Holenderska armia zapomina o swoich sojusznikach

Holenderska armia zapomina o swoich sojusznikach

Złapią go. Zwiążą, każą patrzeć, jak gwałcą jego żonę, dzieci. Jak podrzynają im gardło lub wypruwają żywcem wnętrzności. Później, gdy będzie miał szczęście, zastrzelą go. Jeśli będzie miał pecha, będą odcinać mu głowę żywcem lub podpalą, nagrywając pokazowy film z egzekucji. Dlaczego? Bo kiedyś pomagał Holendrom. Kiedyś sprzymierzył się z niewiernymi. Za ten zaś grzech i hańbę on i jego rodzina muszą zapłacić śmiercią. Gdzie są Holendrzy? Ci zostawili go tutaj samemu sobie.

O kim mowa? O dziesiątkach tłumaczy będących na usługach holenderskiej armii w Afganistanie. Ludzie ci z narażeniem życia współpracowali z Europejczykami, by zaprowadzić ład i porządek w swoim kraju. Gdy jednak holenderscy żołnierze wycofali się z Afganistanu, osoby te z całymi swoimi rodzinami zostały pozostawione same sobie. Wielu z nich musi się ukrywać, by ratować życie. Rząd w Hadze, gdy rozpoczynali współpracę z armią, obiecał, jak najszybszą ewakuację do Holandii. Rutte jednak nie wywiązał się z tej obietnicy. Dla rządu ludzie ci nie są zbyt ważni. Dla Talibów zaś to zdrajcy. Czyżby więc już niedługo gabinet w Hadze miał mieć krew kobiet i dzieci na swoich rękach?

 

70 rodzin

Ministerstwo Obrony poinformowało, iż w Afganistanie nadal ukrywa się co najmniej 70 rodzin tłumaczy, którzy mieli trafić do Holandii. W czerwcu ustępujący minister Ank Bijleveld obiecał zrobić wszystko, co możliwe, aby zapewnić tłumaczom bezpieczeństwo przed odejściem wojsk holenderskich. Armia jednak się wycofała, pozostawiając swoich współpracowników i przewodników bez jakiejkolwiek ochrony.

 

Papier kontra ludzkie życie

Gdy Afgańczycy ukrywają się po piwnicach i żyją w ciągłym strachu, MON tłumaczy, iż owszem złożyło wniosek o ewakuację tłumaczy i ich rodzin, ale stało się to dopiero w ubiegłym miesiącu i wszystko jest dopiero powoli sprawdzane i procedowane. Należy to zrobić bardzo dokładnie, ponieważ pojawiło się również wiele wniosków od Afgańczyków, którzy nigdy nie pracowali dla holenderskiego wojska. Kwestie formalne są więc ważniejsze niż ludzkie życie. Do momentu aż urzędnik nie powie tak, Afgańczyk nie może być ewakuowany. Jeśli zaś do tego czasu wyrżną jego rodzinę, no cóż, to jego problem. Holandia robi bowiem wszystko, co w jej mocy.

Nie tylko tłumacze

O swój los obawiają się zresztą nie tylko tłumacze służący holenderskiej armii. Również wielu afgańskich ochroniarzy, pracujących dla europejskiej misji policyjnej, drży o życie swoje i swoich bliskich. Dla Talibów nie ma bowiem znaczenia, czy pracowali oni dla armii, czy jednostek cywilnych państw UE. Działali dla wroga, dla niewiernych więc musi spotkać ich kara.
Czy oni też będą ewakuowani? EuroPol wskazuje, że ci Afgańczycy muszą być w stanie wykazać, że wykonywali zadania dla holenderskiej policji czy policji z innych krajów wspólnoty. Nikt zaś nie mówi, iż ludzie ci często z obawy o własne, życie pierwszym co zrobili po opuszczeniu kraju przez wojska zachodu, było to, że spalili swoje dokumenty, aby nie były dowodem „zdrady”

Nic się nie zmienia

Czy więc jest szansa na ratunek dla tych ludzi? Holenderska Rada ds. Uchodźców i Weteranów Wojennych alarmowała już w kwietniu o losie tych ludzi. Pod koniec czerwca MON zaczął jednak dopiero działać. To tylko pokazuje, jak Holendrzy dbają o swoich sojuszników.