Zorza nad Holandią. Gołym okiem jej nie zobaczysz
W nocy z 10 na 11 października mieszkańcy części Holandii mogli ponownie uchwycić zorzę polarną. Tym razem nie był to jednak spektakl łatwy do zobaczenia gołym okiem. Kolory na niebie ujawniały się przede wszystkim na zdjęciach wykonanych aparatem lub telefonem z odpowiednio czułą matrycą. Największe szanse mieli mieszkańcy południowej części kraju, gdzie między opadami pojawiało się więcej przejaśnień.
3 prowincje uchwyciły zorzę. Południe miało przewagę
Zdjęcia przesłane do NOS Ooggetuige pochodziły m.in. z Limburgii, Geldrii i Holandii Południowej. Fotografowano zorzę m.in. w Arnhem, nad Biesbosch, w Achterhoek oraz w Limburgii. Warunki na południu kraju były korzystniejsze niż na północy, ponieważ występowało tam mniej zachmurzenia. To miało duże znaczenie, bo przy tak słabej zorzy nawet cienka warstwa chmur mogła całkowicie zasłonić efekt.
1 aparat widzi więcej niż ludzkie oko
To, co pojawiło się nad Holandią, określane jest jako fotografisch noorderlicht, czyli fotograficzna zorza polarna. W praktyce oznacza to, że:
- gołym okiem niebo może wyglądać niemal normalnie,
- aparat zbiera światło przez dłuższy czas,
- matryca rejestruje kolory zbyt słabe dla ludzkiego wzroku,
- na zdjęciu pojawiają się różowe, czerwone lub zielonkawe smugi.
Dlatego osoba stojąca obok fotografa może nie zauważyć niczego szczególnego, podczas gdy zdjęcie zrobione kilka sekund później pokaże wyraźny kolorowy blask. KNMI wyjaśnia, że zorza powstaje, gdy naładowane cząstki ze Słońca docierają do ziemskiej magnetosfery i zderzają się z cząsteczkami atmosfery. W wyniku tych zderzeń emitowane jest światło.
Zorza w Holandii może być coraz rzadsza
W ostatnich latach mieszkańcy Holandii mieli wyjątkowo dużo okazji do obserwowania zorzy. Powodem była wysoka aktywność słoneczna. Jeszcze w styczniu 2026 roku zorza była widoczna w wielu częściach kraju, od Groningen po okolice Nijmegen i Nuenen. Ten okres jednak stopniowo się kończy. Aktywność Słońca zmienia się w cyklu trwającym około 11 lat, a maksimum ostatniego cyklu przypadło w okolicach lat 2024–2025. KNMI przewiduje, że wraz ze zbliżaniem się spokojniejszego okresu szanse na oglądanie zorzy z Holandii będą malały.
Około 2030 szanse będą bardzo małe
KNMI wskazuje, że w spokojnej fazie cyklu, przypadającej mniej więcej około 2030 roku, prawdopodobieństwo zobaczenia zorzy polarnej w Holandii będzie bardzo niewielkie. Żeby zjawisko było widoczne tak daleko na południe, musi jednocześnie wystąpić kilka sprzyjających warunków:
- silniejsza aktywność słoneczna,
- odpowiednio mocne zaburzenie pola magnetycznego Ziemi,
- ciemne niebo,
- niewielkie zachmurzenie,
- możliwie małe zanieczyszczenie światłem.
Dlatego nawet jeśli kolejne burze geomagnetyczne dotrą do Ziemi, nie każda przyniesie taki sam efekt nad Holandią.
Telefon może wystarczyć. Liczą się 3 rzeczy
Jeśli zorza pojawi się ponownie, nie trzeba od razu mieć profesjonalnego aparatu. Nowoczesny telefon może wychwycić więcej niż ludzkie oko. Największe znaczenie mają:
- ciemne miejsce z dala od lamp i miasta,
- widok w kierunku północnego horyzontu,
- tryb nocny lub dłuższy czas naświetlania.
Przy bardzo słabym zjawisku najpierw można więc zrobić zdjęcie nieba i dopiero na ekranie sprawdzić, czy widać kolorowe pasma. Tegoroczna październikowa noc pokazała, że zorza nad Holandią wcale nie musi oznaczać zielonych fal widocznych bez żadnego sprzętu. Czasami największe widowisko zaczyna się dopiero wtedy, gdy podniesiesz telefon i skierujesz aparat na ciemny horyzont.
źródło: nos.nl
