Alkohol narkotyki i śmierć Polaka na drodze

Prokuratura w mowie końcowej domaga się 2 lat więzienia dla kierowcy, który przyczynił się do śmierci 28-letniego Polaka. Prowadzący pojazd, sprawca wypadku, był pod wpływem alkoholu i narkotyków.

Retrospekcja

3 października doszło do kłótni między parą. Dziewczyna nie chciała iść ze swoim 34-letnich chłopakiem, mieszkającym w Fijnaart, na imprezę. Ten więc poszedł sam na przyjęcie do swoich przyjaciół. Impreza miała bardzo „bujny” przebieg. Mężczyzna wypił na niej dużą liczbę piw, wypalił też kilka skrętów z marihuaną. Balanga trwała całą noc. Dopiero nad ranem 34-latek położył się spać na około dwie godziny.

Gdy wstał, stwierdził, że potrzebuje pieniędzy. Na pytanie sądu, czy były one mu potrzebne, by kupić więcej napojów, oskarżony ze smutkiem przytaknął. Miał łzy w oczach. By zdobyć fundusze i kupić alkohol postanowił pojechać do miasta.

 

Wypadek

W tej niestety tragicznej w skutkach podróży postanowiły mu towarzyszyć trzy osoby. W tym 28-letni Polak.

Jak zeznał podczas procesu, mężczyzna siedzący na siedzeniu „pilota”, ludzie w samochodzie byli zszokowani prędkością, z jaką prowadził mieszkaniec Fijnaart. Mężczyzna jechał Papendijk w kierunku Geffen. Wyjeżdżając spod wiaduktu A59, mężczyzna stracił panowanie nad maszyną i uderzył w krawężnik na rondzie. Auto koziołkowało i zatrzymało się 85 metrów dalej na płocie.

 

Kilka chwil po wypadku „pilot” zobaczył, iż tylko on jest przytomny we wraku samochodu. Kierowca, jak i jeden z siedzących z tyłu pasażerów, wiszą omdlali na pasach bezpieczeństwa. Brakowało ostatniego pasażera. Drzwi, przy których siedział, były wyrwane, nie wytrzymały siły uderzania. Polak siedzący zaś przy nich leżał kilkanaście metrów dalej na ulicy.

 

Badania

Gdy ranni zostali zabrani do szpitala, sprawę wypadku przejęli policyjni technicy. Śledczy ustalili bardzo szybko, iż na trzech pasach w samochodzie znajdują się tak zwane „ślady wypalenia” wskazujące, iż podczas wypadku zadziałał napinacz. Czegoś takiego nie było jednak na pasie, w miejscu, gdzie siedział Polak. To zaś oznaczało, iż jedyna śmiertelna ofiara wypadku nie miała zapiętych pasów bezpieczeństwa.

Proces

Brak zapiętych pasów stał się podstawową linią obrony pijanego i będącego pod wpływem narkotyków kierowcy. Podczas badania alkomatem, chwilę po wypadku, śledczy odkryli we krwi 34-latka 1,77 miligrama alkoholu: dozwolone było tylko 0,2 miligrama. To jednak dla obrony nie ma większego znaczenia. Prawnik wskazywał podczas całego postępowania, iż miejsce, gdzie siedział 28-latek, z tyłu po prawej stronie nie nosiło śladów uszkodzenia. Samochód nie został tam wgnieciony, a siedzenie było nienaruszone. To zaś miało oznaczać, iż ofiara zginęła nie na skutek szalonej jazdy kierowcy, ale dlatego, że nie zapięła pasów.

Prokurator potwierdza, że niezapięcie pasów bezpieczeństwa „nie jest mądre”, tak samo, jak wsiadanie do pojazdu pijanego kierowcy. Niemniej jednak, nie może to być okoliczność łagodząca. Prowadzący samochód 34-latek wiedział bowiem, że wypił zbyt dużo i wypalił kilka skrętów. Mimo to postanowił jednak prowadzić bardzo agresywnie. Robił to całkowicie świadomie, narażając siebie i innych na niebezpieczeństwo. Ponadto on sam powinien sprawdzić, czy wszyscy pasażerowie mają zapięte pasy. Jest to obowiązek kierowcy.

To jednak nie wszystko. Ogromne znaczenie ma również przeszłość mieszkańca Fijnaart. Kierowca już w 2008 roku został skazany za kierowanie pojazdu pod wpływem alkoholu. Miało to miejsce w jego rodzinnym kraju, Polsce. W 2016 skazano go zaś za przestępstwa związane z narkotykami. Zdaniem więc prokuratora, oskarżony Polak jest recydywistą, który pomimo kary nadal chętnie sięga po narkotyki i prowadzi pod wpływem. To zaś w połączeniu z wypadkiem, w którym śmierć poniósł jego rodak, sprawiło, że prokuratura domaga się dla niego dwóch lat bezwzględnego więzienia i 4-letniego zakazu prowadzenia pojazdów.

Wyrok w sprawie wypadku z 4 marca 2018 roku sąd przedstawi za dwa tygodnie.