Gwałcił 14-letnią córkę, ale nie jestem pedofilem

nie nie jestem pedofilem

39-letni mężczyzna z Landerd, pod nieobecność swojej żony zgwałcić trzy razy 14-letnią córkę. Gdy sprawą zajęła się policja, śledczy znaleźli na jego komputerze w domu i w pracy pornografię dziecięcą. Mężczyzna jednak cały czas twierdzi, iż nie jest pedofilem. Swoje zdanie podtrzymał nawet podczas toczącego się we wtorek procesu.

Koleżanki z klasy

Gdy matka 14-latki była na wakacjach, córką postanowił „czule” zaopiekować się jej ojciec. Dziewczyna została trzykrotnie zgwałcona przez starszego od niej o 25-lat rodzica. Skrzywdzona nastolatka podzieliła się swoją historią nie matce, a koleżankom z klasy. W ten sposób sprawa ujrzała światło dzienne. Czemu dziewczyna nie opowiedziała o tym mamie? Być może bała się, iż ona z tym nic nie zrobi. Tak zresztą się stało. Matka, gdy się o tym dowiedziała, miała zgłosić sprawę, ale tego nie zrobiła. Służby zawiadomiła dopiero siostra ojca, gdy dowiedziała się jaki horror dziecku zgotował jej brat.

Proces

Gdy proces ruszył, ojciec powiedział, iż nie pamięta, jak jego córka zareagowała na współżycie. Niepamięcią nie mógł się jednak zasłonić, gdy na komputerze znaleziono 135 fotografie z pornografią dziecięcą. Tam pojawił się argument, iż została ona ściągnięta przypadkiem razem z grą. Wtedy też wyszło na jaw, iż jego żona wiedziała o tego typu materiałach. Miała ona bowiem znaleźć na komputerze partnera maile z taka treścią, które usuwała po uzgodnieniu z nim.

 

Przeprowadzka

Po tych znaleziskach rodzina postanowiła opuścić dom i się przeprowadzić. Gdy jednak i tam policja dokonała nalotu, znów znalazła ponad 100 zdjęć z pornografią nieletnich, tym razem na służbowym komputerze. Ponadto oskarżony miał udostępniać innym te treści przez Skype.

Syndrom sztokholmski?

Zgwałcona przez ojca nastolatka nie mieszka już z rodzicami. Od końca ubiegłego roku przebywa w ochronce. Na ostatnim posiedzeniu 14-latka nie pojawiła się w sądzie. List od niej przeczytała matka. W tekście tym ofiara zapewnia, że ​​nie chce, aby jej ojciec trafił do więzienia. Również on, co zrozumiałe, nie chciałby trafić za kraty za gwałt na małoletniej córce. Niemniej jednak, zamiast wskazywać tu na obawy o własne życie, podaje argument finansowy, ponieważ to on utrzymuje rodzinę, a zza krat nie byłby już w stanie tego robić.
W zaistniałej sytuacji trudno jednoznacznie powiedzieć, czy dziewczyna wybaczyła ojcu, czy boi się o swój status materialny lub też pojawił się tu syndrom sztokholmski, w którym to ofiara zaczyna identyfikować się i współczuć swojemu oprawcy uważając, iż ona jest temu wszystkiemu winna.

 

Prokurator widzi tę sprawę jednak inaczej. Domaga się dla oskarżonego kary dwóch lat pozbawienia wolności, z czego jeden rok miałby być w zawieszeniu na okres próby również jednego roku. Oprócz tego oskarżyciel domaga się nadzoru kuratora, leczenia i unikania kontaktu z nieletnimi oraz zaprzestania oglądania pornografii dziecięcej.

 

Nie jestem pedofilem

Okolicznością łagodzącą w tej sprawie może być to, iż oskarżony sam zgłosił się po pomoc do Kairos, instytucji zajmującej się ambulatoryjnym, sądowym leczeniem psychiatrycznym. Pomoc ta jednak dość szybko uległa zawieszeniu, gdy 39-latek nie zgodził się z diagnozą, iż jest on pedofilem. Tak, miał na komputerze treści pedofilskie, tak zgwałcił 14-letnią córkę. W ostatnich słowach przed sądem stwierdził, iż nie uważa się jednak za pedofila i przeprasza swoje dziecko za to co jej zrobił. Wyrok za około dwa tygodnie.

 

rozliczenie podatku z Holandii