Dochodzenie w sprawie śmiertelnego wypadku Polaka potrwa jeszcze długo

Policja informuje, że śledztwo w sprawie śmiertelnego wypadku, w którym zginęło dwóch Polaków, jadących motocyklem w Wernhout, potrwa co najmniej kilka tygodni.

Jakiś czas temu informowaliśmy na łamach naszej strony o śmiertelnym wypadku polskich motocyklistów w Wernhout. W sprawie tej wypowiedział się ostatnio również rzecznik prasowy lokalnej policji. Nie miał on jednak dobrych wieści. Jego zdaniem całe dochodzenie potrwa z pewnością jeszcze kilka tygodni.

Prędkość

Funkcjonariusze skupiają swoją uwagę w dużej mierze na prędkości, z jaką poruszał się jednoślad. Tam, gdzie doszło do wypadku, tuż za terenem zabudowanym wioski, znaki wskazują ograniczenie prędkości do 80km/h. Istnieją jednak dość poważne podejrzenia, iż motocyklista pokonywał tę trasę z dużo większą prędkością. Tak przynajmniej twierdzą świadkowie. Kierowca jednośladu miał również podobno złamać przepisy tego feralnego dnia.

W celu określenia prędkości, z jaką w momencie wypadku poruszał się motocykl, śledczy ściągają i analizują nagrania z wszystkich kamer monitoringu. Mogły one bowiem uchwycić przejazd maszyny. Następnie klatka po klatce obliczają ruch pojazdu względem stałych punktów odniesienia, takich jak np. latarnie, pozwala to obliczyć prędkość chwilową. Dane te będą później porównywane z analizą śladów na drodze oraz silnika wraku jednośladu. W tych działaniach policyjnych techników wspiera Holenderski Instytut Sądowy (NFI), służąc wiedzą, doświadczeniem i niezbędnym sprzętem.

Policjanci na chwilę obecną nie są w stanie ustalić, czy winny jest polski kierowca motocykla, czy szofer ciężarówki.

Podejrzany kierowca

Do momentu, w którym NFI nie skończy dochodzenia i nie przedstawi wraz z policyjnymi technikami wyników swojego śledztwa, głównym podejrzanym pozostaje kierowca ciężarówki. Ten 41-letni kierowca cofając na parkingu, wyjechał na drogę co zakończyło się wypadkiem. Policja nie chce jednak ferować wyroków i wskazuje na to, że kierowca wykonywał manewr pojazdem dobrze oświetlonym. Ponadto wycofywał w rejonie latarni ulicznych, co dodatkowo potwierdza, iż pojazd był należycie widoczny. Droga zaś w tym miejscu pozbawiona byłą zakrętów czy wzniesień utrudniających widoczność. To zaś oznacza, jeśli wierzyć zeznaniom kierowcy, mówiącym o tym, iż wykonywał manewr, po uprzednim upewnieniu się, że nic nie jedzie, iż motocyklista nadjechał z taką prędkością, iż nie zdążył zareagować na zagrożenie.