W walkę o życie ofiary natychmiast zaangażowały się znajdujące się przy stadionie służby medyczne i jeden z patroli policji. Mężczyzna został reanimowany poza murami stadionu. Przybyły na miejsce personel pogotowia znalazł się jednak w strefie wojny. Gdy lekarze i ratownicy prowadzili resuscytacje krążeniowo-oddechową, kibice NEC rzucali w ich stronę kubkami po piwie i butelkami. W stronę ofiary poleciały też kamienie i race. Jedna z nich trafiła nawet w nieprzytomnego.

 

I o własne

Dla kibiców NEC było obojętne, iż ofiara walczy o życie. Niektórzy wychodzi najprawomocniej z założenia, iż jeśli umrze, będzie nawet lepiej. W efekcie część improwizowanych pocisków trafiała też w ratowników. Oberwało się również funkcjonariuszom policji próbującym pomagać pogotowiu. W efekcie doszło do sytuacji, w której jeden oddział policji musiał pomagać ratownikom, a drugi musiał osłaniać tych pierwszych, by mogli w spokoju zając się poszkodowanym.

Interwencja

By uspokoić sytuację i pozwolić bezpiecznie opuścić obszar zamieszek karetce z kibicem, policja musiała użyć jednostek prewencji, patroli z psami, końmi. W efekcie starć kilkunastu funkcjonariuszy zostało rannych. Jeden z nich ma połamane ręce na skutek działań kiboli. Szkody są również w sprzęcie. Jeden z radiowozów został ostrzelany ciężkimi fajerwerkami. Podobny los spotkał również karetkę pogotowia.

Przegrana walka

W poniedziałek ze szpitala przyszły niestety złe wieści. Kibic zmarł. Lekarze nie chcą jednoznacznie powiedzieć czy za jego śmierć odpowiadają inni kibice, utrudniający akcję ratunkową, przez co znacznie wzrósł czas, w jakim niesiono poszkodowanemu pomoc. Medycy nie mają jednak złudzeń, iż to do czego doszło w niedzielę to akt zwykłego barbarzyństwa, a atakujących medyków i ofiarę trudno nawet nazywać ludźmi. Trudno ich nawet nazwać zwierzętami, bo te często pozwalają człowiekowi działać, gdy widzą, iż pomaga on jednostce z ich stada.

 

Usiłowanie zabójstwa

Policja aresztowała po meczu kilkanaście osób. Obecnie analizowany jest monitoring z zajścia. Do środy 12 mundurowych zgłosiło już do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w postaci ataku na funkcjonariuszy, a nawet usiłowanie zabójstwa, do jakiego miało dojść w okolicach stadionu Rat Verlegh w Bredzie. Wypada więc liczyć, iż sprawiedliwość dosięgnie tych barbarzyńców, którzy śmią się nazywać kibicami.