Holender znika po wyjściu z polskiego aresztu

Zwykle informujemy o Polakach, którzy z niewyjaśnionych przyczyn zaginęli w Niderlandach. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z całkowitym odwróceniem sytuacji i to w prawie każdym aspekcie.

Tranzyt

52-letni Holender, kierowca ciężarówki z gminy Sittard-Geleen Rob Wijhers, nie daje znaku życia od prawie tygodnia. Nikt nie wie, co się stało z mężczyzną, którego ostatni raz widziano w… Polsce.

Holender jechał swoim tirem pełnym ładunku ze wschodniej europy. Niedługo miał przekroczyć granicę Polski, przejechać przez Niemcy i wrócić do Holandii. Niestety czekał go jeszcze dłuższy, wymuszony postój. Zanim pokonał Odrę, musiał zatrzymać się jeszcze po polskiej stronie w Słubicach, na jednym z przygranicznych parkingów.

 

Policyjne dochodzenie

Z mężczyzną, będącym w Polsce, stara się skontaktować córka. Ta na początku nie była zdziwiona brakiem kontaktu z ojcem. Czasem się to zdarzało, ale przeważnie zawsze później oddzwaniał. Niestety, gdy już drugi dzień z rzędu nie miała od niego wieści, kobieta zaczęła się poważnie niepokoić i zawiadomiła policję.

Holenderscy stróże prawa, po ustaleniu ostatniej domniemanej pozycji pojazdu tirowca, skontaktowali się ze swoimi polskimi odpowiednikami. Tira odnaleziono na wspomnianym już parkingu w Słubicach. Pojazd jednak stał pusty, pozostawiony przez swojego właściciela całkowicie bez nadzoru. Wstępne dochodzenie zrodziło jeszcze więcej pytań. Tir i jego ładunek były w nienaruszonym stanie. W szoferce znaleziono zaś smartphone kierowcy i inne rzeczy osobiste. W pojeździe znajdowała się również pewna suma pieniędzy.

 

Co się stało

Odnaleziony dobytek jednoznacznie wskazywał, że nie doszło do żadnego rozboju. Nikt z rabusiów włamujących się do ciężarówki nie zostawiłby tylu „fantów”. Również ucieczka i zaplanowane zniknięcie kierowcy są mało prawdopodobne. W takiej sytuacji mężczyzna zabrałby przynajmniej posiadaną przy sobie gotówkę i dowód osobisty w razie ewentualnej kontroli. Porwanie również jest wątpliwe. Gdyby ktoś chciał zadać sobie tyle trudu, by uprowadzić Holendra z pojazdu, nie zamykałby raczej za sobą drzwi szoferki, ponadto nigdzie nie było widać żadnych śladów walki. W grę wchodził również ewentualny zawał lub wylew, taki incydent mógł się przydarzyć Holendrowi, gdy np. spacerował w okolicy pojazdu. Przybyłe na miejsce pogotowie, ratując ludzkie życie, nie zastanawia się nad imieniem i nazwiskiem ofiary. Niestety okoliczne szpitale nie przyjęły do hospitalizacji żadnych obcokrajowców bez dokumentów. Inne hipotezy mówią o utonięciu podczas kąpieli w Odrze. W przypadku tej tezy nie odnaleziono jednak na pobliskich brzegach rzeki żadnych porzuconych ubrań. Ponadto pogoda w tym czasie raczej nie sprzyjała kąpieli.

 

Co więc się stało z holenderskim kierowcą? Nie wiadomo. Policja i rodzina proszą wszystkich, którzy mogą mieć jakiekolwiek informacje w tej sprawie o zgłaszanie się do holenderskich lub polskich funkcjonariuszy.

 

Rysopis:

Wiek: 52 lat

Wysokość: 1.79 cm

Kolor włosów: Czarny / szary

Płeć: Mężczyzna

Cechy:

Tatuaż na górnym ramieniu (róża i jaskółka)

Tatuaż na nadgarstku (Litera M )

 

Nieoczekiwana wiadomość

W niedzielne popołudnie do Holandii dotarły bardzo ciekawe informacje. Rzecznik polskiej policji poinformował, że najprawdopodobniej polska drogówka znalazła Holendra i… umieściła go w areszcie. Miał to być finał akcji zatrzymania holenderskiego pijanego kierowcy, który w ubiegły poniedziałek zygzakował na jednej z lokalnych dróg. Pojazd został zatrzymany na parkingu przy jednej z przygranicznych stacji benzynowych. Mężczyzna był tak pijany, że z trudnością dmuchał do ustnika. Podczas jednej z takich prób nawet zasnął. W końcu jednak udało się dokonać pomiaru. Kierowca miał 2,2 promila alkoholu we krwi. W efekcie Holender trafił do izby zatrzymań na lokalnym posterunku. Gdy się wyspał i wytrzeźwiał, funkcjonariusze zwolnili Niderlandczyka. Wtedy też, we wtorek 21 maja, jego córka rozmawiała z nim po raz ostatni. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że nie wspominał o swoim zatrzymaniu. Od tamtego momentu nie było już z nim żadnego kontaktu.