Atak w pociąg nieopodal Schagen

Już nie trzeba biletu by jeździć pociągiem

W nocy z piątku na sobotę doszło do ataku w pociągu nieopodal Schagen. W składzie odpalono ciężkie fajerwerki. Po tym fakcie wiele osób skarżyło się na problemy ze słuchem. Trzech podróżnych odniosło zaś lekkie fizyczne obrażenia. Funkcjonariusze badający sprawę zastanawiają się nad rolą rannego 18-latka. Czy to ofiara, czy sprawca?

Około godziny 2:15 w pociągu jadącym z Amsterdamu do Den Helder odpalono ciężkie, zakazane w Holandii fajerwerki. Na skutek eksplozji w rękę ranny został 18-latek z Schagen. Jak wskazuje NS, młody mężczyzna został opatrzony przez personel karetki. W ręce medyków pogotowia trafiły też dwie osoby będące relatywnie blisko miejsca eksplozji i które skarżyły się na bardzo poważne problemy ze słuchem.

 

Sprawca

Kto jest winny tego chuligańskiego ataku? Oficerowie policji koncentrują swoje dochodzenie obecnie na nastolatku z Schagen. Nie został on jednak aresztowany, nie usłyszał również żadnych zarzutów. Policja oficjalnie nie zdradziła również jakie fajerwerki odpalono w pociągu. Trudno bowiem wskazać faktycznie jak wielką mocą one dysponowały, ponieważ w małych pomieszczeniach, takich jak wagony, dźwięk bardzo dobrze się roznosi, przez co odgłos może być jeszcze mocniejszy, niż wynikałoby z ilości mieszanki pirotechnicznej (to tak jakby odpalać petardy w metalowym wiadrze).

 

Więcej poszkodowanych

Początkowo ratownicy mówili tylko o 3 poszkodowanych. Służby medyczne uważają jednak, iż ludzi, którzy ucierpieli na skutek hałasu, może być więcej. Jeśli w najbliższych dniach ktoś z pasażerów będzie się skarżyć na problemy ze słuchem, powinien udać się do lekarza rodzinnego.
Może on również z głosić się na policję i złożyć oficjalne zawiadomienie w tej sprawie.

 

Walka ze sprzedawcami

Sytuacja mająca miejsce w pociągu doskonale pokazuje, dlaczego władze Holandii co roku wydają setki tysięcy euro na walkę z nielegalną sprzedażą sztucznych ogni. Ciężkie fajerwerki, takie jak popularne „cobry”, nie są dostępne w Holandii. Popyt jednak na nie jest tak duży, iż co roku znajdują się setki osób przewożących je nielegalnie przez granicę i sprzedających je potem z bagażnika czy ogrodowej szopy. Część tych sztucznych ogni kupują ludzie, którzy faktycznie odpalą je w sylwestrową noc. Wiele trafia jednak w ręce chuliganów i grup przestępczych czego efektami są incydenty takie jak opisywany tutaj.

 

 

Źródło:  Nu.nl