Wyścig F1 na torze Zandvoort już przesądzony

Verstappen znów zdobywa tytuł mistrza świata w kontrowersyjnych okolicznościach

Do wtorkowego popołudnia praktycznie wszyscy miłośnicy sportów motorowych czekali w niepewności na wyrok holenderskiego sądu. Wymiar sprawiedliwości rozpatrywał bowiem w sprawie pozwolenia przyrodniczego ze względu na możliwą nadmierną emisję azotu. Ekolodzy z Mobilisation for the Environment, domagali się bowiem cofnięcia zgody na organizację wyścigu. Sąd jednak oddalił ich powództwo, nie zgadzając się z nim.

Konflikt

Wyścig F1 do Holandii ma wrócić po ponad trzech dekadach. Dla wielu mieszkańców krainy tulipanów jest to ogromny powód do dumy, tym bardziej iż w tym sezonie ich rodak ma duże szanse na zdobycie tytułu mistrza świata. Z drugiej jednak strony w Królestwie Niderlandów można znaleźć tysiące przeciwników tego typu imprezy. Wszystko dlatego, iż tor z Zandvoort, położony częściowo na wydmach, znajduje się na obszarach ważnych dla środowiska naturalnego, gdzie bytują, np. ropuchy paskówki, chronione prawem. Notabene, o właśnie te płazy miał miejsce kilka dni temu już jeden proces sądowy.

 

Proces

Sąd na początku tygodnia rozważał nie tyle dobro płaza a ponadnormatywną emisję azotu, która mogłaby doprowadzić do odwołania wyścigu. Uznał on jednak, iż poczyniono już zbyt duże przygotowania, by po raz pierwszy od 36 lat bolidy F1 wyjechały na tor w tym nadmorskim kurorcie. Odwołanie imprezy groziłoby więc nawet upadłością całego toru i ogromnymi karami finansowymi. Podejście to również poniekąd rozumieli ekolodzy, wskazując, iż nie są przeciw samemu Grand Prix, ale chcą, by to odbyło się bez publiczności. Gospodarze imprezy nie zgodzili się jednak na tę alternatywę. Nie doszło więc do porozumienia i sprawą zajął się sąd. Wniosek trafił na wokandę w lipcu. Wtedy to sędzia zdecydował, iż aby podjąć decyzję, należy zapoznać się z radą ekspertów. Ci zaś mieli na to trzy miesiące, więc do końca września, już po wyścigu. W efekcie sąd nie miał podstaw, by cofnąć zezwolenie z racji uchylenia wcześniej nadanych pozwoleń przyrodniczych. Mówiąc inaczej, wyścig się odbędzie.

Pogróżki

Decyzja ta powinna uspokoić wszystkich miłośników sportów motorowych, którzy od 36 lat czekają na powrót bolidów do Holandii. Niektórzy z nich byli tak żądni wyścigu, iż jak donosi policja, wysyłali oni nawet pogróżki do ekologów, protestujących przeciw imprezie.
Teraz więc pozostaje czekać tylko do niedzieli, licząc na to, iż pogoda nie pokrzyżuje szyków, jak miało to miejsce w ostatni weekend na Spa w Belgii.